[Tekst w formacie PDF]

Kilka uwag wprowadzających

Ludzie Hitlera 1 to niełatwa lektura. 620 stron druku, dwadzieścia dwie biografie „twarzy III Rzeszy”, nowość krakowskiego Wydawnictwa Literackiego. Autor – solidny historyk brytyjski. Przemyślany konstrukt całości: poza trajektoriami biograficznymi nazistów „z pierwszej półki reżimu”, choć nie tylko, również – ważne – Przedmowa, Prolog (Dama w procesie), Zakończenie (Epilog: Dama w pociągu). Obszerne, rzetelne przypisy dowodzące wykorzystania licznych źródeł i obszernej literatury przedmiotu. Dodatkowo ikonografia, niestety zabrakło wykazu źródeł i literatury. Za to wielkim plusem jest indeks nazwisk.

Autor, sir Richard J. Evans, wcześniej opublikował uznaną, nie tylko w świecie dyscypliny historia, trylogię o III Rzeszy i kilkadziesiąt książek o nowożytnych losach Europy. Uczony darzony szacunkiem, w istocie „jeden z najwybitniejszych badaczy dziejów Niemiec nazistowskich” (zapis na okładce). I, jak dodaje prof. Andrzej Chwalba, zasadnie: „sir Richard John Evans reprezentuje to, co najlepsze w anglosaskiej literaturze poświęconej nazizmowi” (tamże).

Dodam: profesor Uniwersytetu w Cambridge (rocznik 1947), badacz II wojny światowej, w szczególności dziejów nazistowskich Niemiec. Przede wszystkim zajmuje się społeczną częścią procesu pojawienia się, dochodzenia do władzy i postępowania nazistów wobec Europy/świata, wreszcie ich klęski – sądu i kary (1923–1933–1945). Nazizm bowiem to nie tylko naziści, społeczeństwo III Rzeszy, lecz także państwo, zawłaszczone przez partię nazistowską, jego struktury, a tym samym narzędzia, które wykorzystywano w okresie początków, rozkwitu i klęski tego państwa.

Autor „zabiera nas do źródeł ruchu nazistowskiego” (zapis na okładce), postrzegając jednak zjawiska głównie przez pryzmat trajektorii biograficznej. To świadomy wybór – źródłem koncepcji i tym samym konstruktu rozprawy pozostaje bowiem social history. Warsztatowo zaś nasuwa to pytanie, jak to się stało, że tak wielu utalentowanych Niemców i Austriaków, a także przedstawicieli innych państw/narodów, „poszło za Hitlerem”. Mniej lub bardziej, ale dołączyło do morderczo-zbrodniczego reżimu, w niemałym stopniu stając się wykonawcami, zatem i współsprawcami systemu okupacyjnego, zbrodni, w tym Zagłady.

To udana, choć niepełna, społeczna analiza postaw, zachowań, strategii postępowania i dokonywanych wyborów, a także ewolucji państwa i jego struktur w następstwie mordu, prześladowania, obozu koncentracyjnego itd.

Zatem to nie rozprawa, jak wcześniejsze tego autora, o II wojnie światowej, ale spojrzenie przez pryzmat dwudziestu dwu wnikliwie analizowanych biografii najważniejszych, choć nie tylko, funkcjonariuszy III Rzeszy. Konstrukt makro i mikro w jednym, obejmujący uwarunkowania wyboru, proces stawania się nazistą, aktywność zbrodnicza, osobista i w systemie państwa. Do tego władza, reżim w najczystszej wodzowskiej postaci, a przede wszystkim w ludobójstwie. Z jaskrawym „ideolo”, tj. nadbudową zła, nienawiści do drugiego człowieka w systemie państwa. I ze szczególnym przypadkiem zbiorowego mordu (nazywanego „ostatecznym rozwiązaniem kwestii żydowskiej”, Endlösung) – żydowskiej Zagłady.

To nie książka o bitewnym kurzu (aczkolwiek echa w narracji obecne – makro historia tu ważna), nawet nie o krwi (mimo że też obecna), o istocie i kalendarium, o obozach koncentracyjnych i zagłady itp., ale rozprawa o biograficznej trajektorii (mikro) w uwarunkowaniu makro. Trajektorii aktywisty/aktywnego zbrodniarza, świadomego, choć nie przyznającego się do zbrodni (na procesie norymberskim).

Kluczem do poznania III Rzeszy, państwa i społeczeństwa, pozostają tu biografie, wnikliwie przeanalizowane. Może mniej faktograficznie, co znamy, przede wszystkim bowiem osobowościowo, mentalnie, środowiskowo i psychologicznie. Tak, by rzetelnie odpowiadać na fundamentalne pytanie historyka (badacza): Dlaczego?

Autor uwzględnia też ważny kontekst – faszyzm (szerzej reżim – rodzaj prawidłowości) raczej nie zaczyna się od ideologii. Nawet symbole u zarania nie są w nim tak ważne (dopiero powstają) jak później. Istotą tego początkowego okresu, często niepewnego, pozostaje natomiast władza (precyzyjniej, praktykowanie władzy, władztwa, sprawczości). Władza przechwytywana przez reżim uzyskuje tym samym narzędzie, by zawłaszczyć państwo, spacyfikować społeczeństwo, zniszczyć opór i narzucać lojalność, posłuszeństwo, entuzjazm. Wiarę. Z czasem opornych się likwiduje (KL Dachau jako pierwowzór systemu).

Autorowi udało się ten moment/źródło/efekt uchwycić. Pokazać nie tyle sztandary i późniejsze Parademarsch, Parademusik, ile właśnie te najpierwsze osobiste wybory, późniejszą „pierwszą półkę” z wodzem na najwyższym szczeblu. I zasadą wodzostwa (Führerprinzip) jako nadzwyczajnym narzędziem w jej sprawowaniu. Nie zawsze za pierwszym podejściem (pucz 1923), ale gdy spojrzeć na finał – w przypadku Niemiec udanie, na nieco ponad dziesięć lat.

Dwadzieścia dwie postaci, poczynając od wodza, to zróżnicowane trajektorie, zróżnicowane mikro, zróżnicowane też źródła postaw, strategie postępowania (najpierw wyboru). Zróżnicowane też uwarunkowania mikro i makro. Świetne warsztatowo (social history) spojrzenie sir Evansa – propozycja nie tylko dla historyków, ale i szerzej, czytelnika po prostu zainteresowanego tymi zagadnieniami. Atutem w tym czytelniczym przypadku pozostaje z pewnością język narracji. Podkreślam, z pewnością, co zapewne nie ucieszy purystów. To nie jest stricte język, który zwykliśmy nazywać akademickim (czy językiem nauki), choć stanowi dominantę. Towarzyszy mu jednak odważnie wykorzystywana przez autora narracja publicystyczna. A czasem nawet wiersz, który coś społecznie/mentalnie ilustruje, akcentuje, czegoś dowodzi.

Ważna pozostaje też część biografii tej grupy już po nazizmie. Oczywista nie tych powieszonych w Norymberdze, ale tych z wyrokami (Spandau), ich rodzinami i obecnością powojenną, także w „nowych”, innych Niemczech, choć z dramatyczną przeszłością dwu wojen i państwa nazistowskiego.

Evans przedstawia zarówno sylwetki, jak i relacje, w tym wewnętrzne. Typowe walki o szczyty władzy, awanse, motywacje, a także zbrodnie („noc długich noży”). Przede wszystkim zaś obecność, czyny i decyzje, w znaczącym też stopniu sprawczość. I miliony ofiar. W tle również kontekst moralny, rodzaj spostrzeżenia o charakterze uniwersum: reżim/nazizm versus dobro/zło, moralitet.

To uniwersum to również przestrzeń „dzisiaj”, bo przecież nazizm upadł, podobnie jak faszyzm, ale sporo nazistów/faszystów nie zostało ukaranych, weszło w zróżnicowaną przyszłość. Nie tylko niemiecko-niemiecką, ale i szerszą. A dynamika procesu historycznego z dzisiejszej perspektywy wskazuje, że doświadczenie wojenno-okupacyjne „nigdy więcej” czy „Auschwitz nie spadło z nieba” – to również bieżąca obecność, aktywność, nawiązanie, pochwała. Frazy: „skąd ten faszyzm”, „faszyzm, który nadchodzi” czy „faszyzm – ostrzeżenie”, wreszcie „jak działa faszyzm”, to nie tylko tytuły nowości wydawniczych, lecz także ważne spostrzeżenia, refleksje na dzisiaj 2.

Ważnym dopełnieniem pozostaje też refleks „umysł nazisty”, z wykorzystaniem solidnej literatury przedmiotu3.

Praca sir Evansa jest więc także rodzajem ostrzeżenia – uważajmy. Ci po 1918 r. niedostatecznie uważali i… wiemy, jak i czym się to skończyło. Zatem uważajmy.

***

To istotne, jak sądzę, ogólne wprowadzenie do lektury. Powtórzę, niełatwej, obszernej, trudnej też w znalezieniu odpowiedzi na to fundamentalne pytanie nauki: Dlaczego?

Moja lektura miała specyficzny charakter – historyka dziejów społecznych przez kilka dziesiątków lat, zajmującego się (nadal), najogólniej, II wojną światową. Jej nie tylko faktografią, interpretacją, wyjaśnianiem, ale nade wszystko postrzeganiem jej części społecznej (social history), w tym okupacyjnej. Czytałem więc rozprawę sir Evansa ze szczególnym wyczuleniem. Stawiając też dodatkowe, kolejne i kolejne pytania. I czyniąc dość obszerne zapiski z lektury.

Nie chodziło mi o recenzję czy artykuł recenzyjny, lecz właśnie o zapiski, refleksy lektury. I pytania. Trochę się tego zebrało, wszak to kilkaset stron autorskiego tekstu, wspomniane dwadzieścia dwie trajektorie biograficzne, ogrom materiału źródłowo-faktograficznego. Interdyscyplinarność spojrzenia i analizy, świadcząca – to ważne – o wartości wręcz uniwersalnej tej rozprawy, ponad nazizmem, pokazuje bowiem prawidłowości szeroko rozumianego pojęcia i formatu reżimu w państwie i społeczeństwie. Jego zasad, zmieniających się tak, jak zmienia się dynamika procesu historycznego, ale stale obecnych, dostrzeganych. Nie tylko w spoglądaniu za siebie (praca historyka), lecz także w kontekście stanu bieżącego, zarówno po roku 1945, jak i współcześnie. Ten okres to dziesiątki, jeżeli nie setki przykładów reżimu/reżimów oraz osób (twarzy) związanych z reżimami i czynnie obecnych w reżimach.

Poszukiwałem w rozprawie Evansa swego rodzaju uniwersalizmu, wspólnych mianowników, a zarazem nieuchronnych zmiennych. Lepiej czy gorzej, bo przecież teraźniejszość codziennie jakimś reżimem, niekoniecznie wyłonionym podczas II wojny światowej, atakuje. Zaskakuje. Otwiera pola konfliktu i zbrodni.

Stan bieżący bowiem to nie tylko informacja, ale i wartościowanie, moralitet, nawet dziesięć przykazań. I… emocje. Następstwem – notatki, zapiski, uwagi na gorąco, a także te wybiegające w teraźniejszość. Komparatystycznie. Trochę się tego nazbierało. I gdy po lekturze książki wróciłem do lektury zapisek, pomyślałem – może czytelnika taki eksperyment zainteresuje. Wszak każdy, jeśli czyta świadomie, ze zrozumieniem, to poza zwykłym zapoznaniem się z tekstem także go analizuje. Czyli po trosze i… eksperymentuje.

Zakładam, że te zapiski to rodzaj źródła wywołanego. Może wzbudzi zainteresowanie, refleksję. A może i wywoła dyskusję? Stąd propozycja, jaką złożyłem redakcji portalu Historia bez Kitu – świetny tytuł dodaje odwagi, ale i upoważnia. Mam nadzieję, że ten eksperyment z zapiskami przynajmniej w części znajdzie zwolenników.

Zapiski, uwagi, spostrzeżenia

Zapisałem w notatkach: „zacząłem opasłe tomisko: Richard J. Evans, Ludzie Hitlera. Twarze Trzeciej Rzeszy, Wyd. Literackie, Kraków 2025”. I pierwsza refleksja: „jakieś dziwy na polskim rynku w sprawie Adolfa Hitlera, «nazioli», jak czasem słyszymy, Trzeciej Rzeszy. Zatrzęsienie prac – niektóre już zrecenzowałem, czekają na decyzje wydawnicze. U Evansa 620 stron. Ciężka w kilogramach rozprawa, twarde okładki. Ale, pierwsze kilkanaście stron robi niezłe wrażenie. Narracja, co lubię, w przeciwieństwie do purystów wielbiących język akademicki/język nauki (co to znaczy, to inna sprawa), tutaj w języku użyteczności powszechnej. Przyswajalnej. Zauważone wstawki publicystyczne – «to je to!», jak mawiają bracia Czesi. Dobrze się czyta, choć na razie s. 33 – zobaczymy, co dalej”.

Dalej było tylko lepiej. Wciągała lektura, a zarazem rosły zapiski, notatki, uwagi. Sporo pytań. I… po jakimś czasie skończyłem czytać książkę.

Część pierwsza, Wódz, zawiera jeden rozdział, zatytułowany Dyktator: Adolf Hitler. Zacznę od uwagi, że merytorycznie to nic nowego, w interpretacji zaś nacisk na nieco nowsze spojrzenie. Akcentacja w stronę ujęcia socjologicznego. Ze wstawkami publicystycznymi – puryści używający tzw. języka akademickiego będą kręcić nosem. Ale ja to lubię – takie połączenie ożywia narrację. I… nie męczy czytelniczo. Dlatego sam to stosuję i popieram. Nie jest to eseistyka w klasycznym rozumieniu, ale jej duch dobrze służy solidnym opracowaniom naukowym. A ta rozprawa jest solidnym opracowaniem naukowym.

Akapity o wodzu raczej nie zaskakują. To rzetelne oparcie trajektorii biograficznej na obszernej literaturze i źródłach. Pewną nowością może być spojrzenie na wodza jako kogoś skomplikowanego wewnętrznie (to też nie zaskoczenie), ale i niezbyt zrównoważonego. To nie tylko dynamika wojny staje się tu ekranem, lecz coś, co uznajemy za rodzaj defektu charakterologicznego. Samobójcza śmierć wyklucza natomiast to, co nastąpiło w większości przypadków analizowanych biografii – aresztowanie, osąd, kara.

Również rodzina wodza „po” też niewiele wnosi, jak w przypadku wielu „twarzy” opisanych przez Evansa.

Wódz, co zrozumiałe autorsko, to osobna, wyszczególniona część. Natomiast po wodzu już części:

druga – Paladyni (siedem biografii);

trzecia – Wykonawcy (siedem);

czwarta – Narzędzia (siedem).

Część druga, Paladyni. Dwaj najważniejsi to „żelazny człowiek” Hermann Göring i „propagandzista” Joseph Goebbels. Dwie zróżnicowane, a zarazem jednorodne postaci z najwyższej półki III Rzeszy. Oni do 1945 r. pozostawali już nie „przy Hitlerze”, ale „tuż po Hitlerze” (choć różnie). Obaj z elity społecznej – jeden z niezwykłych niemieckich pilotów Wielkiej Wojny, a drugi, ze stopniem doktora, związany raczej z humanistyką. I obaj w pewnym monecie tuż przy Hitlerze. Stale obecni, stale naziści – choć nadal zróżnicowani. Rodzinnie w kłopotach (śmierć pierwszej żony Göringa i druga, inna) oraz trójkąt: Magda i Józef plus Adolf. Wiernopoddańczy Goebbels i rubaszny marszałek Rzeszy. Ale w pełni, choć na odmiennych frontach, współodpowiedzialni, współwinni. Do końca wierni wiarą też zróżnicowaną. Ale wierni. Dzienniki Goebbelsa to wręcz wydarzenie, które sporo odsłania.

I finał – Göring – proces norymberski 4 – zbrodniarz wojenny, osądzony, skazany, kończy zażyciem cyjanku, gdy nie uzyskał wyroku śmierci przez rozstrzelanie, o co prosił („jako żołnierz”). Przesłuchiwany w więzieniu przez amerykańskiego psychiatrę Douglasa Kelleya – sporo odsłoniętej charakterystyki osobowości. I Goebbels/Goebbelsowie – on, żona Magda i piątka dzieci (syn najstarszy, z pierwszego małżeństwa Magdy, w niewoli we Włoszech). Po samobójstwie Hitlera otruli piątkę dzieci i siebie – też, jak w przypadku Göringa, cyjankiem. Cyjanek to swego rodzaju łącznik w klęsce i katastrofie i łącznik finału dwu najważniejszych „paladynów”, jak to kreśli autor.

Droga życiowa, ścieżka kariery, naziści/nazizm, z czasem państwo i społeczeństwo, wojna, to też łącznik, plus Adolf. Dobrze uchwycone przez autora czynniki i uwarunkowania.

Po „dyktatorze” i dwu „paladynach” następna trajektoria biograficzna „żołnierz” Ernst Röhm (nawiasem: ciekawa hierarchia autorskiego ułożenia w książce kolejności postaci). Inteligent sprzed Wielkiej Wojny (prestiżowe liceum klasyczne) i jednocześnie przegrane dziecko tejże (poważnie ranny, odznaczony Krzyżem Żelaznym). Wojna i zabijanie, niemiecka klęska wywołuje wściekłość, bo powojenne perspektywy raczej marne. Zdecydowanie inaczej, gdyby było niemieckie zwycięstwo.

Spotkanie z Hitlerem, początkującym w polityce. To jednak ważna cezura w tej biografii. Ale niepełna – szanse awansowe i przyzwoitego życia w powojennych weimarskich Niemczech są niewielkie wobec retorsji zwycięzców (czynnik zewnętrzny), a wewnętrznie niestabilności politycznej, a nawet bijatyk: naziści, prawicowcy, wykolejeni itd. versus silni komuniści, a w tle niemniej silni socjaldemokraci.

Chaos. Stąd z jednej strony zdziczenie, z drugiej zaś organizacyjne działania samoobronne. W tym przypadku SA i Röhm – organizator, wódz, bohater itd.

Druga cezura w biografii Röhma to Ameryka Południowa, dokąd udał się na zaproszenie ze zrewoltowanej Boliwii – jako czynny wojskowy z funkcją doradcy (nawet szybko nauczył się hiszpańskiego). Swego rodzaju prawidłowość: wielu niemieckich oficerów (rezultat Wersalu to tylko 100-tysięczna armia niemiecka) właśnie w ten sposób się odnajdywało (czynnik społeczny, mentalny, gospodarczy = skrajna prawicowość i tło przewrotów: Mussolini, Attatürk – podobne). Boliwia – Paragwaj też „wojennie”.

Trzecia cezura – na wezwanie Hitlera powrót do Rzeszy – nazizm w bijatyce z komunistami i obchodzenie traktatu wersalskiego. Dowódca SA, odnotowującej gwałtowny, niebezpieczny liczebny/bandycki wzrost członków do 2 mln, później 4 mln. Röhm – bohaterski, triumfujący i… zagrażający: przede wszystkim armii niemieckiej, ale też Hitlerowi/nazistom.

Ostatni epizod – „noc długich noży” – zabity Röhm już nie zagraża, podobnie jak wybita wierchuszka, co ułatwia kanclerzowi Adolfowi postępowanie: SA – SS – Gestapo itd. Reżim reżimowców = nazizm i naziści u władzy. Bez Röhma, ale z Hitlerem, Göringiem, Goebbelsem. Za chwilę pojawi się Himmler.

Koniec demokratycznej, choć rachitycznej Republiki Weimarskiej, początek nazistowskiej III Rzeszy, podmiotu prawa międzynarodowego z Adolfem Hitlerem, samodzielnym wodzem. Typowe w mechanice reżimu, szczególnie czasu międzywojnia. Jako rezultat „temperowanie państwa i społeczeństwa” – znane cezury i utrwalanie równania polityczno-ustrojowego: partia = państwo. Tu partia w szczególnym wymiarze, zgodnie z zasadą Führerprinzip. Następstwem, a przy tym kluczem pozwalającym zrozumieć ten dynamiczny proces, także w wymiarze społecznym – pacyfikacja, ale i rozwój III Rzeszy, szczególnie do roku 1941.

Kolejna z Twarzy Trzeciej Rzeszy„policjant” Heinrich Himmler. Fundamentalne pytanie, stawiane przez wielu badaczy, które podzielam: „jak ktoś tak przeciętny i uzależniony od innych, z pospolitą twarzą i o całkowicie zwyczajnym wyglądzie, mógł uzyskać taką władzę” (s. 195–196).

Wywodzący się z solidnej niemieckiej rodziny, dobrze sytuowanej. Wykształcony (uniwersytet). Ojciec – szanowany nauczyciel. Zadbał o edukację trzech synów (Heinrich – drugim): podróże europejskie, Grecja itp. I… po pewnym czasie, owszem, czasie niełatwym, dramatycznym, ta funkcja w III Rzeszy. Wszak w czasie Wielkiej Wojny to był jeszcze uczeń gimnazjum!

Zamiast planowanej kariery akademickiej „synalek”, zapewne pod wpływem wydarzeń wojennych, zapragnął „do wojska”. Koneksje ojca załatwiły, co niezbędne, i tym samym pomogły sprawie – wojsko! Niestety, wojenna, i nie tylko, klęska. Niemieckie konsekwencje Wielkiej Wojny to nie tylko narzucane i egzekwowane przez zwycięzców następstwo, ale i – często w chaosie i niepewności – nowe wybory. Przede wszystkim społeczne. Z jednej strony makro – społeczeństwo, z drugiej mikro – „ja, Heinrich” (wielu Heinrichów). W tle partyjka nazistowska i osobnik z wąsikiem – też przegrany. Trochę śmieszny, ale wrzeszczący, gadatliwy. Przyciągający uwagę słuchaczy. Może kolejne kufle piwa też pomagały? Gdzieś tutaj dostrzegam w tej biografii rodzaj wspólnego mianownika.

Nazizm tamtego czasu to również sporo niepewności, niejasności, jak zazwyczaj w początkach. Zarazem jednak możliwa trampolina awansu i beneficjów (władzy, choć nie tylko). Reżim – a w reżimie zazwyczaj nowa struktura i niezbędne awanse. To rodzaj prawidłowości.

Tak na marginesie, z obserwacji stanu bieżącego: to nam, niestety, także nad Wisłą „reżimowo” pozostało (słabeusze w parlamencie, w dziennikarstwie, w prawie, również część profesury, która zapomniała o pryncypiach universitas). Następstwo ciągłości i zmiany w procesie historycznym. Stary czas, stare postawy, ale już w nowym, „poreżimowym” okresie. Obecność i aktywność. Upieram się zatem, że zjawisko tak opisane w nazizmie to z pewnością rodzaj prawidłowości w reżimie. Każdym reżimie.

„Kadry, decydują kadry”, stare stalinowskie, ale jakże nadal aktualne i czynne. To typ/rodzaj pokolenia nieuwarunkowanych. Zwraca też na to uwagę autor. Bardzo trafne spostrzeżenie. Znamy cezury – nie za łatwo na początku (komuniści, konserwatyzm niemiecki), a zarazem wielki wybuch, z Adolfem i Mein Kampf jako solidnym wskaźnikiem – ekranem przyszłości. Idealnie dla Heinricha i podobnych przegranych. W tle również marsz na Rzym Mussoliniego i jego następstwa. To ścieżka Himmlera, ale żeby przeciętniak zaszedł aż tak wysoko? To dopiero fenomen w trajektorii biograficznej. Choć, jak to w reżimie, raczej poprawność i prawidłowość nowego. A przede wszystkim duże zapotrzebowanie na kadry.

W powojennych niemieckich uwarunkowaniach opcji wyboru nie było za wiele: albo komunizm, albo skrajny konserwatyzm (wręcz drastyczny, w tle socjaldemokraci). Himmler wybrał skrajny konserwatyzm. Ścieżka została zatem wyznaczona; teraz następstwa, solidnie przeanalizowane przez autora. To właśnie mnie tu najbardziej interesuje – wybory, a nie znana faktografia. Także prawidłowości i typowości w social history tego czasu i tego szczególnego miejsca.

Osobiste fiksacje Himmleratrafnie uchwycone, poddane analizie – to raczej już pogranicze dewiacji, np. osławione zalecenie dla funkcjonariuszy SS i ich dzieci: „owsianka nie na mleku – żadnym, wyłącznie na wodzie”. Tylko spojrzenie z perspektywy social history daje taką możliwość zauważenia. Dochodzą listy, ale te rozkazy to perełka.

Autor: „Jądrem osobistej ideologii Himmlera była bezwarunkowa wiara w zasadę, że wszystko, co służy interesom Niemiec, jest moralnie usprawiedliwione” (s. 206). Tak postępuje tylko dewiant, w tym przypadku największy morderca zza biurka. Kadry NSDAP, kadry III Rzeszy to jądro reżimu. W tle restrukturyzacja rasowa całej Europy. I narzędzie: Generalny Plan Wschodni (Generalplan Ost). Następstwo – wszyscy Niemcy razem w Europie kosztem wymordowania, zniszczenia miejscowej ludności, ewentualnie sprawdzenia, czy jakieś jej grupy nie nadają się dla niemieckiego społeczeństwa. Dewiacja, którą uruchomiło państwo, jego struktury, siły. Więcej, objęła też znaczącą część społeczeństwa III Rzeszy. Niekoniecznie wszyscy Niemcy zabijali Żydów, ale zdecydowana ich większość korzystała z rabunku (paczki przysyłane do Rzeszy z terenów okupowanych przez stacjonujących, walczących żołnierzy, funkcjonariuszy, urzędników itp.). Finałem Zagłada, choć nie tylko, również obozy koncentracyjne itd.

Nazizm w akcji czynnej to już nie fanaberia Himmlera czy podobnych, lecz sprawa państwa, szczególnie po 22 czerwca 1941 r. (plus konferencja w Wannsee). Social obserwacja, która dowodzi dynamicznego przeobrażania się III Rzeszy w dewiację państwa i społeczeństwa (w tym narzędzia ideologiczne, propaganda, egzekwowanie itp.). Całość, a nie jakieś fragmenty, po wojnie składane na karb „Onych-nazistów” lub tłumaczone jako „wykonywałem tylko rozkazy”.

Nie tylko oni, także państwo i społeczeństwo – Niemcy, w tym i ci, których Daniel J. Goldhagen nazywa „zwykłymi Niemcami”5. A to już sprawa znacznie szersza niż tylko „oni”. Tak zresztą powinniśmy analizować każdy reżim. Nie proste „Oni–My”, choć to ważna relacja, ale: władza, partia = państwo, czyli państwo, a w następstwie i społeczeństwo (z pamięcią też o oporze, raczej nie dominancie). Oraz typowość w postawach i strategiach postępowania w reżimie – przystosowanie. Gdzieś w tle również przetrwanie. Summa tych postaw dała efekt. Himmler tylko przyspieszył działania. Istotę wykonawczą określał reżim: nazizm, faszyzm, a wykonawcami pozostawali Niemcy, obywatele państwa, w zróżnicowanych konfiguracjach aktywności: „mundurowi” różnych formacji, urzędnicy, osoby odpowiedzialne za transport, logistycy itd. Także miejscowi z terenów okupowanych (zróżnicowane powody, postawy, strategie postępowania, a w niemałym zakresie i współsprawstwo).

Podobnie cele definiował i realizował (z różnicą ideologiczną i propagandą) reżim komunistyczny. Także po Zagładzie i po zakończeniu II wojny światowej, po roku 1945. Rzetelnie można dodać: łącznie z dniem dzisiejszym (np. ludobójstwo Federacji Rosyjskiej wobec Ukrainy i Ukraińców).

Uniwersalizm reżimu i jego zasady to przede wszystkim ideologia, przechwycenie państwa przez monopartię (władza, sprawczość, narzędzia, terror wobec opornych), w następstwie pacyfikacja (o zróżnicowanym zakresie) społeczeństwa. Odpowiedzialność zatem państwa i społeczeństwa w zdefiniowanych uwarunkowaniach sprawczości i odpowiedzialności to szczególny wykładnik zarówno Zagłady, jak i wielu zbrodni już później (wymiar świata). To szczególna cecha reżimu.

W przypadku Himmlera, już po Zagładzie, to majowy (1945) finał: próba ucieczki, góry Harzu. Odnaleziony, w trakcie przesłuchania przez Brytyjczyków zażył – ten sam wspólny mianownik – cyjanek.

Zło odeszło w niebyt, pozostały krwawe ślady (przede wszystkim ofiary). A w przypadku niemiecko-niemieckim: jednostki, ideologia tkwiąca nadal w wielu, szczątki państwa i jego symboliki, szczątki społeczeństwa pod okupacją. I brak pełnego osądu przez prawo międzynarodowe (casus Göringa, podobnych).

Ckliwe zakończenie osobiste Himmlera, romans z piękną sekretarką (dwoje dzieci, w tle żona, rodzina, czas patologii trójkąta, w tym córka z małżeństwa i przybrany syn, bracia i rodzice) niczego raczej nie dopełniają. Nie są plusem, a jedynie pogłębiają minus tej ponurej postaci w nazistowskiej talii zbrodniarzy-ludobójców.

Kolejna postać – „dyplomata” Joachim von Ribbentrop.

„Niewielu wysoko postawionych nazistów spotkało się z taką pogardą ze strony historyków i współczesnych jak Joachim von Ribbentrop, minister spraw zagranicznych Trzeciej Rzeszy, od 1938, aż do końca wojny” (s. 214). Teza wyraziście kierunkująca wywód. Wręcz zasada spojrzenia? Swoją drogą, ciekawe opinie, oceny, wśród których „osioł” to jeszcze nienajgorzej. Kluczowe pytanie brzmi zatem: dlaczego u Hitlera właśnie on – przez siedem długich lat – pozostawał ministrem spraw zagranicznych? Przecież dyplomacja to sztuka, umiejętności, przygotowanie, a nie jakieś „zadziory” czy bandyckie metody. Niestety, faszyzm i takim indywiduom otwierał ścieżkę kariery. Nie był decydentem, w zasadzie wodzostwa to niemożliwe. Typ wykonawczy.

Mogą się te wprowadzające uwagi wydawać zaskakującymi: von, dyplomata, minister i…? Rzeczywiście, dość zaskakujące, gdy wczytać się w pierwszą część trajektorii biograficznej: wojskowo-arystokratyczna rodzina, szkoła (nie orzeł, ale jednak wyedukowany), skrzypce, język angielski i francuski. Wybryk ojca, majora pruskiej armii, przez co został wypędzony z wojska, w domu zatem biednie. Śmierć matki plus macocha. Ale do 1914 r.: Szwajcaria, Londyn, Kanada, USA.

Wybuch wojny w 1914 r.: uznany za szpiega, deportacja, powrót do Niemiec. Ale wojsko, wojna, Żelazny Krzyż. Koniec wojny (powrót z frontu zachodniego) i niemiecka zapaść. Cezury trochę typowe, trochę niezbyt. Skąd zatem ta „głupota”, by gorzej tego nie nazwać? Intrygujące.

Kluczem z pewnością Niemcy tużpowojenne: niestabilne, Republika Weimarska i naziści pnący się w górę. Hitler postrzegany jako wojenny „kumotr”. To niewątpliwie solidne nowe otwarcie tej trajektorii biograficznej, choć jeszcze niepewne (mocni niemieccy komuniści). Dodatkowe pozytywne „kupony”: języki angielski i francuski, doświadczenie z firm winiarskich. Stąd w biografii często pojawiające się określenie „handlarz szampanem”. Ale to wyraziste przedsiębiorstwo, dobre koneksje.

Nadal jednak niezrozumiała ta jego „głupota”. Dobre małżeństwo, tenis. skrzypce, środowisko arystokratyczno-przemysłowe to przecież atuty. Natomiast w tle niemiecko-niemieckie dramaty: państwa, społeczeństwa, przegrana w wojnie i jej następstwa. Pomysłowy: usynowienie przez kuzynkę, stąd „von” kupione za 450 marek miesięcznie. I wejście do arystokratycznego klubu. A sam zakup „von” to niezła inwestycja.

Cezura kolejna, też raczej środowiskowa, wewnętrzna z zewnętrznymi składowymi, typowa – wielki kryzys, naziści, Hitler. Niemieccy konserwatyści w stronę nazizmu (strach przed komunistami). Nowe, wyraziste pole w biograficznej trajektorii – prawidłowość reżimu (beneficjent) – w tle znajomość z von Pappenem. Atuty kolejne – wykorzystane. I antysemityzm. Niemcy itd. Członek partii nazistowskiej plus urok osobisty Hitlera. Droga otwarta (wspomniany angielski, francuski; Hitler to doceniał) – negocjacje w domu Ribbentropa: Adolf Hitler, Hermann Göring, Ernst Röhm – nowy świat stoi otworem. Adolf na szczycie. I pole dyplomatyczne Ribbentropa (poza/obok MSZ). Ale sporo gaf i pośmiewiska w międzynarodowym światku, Coraz bardziej brutalne zachowania – nazista. Wręcz karierowicz.

Dlatego – w lutym 1938 – został ministrem spraw zagranicznych. Wybrany, gdyż zawsze wykonywał to, co mu kazano. Zero inwencji. Został mu też brutalizm, wojskowy dryl, co w dyplomacji zawsze pozostaje śmiesznością. Nie opuściły go też kompleksy, stąd zapewne ta agresywność.

Przebieg kariery nazistowsko-ministerialnej (dokumenty itd.) znane z literatury. Stąd ważniejsze tu to, co wiąże się z social history.

Norymberga: „zmęczony stary człowiek oczekujący na śmierć” 6 – to opinia strażników więziennych. I tradycyjnie: „on wykonywał tylko rozkazy Hitlera” 7, czyli dość powszechna klasyka spostrzeżeń i opinii. Stale też w Norymberdze powtarzał, że Hitler był wielką osobowością, dysponował wręcz magnetyzmem itp. Skazany, powieszony 16 października 1946 r. Żona pozostała nazistką, a najstarszy syn – w SS, później w rodzinnej firmie. Duch nazizmu unosił się tam w dalszym ciągu, podobnie jak trwała pamięć o Hitlerze. Próby zmiany tych skrajnych ocen nie przyniosły pozytywnego skutku. Zostało w rodzinie chyba tylko von, ale czy używane?

Autor dowodzi w tej biografii, zasadnie, że nazizm/naziści wyrasta/wyrastają nie tyle i nie tylko z marności egzystencji, ale i (typowość, przynajmniej sygnalnie?) z dobrze sytuowanej niemieckiej rodziny. I, co ciekawe, wcześniejsze postawy konserwatywne, znane w wielu środowiskach niemieckich przed wybuchem Wielkiej Wojny, po klęsce 1918 raczej zaczęły się „wduszać” w nazizm. Podobnie jak inne grupy, w tym spory zasób” robotniczy. Zatem robotnik i von potrafili odnaleźć się w nazizmie. Łączył fanatyzm, antysemityzm, a przede wszystkim beneficja z reżimu. Zróżnicowane, ale jednak korzyści. Zmienną już po 1945 pozostawał natomiast problem odpowiedzialności. Głównie tej rodzinnej czy tej wynikającej z „ja”. Wszak nie wszyscy naziści truli swoje dzieci.

Teraz trajektoria biograficzna „filozofa” Alfreda Rosenberga. Bałtycki Niemiec, jak o nim mawiano (środowiska Litwy, Łotwy, Estonii, czyli Niemcy w dawnym Cesarstwie Rosyjskim). Krótko (1918) epizod moskiewski: dyplom politechniki w Rewlu, przeniesionej do Moskwy. Kierunek: architektura. Zatem już jako dorosły trochę, ale dość powierzchownie, poznał bolszewicką Rosję, po czym wrócił do Rewla (obecnie Tallin w Estonii).

Skoro studiował, to wywodził się z dobrze sytuowanej rodziny (kupieckiej). W następstwie bolszewickiego przewrotu i wrzenia rewolucyjnego uciekł do Berlina i stał się „Berlińczykiem”, choć nie na długo. Z kolei niemiecka rewolta spowodowała przenosiny do Bawarii. Zatem Bawaria okazała się dla Rosenberga wstępną ważną cezurą w niemieckiej trajektorii biograficznej. Z następstwami: sporo powojennej beznadziei i… udział w zebraniach ruchu nazistowskiego. Raczej prawidłowość w takim przypadku, aczkolwiek sporo też niepewności. Bawaria to również fascynacja Hitlerem, piwiarnianym mówcą przede wszystkim. Rosenberg mniej myślał o architekturze, a bardziej o publicystyce. Stąd książki, teksty, w tym zwłaszcza złowieszczy antysemityzm. W nazistowskim środowisku z wolna stawał się głównym ideologiem antysemityzmu. Stąd przydomek „filozof”.

Kluczem do zrozumienia tej „filozoficznej” postawy, a szczególnie publicystyki Rosenberga jest jego Mit XX wieku – wykładnia nazistowskiej „filozofii”. Stosuję cudzysłów, bo trudno to nazwać filozofią we właściwym rozumieniu tego pojęcia. Choć po Mein Kampf ta właśnie książka osiągnęła drugą wielkość nakładu. Oznacza to, że jakoś tam, z mniejszym czy większym zrozumieniem, ją czytano. Choć z pewnością większość nazistów raczej się z nią nie zapoznała. Mit XX wieku interesował bardziej wiernych Kościołów, w większym zapewne stopniu protestantów niż katolików.

Hitler o Rosenbergu: „Jest pan ojcem Kościoła narodowego socjalizmu” (s. 243). Ale, jak akcentuje autor, po cichu dodawał: „jest gówniana i bzdurna”. No cóż, nazizm – wódz – słowo, a nie jakiś tam inteligent. Choć to raczej „inteligent”, by nie powiedzieć „nazistowski inteligent”. Jako narzędzie edukacji w narodowosocjalistycznej doktrynie „dorobek” Rosenberga był doceniany. Powstało nawet specjalne Biuro Rosenberga.

Do końca życia idee fix Rosenberga, czyli klisza „międzynarodowe żydostwo”, „spisek żydowski” itp., pozostawały składową jego mentalności i tamtej codzienności. Również w norymberskim więzieniu/procesie. To klucz do zrozumienia tej biografii i tym samym nazistowskiej aktywności. Następstwem – zwierzęcy antysemityzm: „Co chwila – pisał w 1936 roku – wzbiera we mnie gniew, kiedy pomyślę, co ten żydowski naród pasożytów uczynił Niemcom” (s. 251). Do Norymbergi i łącznie z wyrokiem (wykonany 16 października 1946 r. – kara śmierci przez powieszenie) pozostał wierny tej idei. Choć broniąc się, wskazywał, że to tylko projekty teoretyczne… Nazista. Amerykański psychiatra Douglas M. Kelley o Rosenbergu: „całkowity brak poszanowania dla ludzkich wartości i praw człowieka” (s. 354).

To reżimowa prawidłowość: wódz – język – propaganda, państwo, a tamże edukacja itp. Właśnie prawidłowość. Tak myślał i funkcjonował nie tylko Hitler, nie tylko Rosenberg, ale i np. Stalin. Podobnie myśleli i postępowali inni reżimowcy.

Zauważam w wyniku lektury tej trajektorii biograficznej, w kontekście współczesności, że sporo tych pokus pozostało po Hitlerze, Rosenbergu i innych, po Stalinie również. Nadal je obserwujemy. Wyrastają, dojrzewają nowi dyktatorzy. Wielu dostrzegamy i dziś wśród nas, zarówno w makro-, jak i mikroprzestrzeni. Czasem dziadek, ojciec w rodzinie, wykolejony nauczyciel, a nawet uniwersytecki profesor. Upadły ksiądz też bywa, gdy spojrzeć szerzej. Czasem z projektami powrotów do stworzenia reżimowej uczelni, z zapomnieniem o istocie universitas. Czasem stary pomysł z jakąś odnową Instytutu Badań nad Kwestią Żydowską. A czasem, to też rodzaj prawidłowości, prawnik, historyk, lekarz, aktor, reżyser, robotnik przechodzą na stronę skrajności, wrogości, cynizmu wobec bliźniego. Antysemityzmu. Nietrudno zauważyć, że to bez wątpienia rodzaj prawidłowości. A często wręcz typowość.

Faszyzm/nazizm bowiem to laboratorium, podobnie jak stalinizm czy słabsze reżimy. A także pokusa. W wielu miejscach makro, ale i mikro. To echo pojawia się w mediach, analizach politologicznych, socjologicznych czy historycznych. Jako rodzaj/następstwo właśnie pokus, z opcją „może się sprawdzi”, „może się uda”. Jeżeli nie w pełni, to choćbmoże częściowo. Stare wzorce nie umarły. Choć pojawiają się w nowych szatach. Faszyści w stylistyce Rosenberga nadal tu są, również nad Wisłą. Czasem można wręcz pomyśleć Rosenberg wiecznie żywy”. „Wodzów” i kandydatów na „wodzów” też niemało. Faszyzm tu jest! Natomiast „twarze Trzeciej Rzeszy”, to nie tylko lektura, wynik badań naukowych, ale i… tak, tak – to zawsze może być też projekt. Albo nawet lekcja? Wskazówka – co i jak należy poczynić, by zdefiniować na nowo, wprowadzić w życie, zniszczyć demokrację na rzecz reżimu: słowa, odwrócone pojęcia i definicje, wreszcie twarze – nowe 8.

Uważajmy, bo – powtórzę – oni, faszyści, nadal tu są. W USA też są i w podobnych demokracjach. Są! Czasem czekają na „tę chwile” – np. bandycka ICE prezydenta Trumpa, kojarzona często w mediach społecznościowych jako kontynuacja – w innym uwarunkowaniu, ale jednak – Gestapo! Świat to zarejestrował! Bandyci w mundurach rosyjskich zabijający w Ukrainie, niszczący Ukrainę to przecież ludobójstwo w klasycznym wykonaniu. I w wielu, wielu innych miejscach. Powtórzę, te/takie zjawiska, zapowiedzi, gesty, obserwujemy również nad Wisłą.

Teraz w kolejności Twarzy Trzeciej Rzeszy „architekt” Albert Speer.

Teza wyjściowa: Speer wmówił wielu, w tym i historykom, że był w III Rzeszy apolitycznym architektem. Tu teza została zakwestionowana – był nazistą i architektem, bardzo wysoko usytuowanym w systemie państwa. To chyba kluczowe dla tej trajektorii biograficznej. Jedną z podstaw solidna autobiografia, poza tym wyrok dwudziestu lat więzienia po Norymberdze (wyszedł w 1966). To nie wykorzystanie szansy architektonicznej, jaką otwierał nazizm, plus niewiedza o zbrodniach, ale to czynny, aktywny nazista.

Syn architekta, rodzina dobrze sytuowana – Albert: student architektury urzeczony przemówieniem Hitlera. Po studiach przez pewien czas nawet asystent profesora. Jeden z elitarnych członków NSDAP i SA (potem SS – samochód, klub automobilowy – zatem prestiżowo). I nazistowsko od młodych lat. Przy tym architekt nazistów – biura, przejmowane budynki; niewątpliwie talent architektoniczny plus cynizm z wykorzystaniem możliwości.

Naziści u władzy i młody, wykształcony, inteligentny. Tak też można kształtować elitę reżimu. To intrygujący, wykorzystywany splot uwarunkowań, ale i wyborów: Speer opierał się na znajomościach wśród wysoko postawionych nazistów, począwszy od adiutanta Goebbelsa. W następstwie awanse, szczególnie do struktur kulturalnych III Rzeszy. Metoda praktykowana.

Dlatego to nie było przystosowywanie się do „nowego”, nawet namiastka przystosowywania się, lecz przede wszystkim cyniczne wykorzystywanie okazji plus przekonania i fascynacja ideologią plus solidne już wynagrodzenia za prace architektoniczne zlecane przez nazistów. Zachwyt nawet Adolfa – np. pałac światła pod Norymbergą. I radykalna architektoniczna przebudowa Berlina oraz częściowo Norymbergi.

Wojna to zdecydowane przyspieszenie „architektoniczne”, wojskowe i pola wojny – wojsko, policja, uzbrojenie. Zachowało się solidne kalendarium. To nie tylko wyczyny architektoniczne, ale i głębokie w tym czasie wnikanie w nazizm i nazistowską władzę – awanse i pieniądze. I poszerzająca się stale kontrola niemieckiej gospodarki. Minister uzbrojenia – aktywizacja na polu wykorzystania wschodniej siły roboczej – obozy koncentracyjne, jeńcy. I trudny wojenny moment – Moskwa niezdobyta plus następstwa (znamy decyzje i kronikę faktograficzną).

Istotą był znaczący wkład w ludobójczą wojnę III Rzeszy (gdzieś w tle – następca Adolfa: „młody, zdolny, wykształcony, technokrata” itd. – choć wojna od 1943 r. inna niż ta rozpoczynana przez III Rzeszę). Bez krytycznego osądu – Adolf, to było najważniejsze. Znak szczególny dla młodego, zdolnego architekta.

Koniec wojny (1945) to jednak niemiecka katastrofa, w następstwie perspektywa odpowiedzialności i egoizm przetrwania. Rachunek dość typowy – kosztowności, rodzina i nad Morze Bałtyckie. Także „pozytywne wyobrażenia”, by odegrać istotną rolę w powojennych Niemczech. To klisza spojrzenia, która dotknęła większość nazistów z górnej półki. Zdecydowanie gorzej ze świadomością winy za zbrodnie. W konsekwencji umacnianie fałszywej tezy: nie odpowiadam, nie wiedziałem, tylko pracowałem, jak wielu Niemców. I mimo że to dość płytkie, to jednak wiary było sporo. Dlatego brutalne, jak uważał, aresztowanie z najwyższymi rangą nazistami uznał za nieodpowiedzialność (widział się jako szef odbudowy zrujnowanych miast niemieckich).

Ale aresztowanie, więzienie to już było – mimo wszystko – przebudzenie. Rzeczywistość wyraziście atakowała – przegrana zbrodnicza wojna, areszt, Norymberga i proces. Czas przebudzenia? Uznał prawomocność Trybunału, raczej egoistycznie myśląc o własnej skórze (najważniejsi nie uznawali Trybunału). Ale i cynicznie:

– zrzucał winę na najważniejszych,

– dowodził, że był tylko człowiekiem gospodarki,

– wykorzystał brak przygotowania merytorycznego Trybunału do analizy wojennej gospodarki III Rzeszy i kosztów społecznych (KL, obozy pracy itd.).

Dlatego autor (zasadnie) stwierdza: „Wykpił się wyrokiem 20 lat więzienia (Spandau)”. To nie było ciężkie więzienie – „uprawiał ogródek” (s. 268). Znamy z rozlicznej dokumentacji niemieckiej, i nie tylko, pielgrzymki do Spandau. Powszechnie uważany „za dobrego nazistę”, co oznacza znane: rechot historii.

Analiza dokumentacji, w tym dziennika, wyraziście i zdecydowanie dowodzi, że to aktywny i użyteczny nazista. Wyszedł na wolność w roku 1966. Jak odnotowano w bogatej, nie tylko niemieckiej, publicystyce: „wzięty autor” (s. 269). Sporo wywiadów. Zmarł 1 września 1981 r. w londyńskim szpitalu. Dopiero potem pojawiły się nowe analityczne, a przede wszystkim krytyczne biografie nazisty z najwyższej półki III Rzeszy.

Interesująca społeczna analiza nie nazistowskiego bandyty, ale mordercy w białych rękawiczkach – wykształconego i przekonanego, nazisty wierzącego. To bez wątpienia intrygująca opcja i w części zapewne rodzaj prawidłowości.

Podsumowując te dwie części Twarzy Trzeciej Rzeszy, nietrudno zauważyć, jakże trafnie, autor definiuje najpierwszy garnitur III Rzeszy Wódz i paladyni. To z pewnością rzeczywiści twórcy ruchu, partii. I składowych tego procesu, głównie przechwycenia i spacyfikowania państwa (Republiki Weimarskiej). Ten konstrukt musiał mieć rozlicznych wykonawców – pośrednich i zarządzających, bezpośrednich i masę wykonawców pojedynczych, zbiorowych w mniejszych i większych oddziałach. Skala mordowanych to wielomilionowe istnienia – zatem i wykonawców musiały być tabuny – zróżnicowanych, wykonawczych właśnie. Różne szczeble organizacyjne, zróżnicowane czynności. Ale wspólny mianownik – mord, wedle zalecenia, decyzyjności, rozkazodawstwa. Łącznie: ludobójcy.

Pytanie: dlaczego aż tylu i tyle się znalazło przez wszystkie lata wojny/okupacji? Nie ma tu wspólnej odpowiedzi, choć próbowano – psychopatologia, propaganda/zaczadzenie, patologiczna rodzina, szczególnie ojciec. Pewnie i jakieś kompleksy, ale nie bez znaczenia także nazistowskie awanse itd. Umocnienie równania: partia = państwo pozostawało tu szczególnym wyróżnikiem. Zapewne tak sformułowana opinia pozostaje zasadna, ale czy jest pełna? Przecież, i to zdecydowanie, pole problemu, a tym samym i pole badań, pytań, w następstwie odpowiedzi jest znacznie szersze. Autor to dobrze rozumie, wymienia:

– kultura polityczna, która ich otaczała,

– pogwałcenie norm jako stymulator zindywidualizowanych postaw,

– legitymizacja zbrodni przez ruch, a przede wszystkim państwo, w tym olbrzymi odłam społeczeństwa (z akceptacją),

– nazizm uwalniał ludzi od normalnych/typowych ograniczeń,

– kontekst ideologiczny, historyczny – państwo: zdefiniowane, urządzone, agresywne plus jego narzędzia (wszechstronne i w trakcie dokładane); stąd i różnorodność tłumaczeń (rozkazy, wytyczne itp.). Tym samym to „niewyczerpane źródło spostrzeżeń” (s. 273), albowiem olbrzymi kwantyfikator ofiar i wykonawców/zbrodniarzy,

– także „ludzka głupota”, „tania retoryka” i „bezmyślne widowiska publiczne”,

– manipulacja (cenzura, język propagandy).

Jak to pogodzić z wnikliwszym spostrzeżeniem kończącym tę część, że wielu nazistów nie było głupcami ani ignorantami. Raczej przeciwnie, byli często ludźmi wykształconymi. Zatem autorsko trafnie nakreślone dylematy.

Dodałbym partię – jest wymieniana stale, ale to partia przechwytuje, zazwyczaj w reżimie, państwo (czasem z pomocą nawet demokracji czy tzw. demokracji – przypadek Republiki Weimarskiej). A przechwytując, modeluje, narzuca, egzekwuje. Dysponuje też narzędziem kary. Akcentując, już z badawczego punktu widzenia, dopełnię:

– główni sprawcy ludobójstwa i zbrodni to mężczyźni (choć niewyłącznie), zróżnicowani pokoleniowo – rówieśnicy, ale nie tylko – tu pytanie o pokoleniowe dorastanie, dojrzewanie, wpadanie w datę klęski 1918 i jej następstw,

– ważna wiara w nazizmie, że trzeba odwrócić ten niemiecki trend po Wielkiej Wojnie – państwo i społeczeństwo (trauma), upokarzający traktat wersalski,

– uniwersalnym, integrującym polem pozostawał też antysemityzm – jako czynnik propagowany, ale i motywujący (w tle nacjonalizm i biologiczny rasizm),

– większości zbrodni dokonali „zwyczajni ludzie”, „zwyczajni Niemcy”, z wykorzystaniem społeczności okupowanych. Ci „zwyczajni”, często z życiową traumą, niedowartościowaniem społecznym, brakami edukacyjnymi. Nie bez znaczenia także ekran porażki gospodarczej (narodowy kryzys po 1918 i wielki kryzys) i katastrofalnej klęski – wokół miliony nie tylko grobów, ale i biedaków-inwalidów, niepewnych losu. Patrzyły na nich rodziny, obserwowali dorastający synowie.

Dodam, to ważne: analizując sekwencję przyczyn i uwarunkowań, przesłanek nie możemy zapominać, że to Niemcy wywołali dwie wojny. I kategoryzacja, jakoby Niemcy byli również „ofiarą wojny”, to fałsz. Często skuteczny, szczególnie po roku 1918. Powtarzany, obrazowany, utrwalany, w międzywojniu stał się szansą i przekonaniem. Wystarczały narzędzia propagandy, działające na psychologię tłumu. Całość przekształcana w wiarę i postawę, a tam gdzie opór – egzekucja. Państwo totalne tak postępuje, to jego prawidłowość. Dysponuje narzędziami, prawem, propagandą, egzekucją. I wprowadza militaryzację z rozkazodawstwem (mundur).

Tego nawiązania żadną miarą nie można dołączyć do cezury 1939–1945.

Dostrzegam jednak pewne łączniki 1918 i 1939. To zawsze państwo, w następstwie społeczeństwo. Nie możemy zatem zapominać o makro – państwo niemieckie, najpierw w postaci Republiki Weimarskiej, jej elity, zróżnicowania (tu ważne: zniszczenie mocnego ruchu komunistycznego w Niemczech – strach przed komuną racjonalizował i sumował postawy nie tylko nazistów, lecz także konserwatystów, socjaldemokratów – to wielki wspólny mianownik, wykorzystany przez nazistów). To istotny problem winy. Ale to również społeczeństwo niemieckie po klęsce 1918. Dlatego w zróżnicowany sposób winę trzeba postrzegać, ostrożnie oceniać, ale o tej winie nie zapominać.

Te uwarunkowania, przesłanki, przyczyny, sekwencja wydarzeń, to rodzaj „wystrzału” nazistów i nazizmu. Początkowo raczkujących i po przejściach, (niełatwe dziesięciolecie 1923–1933), ale znamiennie nabierających znaczenia. Konsekwencją następstwa 1933–1945, czyli państwa niemieckiego w kolejnej postaci.

I zasób społeczny – ludzie, Niemcy. Bez nich nie byłoby takiej skali nazizmu, tylu nazistów itd. W tym i drugiej niemieckiej klęski, 1945.

Dwa razy zatem Niemcy wywołali w XX w. wojny i dwie klęski wyraziście ich dotknęły. To dramatyczny bilans w niemieckiej perspektywie pierwszej połowy stulecia (tu ważna ciągłość w procesie historycznym). Bilans niełatwy pokoleniowo, trudny do zrozumienia, również co do świadomości i postaw. Wychodzenie z oskarżeń (sprawca) też niełatwe. I mimo mocnego procesu demokratyzacji, choć w etapach (Bundesrepublik i Niemiecka Republika Demokratyczna, zjednoczenie), okres po 1949 r. w wielu aspektach jeszcze nieukończony w pełni. Choć naprawdę uczyniono i czyni się wiele.

Część trzecia Twarzy Trzeciej Rzeszy to Wykonawcy. Najważniejszy tu jest „zastępca” Rudolf Hess.

Sporo typowości, ale i oryginalności – niemiecka klasa średnia, aktywny dziadek – kupiec. Także ojciec – firmy handlowe w Egipcie (niezłe wakacje tamże). Niemcy sprzed wojny i cezura Wielkiej Wojny – szeregowiec w armii, dwukrotnie ranny, potem szkoła lotnicza, pilot pod koniec wojny. Tradycyjnie koniec przegranej wojny: postawa nacjonalistyczna, niemieckość, źle przyjęta klęska i następstwa – tu sporo typowości (Wersal, gen. Erich Ludendorff), czyli materiał na nazistę? Już wtedy – sporo w biografii na to wskazuje – że raczej tak. Mieści się w typowości, szczególnie likwidowanego niemieckiego wojska.

Kolejny etap, też w typowości: Bawaria (bo stamtąd się wywodził), Hitler, 1923 – pucz w Monachium. Obie cezury ważne, zapisał (szczególnie w listach do rodziny): „najtrudniejsze w moim życiu”. Narastająca typowość w niemieckich postawach społecznych: oburzenie (dyktat wersalski itp.) i następstwo – spojrzenia i postawy w stronę Adolfa.

Demobilizacja, w końcu to świetny pilot. I kolejne wyzwanie – student ekonomii (szansa dla zdemobilizowanych poszukujących zajęcia – kolegą ze studenckiej sali był Hermann Göring). Dalsze następstwa: dorywcza praca i Towarzystwo Thule (sporo w nim przyszłej elity nazizmu). Narastająca aktywność przy skrajnie konserwatywnych poglądach to mieszanka torująca społeczną ścieżkę w stronę nazizmu. Do tego Bawaria, Monachium, tamtejszy uniwersytet. Sekwencja solidnie przygotowująca takich „poszukujących”, wykolejonych wojną, z marną perspektywą – choć umiejętność pilotażu (elitarność), uniwersytet to powinny być atuty osobiste i dla państwa. Ale państwo w postępującej destabilizacji, choć to demokratyczna struktura. Niestety, nie na ten czas, a przede wszystkim nie w tym niemiecko-niemieckim miejscu. W tle komuniści – silni, demonstrujący, walczący „o rewolucję, niczym w Rosji”. Dla tego kontekstu (strach) ważnym dopełnieniem w wyborze postaw pozostawali de facto naziści i stale obecny w wielu miejscach, głośno reagujący Adolf.

Hitler otwierał nową niemiecko-niemiecką przestrzeń: państwa, społeczeństwa, idei, a tym samym i polityki. Zatem wybór w przypadku Hessa (i nie tylko) dość prosty: od 1 lipca 1920 – członek NSDAP, nr legitymacji: 1600. Przygotowany. I zawsze blisko Adolfa, wykorzystując też wcześniejsze koneksje – np. poznał Hitlera z gen. Ludendorffem. To atuty, stanowią szansę w pozycjonowaniu partyjnym. Dodatkowym atutem wykonawstwo (de facto czynny terrorysta: Zagłębie Ruhry, „wyprawy” na komunistów). Najważniejszym wydarzeniem pucz monachijski 1923.

Po jego klęsce czmychnął z Monachium (trochę w Austrii, po powrocie został sekretarzem Adolfa). Ważna cezura: zasługi wcześniejsze, ukształtowane przekonania i postawa, pobliże Adolfa. Same atuty, gdy chwiała się, a z czasem zaczęła upadać Republika Weimarska. Sekwencja na korzyść nazistów. Adolf świadkiem na ślubie Hessa. I nagroda – minister bez teki w rządzie Hitlera (1933).

Całe wnikliwe kalendarium uczestnictwa Hessa w nazizmie, dobrze udokumentowane – znamy te fundamenty. Autor je analizuje, ale dla historyka to nie nowość w wiedzy. Ważniejsze w tej biografii spojrzenie na interpretację i wyjaśnianie. Istotą postawy przede wszystkim – zgadzam się z autorem – pilnowanie przez Hessa swego statusu w systemie, państwie. I pragmatyka w postawie, zawsze u boku Adolfa. Nie tylko służbowo, wszak to jego zastępca, lecz także emocjonalnie, co zdecydowanie umacniało czynnik pozycjonowania, a zarazem zaspokajało ambicje. To w tym czasie już uformowany, przekonany, wierzący nazista. Z kluczem: Adolf Hitler – wiara, pełna lojalność. Raczej tu, w tej postawie, mało cynizmu, co się niektórym z „górnej półki” wtedy przytrafiało. Szczególnie do 1939, ale i już w wojnie – do czerwca 1941.

1941, dla Hessa to szczególna cezura w biografii. Na marginesie: wszystko to pozostawało jednoznacznym dowodem już w Norymberdze. I to mimo opowiastek o tym, że „nikogo nie zamordował”.

Oceniany w systemie nazizmu (odpowiadał za aparat partyjny) zdecydowanie negatywnie („przekładał kartki”, „witał gości na lotnisku”, „niedecyzyjny”).

Decyzja Adolfa o zaatakowaniu Sowietów obudziła u Hessa stary niepokój – casus wojny na dwa fronty. Następstwem myśl – pokój z Wielką Brytanią. A ponieważ pozostawał niedecyzyjny, a i sama idea pokoju to w tym czasie już tylko mrzonki, więc… Solidne niepowodzenie. Także prestiżowe.

Zapewne to przesłanka zasadnicza drastycznego wyboru: kierunek Anglia. Zastępca (nawet taki, ale jednak) Adolfa – bez pełnomocnictwa (nawet w reżimie) – podejmuje ten krok.

10 maja 1941 Messerschmitt Me-110, ciężki myśliwiec zmierza na prywatne lotnisko asa brytyjskiego ks. Hamiltona; pilot pobłądził nieco, wyskoczył z samolotu i pozwolił mu się rozbić, po czym został zatrzymany przez członków miejscowej Home Guard. Reszta dość dobrze znana (zróżnicowane źródła): uwięziony w Tower of London, później trafił do szpitala psychiatrycznego w południowej Walii – po zakończeniu wojny przekazany: Norymberga – dożywotnie więzienie – 17 sierpnia 1987 popełnił samobójstwo w więzieniu Spandau, nie okazując żadnej skruchy.

Kolejna trajektoria w Twarzach Trzeciej Rzeszy „wspólnik” Franz von Papen.

Nietrudno dostrzec dwa bieguny ocen: badacze/historycy i otoczenie wyrażają się dość pogardliwie – naiwny, choć von, dyletant polityczny, „obraz naiwnego, politycznie niedoświadczonego i dającego wodzić się za nos dyletanta” (s. 293).

Natomiast część środowiska (otoczenie): chciał łagodzić nazistowskie zapędy; „typowy przedstawiciel arystokracji”, choć to tylko rodzina właścicieli kopalni soli z nadanym „von”. W dodatku katolicy, a nie, jak większość arystokracji rodowej, protestanci.

Biografia znana, szczególnie z okresu do końca Wielkiej Wojny. A to dla większości zbiorowa cezura klęski – niemieckiej, państwowej i społecznej. Także mentalnej, ale i zindywidualizowanej (ofiary wojny, ranni, niestabilne państwo poklęskowe – Republika Weimarska).

W tle ważny rocznik 1879 – pruskie zasady, wojsko (szkoła kadetów), kawaleria (bardzo dobry, doświadczony dżokej, uczestnik zawodów w Anglii). I przekonanie: „gdyby Cesarstwo Niemieckie nie upadło, nigdy nie byłoby Hitlera” (s. 295). Stąd katastrofa wojenna i upadek – solidny punkt wyjścia dla całego społeczeństwa niemieckiego, w dodatku pokiereszowanego.

Dobry, arystokratyczny ożenek, z majątkiem panny młodej – żarliwej katoliczki – małżeństwo trwałe, raczej bez potknięć. Trochę „oboczny” arystokrata, po ślubie już zdecydowanie bardziej von. W perspektywie sporo atutów, co nietrudno dostrzec w biografii: Sztab Generalny, ataszat wojskowy w Stanach Zjednoczonych i Meksyku – uważany za anglofila (plus wakacje we Francji, żona posługująca się francuskim).

Wybuch Wielkiej Wojny radykalnie zmienił optykę – ataszat postrzegany „szpiegowsko” (amerykańskie dostawy do Anglii), w następstwie zróżnicowanych działań Papen stał się persona non grata. Powrót do Niemiec, kontekst wojny niemiecko-amerykańskiej od kwietnia 1917 r. Papen żołnierzem frontowym, potem Palestyna (walki turecko-angielskie) – siły osmańsko-niemieckie pokonane.

Finał: cezura 11 listopada 1918 – zawieszenie broni, rewolucja i abdykacja kajzera – dla von Papena to „katastrofa” (s. 297). Dość typowe w jego kręgach. Republika Weimarska, gdzie „wszelka władza pochodzi od ludu”, dla Papena to „bluźnierstwo” – raczej powszechne przekonanie w tym środowisku.

Rok 1920 – Papen po tych doświadczeniach (pucz Kappa versus lewicowe powstanie) wchodzi do polityki. Początkowo typowość: dość aktywna obrona przed Armią Czerwoną. I katolicka Partia Centrum. Papen głosuje na Hindenburga, a nie kandydata Centrum – to istotna perspektywa wyboru, a szczególnie następstw. Atutem też prezesura rady nadzorczej gazety „Germania”, okna Partii Centrum. To istotna ścieżka w postawie skrajności prawicowej Papena (przyjacielskie stosunki z Eugenio Pacellim – Piusem XII). I strach przed komunizmem w dominancie. W tle Mussolini, Franco. Wreszcie kanclerz von Papen – konsekwencja kolejnych niemiecko-niemieckich tąpnięć – a Hitler (9 czerwca 1932 – pierwsze spotkanie Papena z Hitlerem).

Tu faktografia dobrze znana – tylko przypomnienie: w finalnej rozgrywce Hitler kanclerzem, Papen – wice. Ale jako ważne następstwo to już w biografii wyrazista cezura nazisty. W mniejszym lub większym stopniu ideowego czy przekonanego, ale nazisty w sensie wykonawczym, choć nie decyzyjnym. Akceptacja śmierci Republiki Weimarskiej i akceptacja rządu nazistów oraz Adolfa. W rezultacie to już kwestia winy/współwiny – problem czynnej (decyzyjnej) odpowiedzialności. To znana faktografia z obecnością Papena w systemie reżimu nazistowskiego. Współsprawstwo niepodlegające dyskusji (faktografia i źródła, w zdecydowanie mniejszym stopniu opinie Papena).

Próby dystansowania się pozostają bez znaczenia, nawet areszt domowy po „nocy długich noży”. Kolejne miejsce: ambasada w Wiedniu (już po dramacie wewnętrznym) – Papen realizuje opcję połączenia Austrii z Niemcami. Coraz bardziej zagorzały aktywny nazista, choć nie w pierwszej linii niemieckiej rewolucji Hitlera. Dlatego Anschluss to w niemałym stopniu także wynik działań Papena.

Kolejne stanowisko – ambasador w Turcji (skomplikowana sytuacja na Bałkanach). Reprezentant państwa o nazistowskim już reżimie, kontynuacja aktywności i tym samym współodpowiedzialności. Ambasador do czasu zerwania stosunków turecko-niemieckich (2 sierpnia 1944). Dla Papena to definitywny koniec wojny.

9 kwietnia 1945 r. aresztowany przez Amerykanów: Luksemburg przejściowo, przed osadzeniem w Norymberdze (proces). Amerykański psychiatra (Gustave Gilbert) o Papenie: „był uprzejmy i szarmancki”, potępiał Hitlera jako „kłamcę i wiarołomcę”, co Göring uznał „za zdradę i mruknął głośno na sali sądowej, że Papen to tchórz i kłamca”. Swoje dodał von Ribbentrop: „Dawno powinno się go rozstrzelać” (s. 309).

W Norymberdze Papen został uniewinniony, ale niemiecki sąd denazyfikacyjny uznał go za winnego udziału w reżimie nazistowskim i skazał na osiem lat ciężkich robót, z których został zwolniony po apelacji w 1949 r.

Resztę życia spędził w majątku rodzinnym, zmarł w 1969 r. w wieku osiemdziesięciu dziewięciu lat. Cały czas bronił swego postępowania w III Rzeszy. Takie skojarzenie historyka w kontekście tej biografii: „Nazista [wzorem KGB-isty] nigdy nie przestaje być nazistą”?

To, jak całe życie zapewniał nie pobożny katolik, nie państwowiec, ale Niemiec – nazista. Zdecydowanie nie umiarkowany (rodzaj realisty?), nie sympatyk nazistów, ale w pełni i von, i nazista. I przez cały czas „żarliwy zwolennik Hitlera” (Hans Frank, s. 312). Nie był też samotnym, arystokratycznym „vonem” w nazistowskim reżimie III Rzeszy.

Refleksja: to biografia wskazująca, jak dość przeciętni, choćby i von, wykształceni, w tym konserwatyści, monarchiści, katolicy i protestanci, dali się uwieść nazizmowi, stając się – w mniejszym lub większym stopniu – czynnymi nazistami. Nie musieli osobiście zabijać, ale wystarczało, że byli, popierali, funkcjonowali, decydowali. Czyli odpowiadali. Nazista zza biurka też jest nazistą-mordercą (niekoniecznie w mundurze), współsprawcą. Co oznacza, że nie może uniknąć kary. To typowość, która winna obowiązywać w każdym, nie tylko nazistowskim, reżimie. A opowiastki Papena o „niewinności” czy „ułudzie” systemu przypominają dziecinne „opowieści zielonego lasu”. Nie mają znaczenia. Nazizm – wina – kara to fundamentalne triduum zbrodni, odpowiedzialności i kary.

Teraz w Twarzach Trzeciej Rzeszy „robotnik” Robert Ley.

Wcześniej von, choćby i trochę przypisany do „von”, a teraz robotnik – niemal pełna skala zjawiska o nazwie nazizm i jego nie tylko znamienne twarze, ale w powszechności – ludzie. „Zwyczajni Niemcy”, jak tego dowodzi Daniel Goldhagen. Zatem również „zwyczajny robotnik”, przede wszystkim jednak nazista, jedna z ważnych twarzy III Rzeszy: Robert Ley – szef nazistowskiego Frontu Pracy.

Ktoś z drugiego szeregu, zazwyczaj tak w literaturze przedstawiany. Ale to fałszywe postrzeganie. Ta figura w nazistowskiej talii Adolfa to jeden z najpotężniejszych nazistów – 22 mln członków plus wszystko, co w systemie okupacyjnym dotyczyło pracy na rzecz wojennej III Rzeszy. Trochę zagubiony – jąkał się, co w systemie narracji wrzaskliwej mowy i teatralnych wystąpień pozostawało poważnym defektem. Córka, już po wojnie, profesorem uniwersyteckim. Autor Twarzy…: „z trudem dała się namówić na biografię ojca” (s. 313). Można to zrozumieć: wymogi pracy badawczej versus w końcu ojciec (emocje itp., na marginesie: losy rodzin nazistów, szczególnie dzieci, po roku 1945 to szczególne zjawisko – w codzienności, a niekiedy i w rozprawach, we wspomnieniach itp.).

W tej biografii istotne są bankructwo i więzienie ojca – trauma siedmiorga dzieci, bieda rodzinna. Bracia i siostry – pracujący, on zaś „wybrał szkołę i naukę”: studia i doktorat, przerwany wybuchem wojny (chemik). Wojsko: obserwator lotniczy w Wielkiej Wojnie (po wypadku, dwukrotnie zestrzelony, ranny – we francuskim obozie jenieckim). Klęska Niemiec w wojnie, jak u większości takich sponiewieranych ludzi, to ważna cezura (prawidłowość, typowość). W tym i casus żydowski. Dość powszechne: „Żydzi okrążają i atakują Niemcy” (s. 317). I jeszcze w tle klęska kajzera, rewolucja, Republika Weimarska.

Mimo wszystko powrót na uniwersytet, dokończenie doktoratu i podjęcie pracy w zakładach chemicznych Bayer. Małżeństwo – nowy dom, rodzina. Typowość, a nie klęska, jak w wypadku wielu Niemców wtedy (córka Renate Wald, wspomniana profesor uniwersytetu, także feministka). Czynniki warunkujące postawę to również protestantyzm w rodzinie i niemiecki nacjonalizm. Ważna też Nadrenia, okupowana przez Francję – miejsce zamieszkania i pracy.

To skala i zarazem sekwencja zjawisk i uwarunkowań, makro i mikro, otwierająca postawę, zachowanie, strategię postępowania. Wyjściem, często jednoznacznie jedynym – Adolf Hitler. Sporo więc typowości i u Leya – impuls płynący z przemówienia, jakiegoś tekstu w prasie, obserwacji codzienności. Rok 1923 – partia nazistowska. Droga wielu, co świadczy o typowości, ale z uwarunkowaniami. Otwarta ścieżka awansu partyjnego, z czasem państwowego. Miejsce w grupie najwierniejszych Adolfa, szczególnie po puczu 1923. Stąd i beneficja. Typowość/prawidłowość postępującego agresywnego reżimu. W następstwie Ley to ważny aktywista i uczestnik. Nazista świadomy i z wyboru.

Następstwem też prawidłowość – aktywność do 1933 r., a szczególnie już w III Rzeszy, z Adolfem, kanclerzem. Finalnie – szef Niemieckiego Frontu Pracy. Władza i beneficja, typowość w reżimie: rosnąca majętność – domy, majątek ziemski. W tle rozpad małżeństwa z czynną protestantką (liczne związki pozamałżeńskie, kolejne małżeństwa) – tu też sporo typowości. I niekiedy prawidłowość następcza równania partia = państwo. Kolejne beneficja i nowa, coraz bardziej wyrazista obecność w codzienności.

Narodowy Front Pracy to potężna instytucja wszystkich zatrudnionych, zatem zdecydowanie „gigantyczne imperium Leya” (s. 326). Porządek i dyscyplina: obowiązkowa przynależność, aktywność, ideologizacja, z nazizmem w ekranie zasadniczym. Kształtowanie/wymuszanie postaw. Niekiedy nagrody i propagandowe zadęcia – mechanika reżimu. Ley i Front Pracy to jedność i jednorodność. Również w konstrukcie – siły zbrojne, ofiary nalotów alianckich. Lustro nazizmu w praktycznym działaniu wobec pracujących. Nazizm nie tylko państwowy, ale i w pragmatyce obowiązkowej codzienności pracującego obywatela III Rzeszy.

Cezura 1945 – dość tradycyjna: jeszcze 20 kwietnia Ley w bunkrze Hitlera składa życzenia urodzinowe. Samobójstwo wodza, czyli ucieczka przed odpowiedzialnością, to też prawidłowość w reżimie. Choć nie każdego z nazistów. Ley w tej właśnie grupie.

Jednak do czasu, aresztowany w kryjówce (okolice Berchtesgaden) – bez powodzenia dwie próby samobójcze – osadzony w Luksemburgu, potem w Norymberdze, gdzie „nie okazywał skruchy” (sztuczne „bohaterstwo”?, s. 327). W „testamencie politycznym” zredagowanym w więzieniu „usprawiedliwiał antysemityzm jako obronę przed «zalaniem» Niemiec przez Żydów”. Również tu sporo typowości u nazisty, doktora chemii. Córka racjonalnie i wyraziście: „Ley [ciekawa formuła: „Ley”, a nie, jak zazwyczaj: ojciec] był skrajnym antysemitą, przez całe swoje dorosłe życie” (s. 328). On sam dodawał: „Wszystko, co zrobiłem za rządów Hitlera, było tylko samoobroną przed Żydami”. Sporo obserwacji dokonanych przez więziennego psychologa Gustave’a Gilberta (por. J. El-Hai, Norymberga…).

Norymberski finał życiowy Leya: „Następnego wieczoru, 25 października 1945 roku, sam w swojej celi, Ley oddarł brzeg ręcznika kąpielowego, zrobił pętlę, namoczył węzły, żeby się nie rozluźniły, przywiązał koniec ręcznika do rury kanalizacyjnej w swojej toalecie, usiadł na sedesie, zatkał sobie usta szmatą, żeby nikt nie usłyszał, jak próbuje łapać powietrze, pochylił się do przodu z pętlą na szyi i trwał tak, dopóki się nie udusił” (s. 329–330).

Nazista, choć początkowo za zachowaniem życia. Autor Ludzi Hitlera trafnie podsumowuje frazą: „Ciało Leya, po wyjęciu mózgu, przekazano niemieckim karawaniarzom, którzy wywieźli je w otwartej skrzyni wyłożonej papierem rzeźniczym. Na cmentarzu skrzynię ustawiono obok świeżo wykopanego grobu” (s. 330). Oszczędzam Czytelnikowi dalszego opisu – tylko: grób bezimienny na parceli, którą mogło zidentyfikować jedynie kilka osób.

Bilans: nazista – czas działania, wybory życiowe, nazizm w państwie, społeczeństwie i w nim – jedność i jednorodność. Finał – zwyczajność? Typowość? Znaki zapytania, albowiem pozostawały rodzina, córka, drugie i trzecie małżeństwo. I Niemcy, po roku 1945 wychodzące ze starego i wchodzące w nowe. W dodatku podzielone i okupowane. Też prawidłowość reżimu: upada, ale pozostaje społeczeństwo i to „nowe”. Nieznane. Często zróżnicowane, spolaryzowane. Z pamięcią, a z czasem postpamięcią.

Kolejna z Twarzy Trzeciej Rzeszy „nauczyciel” Julius Streicher.

„Brunatny zielony” – tak syn opisywał ojca: akwarelista, miłośnik natury, wegetarianin. I naczelny „Der Stürmera”. W dorobku sporo artykułów o zielarstwie, trochę wierszy. I „brunatny”. Tylko ta uwaga potwierdza, że nazizm to szeroka paleta, a naziści to de facto w jakimś stopniu przekrój niemieckiego społeczeństwa tego czasu.

Tu też potwierdzenie tezy: nazizm to nie tylko naziści (czasem tylko faszyści), ale i społeczeństwo III Rzeszy („nie tylko zwyczajni Niemcy”), a przede wszystkim nazistowskie państwo III Rzesza. Spora otwartość w przestrzeni „kto z nami” i jasność wykonawcza, „kto przeciw nam”. Dychotomia: ustrój, zasada wodzostwa, dokumentacja, ikonografia. Idealnie zapisane i realizowane 1933–1945 równanie: partia (NSDAP) = państwo. Z pełnym arsenałem dobra i zła. Dychotomia.

I „bohater”, najpierw zastępca nauczyciela, z czasem nauczyciel, „po kursach”. Uczył w tamtym systemie wszystkiego. Ciekawy punkt wyjścia w stronę nazizmu. Już w Norymberdze (więzienie) testy psychologiczne wykazały, że spośród oskarżonych miał najniższy iloraz inteligencji. Ale kierunek w stronę nazizmu to nie była zasadnicza przeszkoda – obok profesora uniwersytetu, jednego czy drugiego von, generała, robotnika, artysty, urzędnika, prawnika itd. – nazizm chłonął, wcielał, awansował. To prawidłowość reżimu. Prawidłowość obecna i wyrazista, również współcześnie. Rodzaj wręcz negatywnego uniwersum. W reżimie możliwości zawsze większe niż w systemie demokratycznym. „Kadry, decydują kadry” – to nie tylko stalinowskie, ale właśnie uniwersalne.

Rodzina z niższej klasy średniej, ożeniony z córką piekarza, dwoje dzieci. I z nauczycielskiego stanu po wybuchu Wielkiej Wojny – w stronę wojska, Żelazny Krzyż I i II klasy. Klęska 1918 – codzienność zdemobilizowanego, typowość tamtego czasu. Z priorytetem ideowym, jeszcze sprzed wojny: „zaprzątała go «kwestia żydowska»” (s. 336). Sporo aktywności w antysemickich organizacjach. Dojrzewanie i utrwalanie postawy coraz bliżej skrajnego nacjonalizmu i antysemityzmu. A to już początkowo bramka, a z czasem szeroka brama do nazizmu (cezura 1923 r.). To nie, jak w przypadku wielu „pierwszych” nazistów, rodzaj objawienia Hitlerem, ruchem, ale ten niepozorny nauczyciel to kandydat już solidnie przygotowany. I jeden z najwierniejszych u boku Hitlera. Doświadczony antysemita (ukształtowane, utrwalone uprzedzenia antyżydowskie), wydawca gazety – same atuty po klęsce monachijskiej 1923. Przydatny i użyteczny. Pewny. Sporo z działalności ujawnione w przewodzie procesu w Norymberdze.

Cezura 1933 – przyspieszyła zbiorowość, ale i indywidualnie, a wspólnym mianownikiem państwo i jego narzędzia oraz kanclerz Hitler. Ten przedział czasowy (1933–1939) to stały „rozwój”, choć „mało piśmiennego”, nauczyciela. Jednak stale „w awansie”. Typowość. Przede wszystkim prostacki, nachalny „Der Stürmer” narzędzie niecenione przez lepiej wykształconych, w tym i nazistów, ale pożyteczne w propagandzie. Stąd atuty redaktora i u Hitlera, i w ruchu, a tym samym w państwie. Rosnący stale nakład dowodził właściwego wyboru ścieżki. Dopełnieniem (awansowym) dom wydawniczy Stürmer – pozycje antysemickie, w tym dla dzieci, w stylistyce Der Giftpilz:

„Po ziemi chodzi diabeł,

To Żyd, znany nam wszystkim,

Hańbiciel rasy, ludobójca,

Postrach wszystkich dzieci.

Chce deprawować młodych ludzi,

Wygubić wszystkie rasy,

Nie zadawaj się z żadnym Żydem,

A radość i szczęście będą twoim udziałem!” (s. 341)

Kolejną cezurę wyznaczył w tej trajektorii biograficznej (też prawidłowość) wybuch wojny 1939 – antysemityzm stał się narzędziem o fundamentalnym znaczeniu przed Zagładą, w czasie Zagłady, jak również po jej dokonaniu.

Ale klęska wojenna 1945 zmieniała nazistowskie opcje, nie tylko ogólne, lecz także indywidualne. Z pewnością i Streicher rozumiał, co się stało i jak wygląda kwestia winy. Po śmierci pierwszej żony i zawarciu małżeństwa z sekretarką oboje „postanowili popełnić samobójstwo i nawet wykopali już dla siebie grób na terenie posiadłości Streichera w Pleikershof. Rozmyślili się jednak” (s. 342). Fałszywa tożsamość miała przynieść bezpieczeństwo, podobnie jak zmiana miejsca zamieszkania. Nie docenił jednak aliantów, aresztowany przez amerykańskich żołnierzy, trafił do więzienia. Jak zauważono (psychologowie), „rękę w więzieniu podawał mu tylko Robert Ley” (s. 342). „I nawet więzienny psychiatra Leon Goldensohn uznał go za odpychającego” (s. 342). A drugi z psychiatrów w norymberskim więzieniu odnotował w raporcie: „Niezachwianie fanatyczny” (s. 343).

W procesie skazany na karę śmierci „za podżeganie do morderstw” (s. 343). Nie chciał się ubrać na egzekucję, „ale strażnicy, nie bez trudu” (s. 343), zdołali go przygotować. Kiedy zakładano mu pętlę na szyję, powiedział: „Pewnego dnia bolszewicy was powieszą” (s. 343–344).

Stracony 16 października 1946 r., zwłoki poddano kremacji, a popioły wrzucono do małej rzeki razem z prochami innych skazanych. „Poszedł za nim [Hitlerem], ponieważ dostrzegł w ruchu nazistowskim najlepsze narzędzie do urzeczywistnienia własnych poglądów politycznych” (s. 345). I przegrał. Tak, życie, ale przegrała też mordercza idea, którą wyznawał. Choć jej echa, bywa, nadal kuszą, podpowiadają, sugerują na nowo. Wyraziście brzmią także ostrzeżenia – „nigdy więcej”. Oby się sprawdziły.

Trzynasta z kolei biograficzna trajektoria nazisty wśród Twarzy Trzeciej Rzeszy to „kat” Reinhard Heydrich.

Autor: „Najbardziej demoniczna osobowość w nazistowskim kierownictwie” (s. 346). Badacze dodają też: „diaboliczny”, „drapieżne zwierzę”, „młody bój śmierci” – szef Gestapo i SD (Służby Bezpieczeństwa) III Rzeszy. W państwie bandyckiego reżimu to zdecydowanie wyższa półka wykonawcza. Zrozumiemy, gdy przyjmiemy, że to nie tyle jeden z pierwszych w nazizmie (otoczenie Adolfa) i nie decydent reżimu, ile wykonawca/kat. Zasadna ocena tej trajektorii biograficznej. Jej istotą powszechne również w reżimie: „wszyscy się go bali” (s. 346). Czy historyk może tu użyć określenia „nazista doskonały”, które pojawia się w publicystyce?

Świetnie wykształcony (muzyk z rodziny muzyków, szermierz, pilot), co burzy nieco (?) tezę nazista = barbarzyńca. Ale to tylko myśl, gdy pamiętać, że grał na kilku instrumentach (fortepian, skrzypce, ojciec – szef świetnej szkoły muzycznej, śpiewak i autor oper, matka – nauczycielka muzyki, pianistka). I dziecko, ułożone, kształcone, przyszły nazistowski barbarzyńca. To właśnie szeroka paleta otwartości w reżimie, a tym samym i w nazizmie. Zjawisko o niemałej typowości. Obecne również w dzisiejszych reżimach. Rodzaj uniwersum? Miał przejąć uczelnię ojca. I…?

Tu ścieżka i cezura drastycznej zmienności (uwarunkowanie?, to za łatwe w interpretacji!): klęska Niemiec w Wielkiej Wojnie, w social history – załamanie wielu, koniec kajzera, rewolucja i… naziści z Hitlerem. Sekwencja niewątpliwej cykliczności, dotykająca milionów. Oczekujących, niepewnych. Ale w końcu to dziecko ze sfery wyższej kultury. Następstwo dość zaskakujące: oferta Adolfa stawała się szansą. Także dla dobrze wykształconych (racjonalizm? – zadaję pytania, bo pewności jako historyk nie mam – klęska i znaki zapytania to uniwersum dotykające boleśnie, bez względu na wychowanie, wykształcenie). „Barbaria” stawała się jedną z odpowiedzi, oddziaływała na postawy. Była nie tylko ofertą, ale i propozycją wyjścia. Łączył też wspólny wróg – zewnętrzny (zwycięska koalicja, reparacje, rozpad państwa, straty terytorialne, bieda) i wewnętrzny – niepozorny, statystycznie w Niemczech bez znaczenia, ale definiowalny – Żyd, żydostwo. To niemal czynniki przypominające „magnetyzm serca”9, integrujące. Bez spoglądania na dychotomię wykształcony – niewykształcony, kupiec – robotnik, von – nie von. Idea, nadzieja, załamanie – poszukiwanie szansy – emocjonalnie też, dość łatwa w uruchamianiu potrzeba zemsty: zróżnicowanej, zarówno zewnętrznej, jak i wewnętrznej. Gdy dodać wielki kryzys, summa daje rodzaj klucza w drodze do cezury roku 1933. Gdzieś w tej konfiguracji zmiennych i wyzwań nowych również przyszły „kat”.

„Kat” (rocznik 1904) obserwowany w tej przestrzeni codzienności i świąteczności, w następstwie strategii wyboru i postępowania to początkowo „zwyczajny Niemiec”, a w końcu „nazista, funkcjonariusz/wykonawca”. Sekwencja niepełna, ale mieszcząca się w zjawisku, które można opisać jako dość typowe. Niemieckość po 1918 i nazizm zwycięski (wobec komunistów i Republiki Weimarskiej, z tąpnięciami, niepowodzeniami, katastrofą). Właśnie sekwencja, a nie zdefiniowane jedno z i uwarunkowań. Ważny cel: walka o przejęcie państwa i narzucenie użyteczności reżimowego równania partia = państwo.

Biograficznie kierunek postępowania dość typowy: Freikorps, marynarka wojenna („zręczny żeglarz”, dobry pływak i wioślarz), ambitny, podporucznik (z grą na skrzypcach – stałe ćwiczenia, często obśmiewane w środowisku), kłopoty „z małżeństwem” (s. 352) – sąd honorowy, zwolniony ze służby w marynarce. I zubożenie rodzinne. Także „brak munduru” jako atutu.

Cezura zasadniczego wyboru: zwrot ku partii nazistowskiej plus małżeństwo (arystokratka Linda von Osten, zdeklarowana nazistka, podobnie jak cała rodzina). To też sekwencja, a nie „zbieg okoliczności”. W tle jeszcze „przyjaciel rodziny von” – Heinrich Himmler. W następstwie partia nazistowska, aparat bezpieczeństwa – SD, bezpieczeństwo, policja partyjna. Kolejne awanse, przyspieszające od roku 1933. Ponownie sekwencja, ale i typowość.

To znane kalendarium Heydricha raczej nie wymaga analizy. Kolejną cezurą, jak zazwyczaj u nazistów – wybuch wojny (1939). Dla doświadczonego już, czynnego „bezpieczniaka” to otwarcie nowego pola aktywności, na znacznie większą skalę – Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy (Reichssicherheitshauptamt, RSHA) i Himmler, najważniejszy z patronów awansującego dynamicznie trzydziestolatka. Znowu sekwencja czasu wcześniejszego (uwarunkowań coraz bardziej bandyckiego nazizmu – „noc długich noży”, Anschluss, „noc kryształowa”, Sudety, KL Dachau) i czasu bieżącego (wojna – cezura 1 września 1939). Zdecydowanie zwiększona dynamika zdarzeń, działań, czynników i uwarunkowań. Również w trajektorii biograficznej.

Kampania polska i system okupacyjny – ważne doświadczenia nie tylko w systemie okupant–okupowani, ale i w biografii Heydricha. Kalendarium znane – aktywne działania – nazista zza biurka, morderca (Einsatzgruppen), cezura 1941 (casus pierwszego etapu przyszłej Zagłady na kresach wschodnich) – doświadczenia otwierające Zagładę rzeczywistą, „największy, zrealizowany projekt ludobójstwa” (s. 357).

Cezura finalna: 31 lipca 1941, Hermann Göring – pisemne upoważnienie w sprawie opracowania i przygotowania „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” w niemieckiej strefie wpływów w Europie. Doświadczenie z Europy Wschodniej (1941) otwierało już nie pole eksperymentu, ale ustabilizowane zasady ludobójstwa. Konferencja Wannsee – następstwa – odpowiedzialność Heydrycha (akcja „Reinhardt”). Zagłada (w tle Generalny Plan Wschodni, Generalplan Ost).

Ostatnia część trajektorii biograficznej: Protektorat Czech i Moraw (rezydencja w Pradze) – „niepohamowany terror” (s. 358) – pacyfikacja Czech i Moraw. 27 maja 1942 r. w pobliżu Pragi zamach czeskich konspiratorów współdziałających z SOE – „kat” zmarł w szpitalu 4 czerwca. Po wojnie wdowa nazistka i rodzina w Niemczech, gdzie „żyła w dostatku, zwłaszcza gdy wystąpiła z roszczeniem pod adresem federalnego rządu niemieckiego o przyznanie jej renty przysługującej wdowie po generale – i wygrała sprawę” (s. 362).

I też niewątpliwie ostatnia już sekwencja czasu przeszłego i bieżącego: „Lina Heydrich [von z domu] zaprzeczała, jakoby Reinhard był w jakikolwiek sposób zamieszany w Holocaust, i w swoich wspomnieniach przedstawiła go jako patriotę, który padł ofiarą niepowstrzymanych i złowrogich sił historycznych” (s. 362).

Próby pociągnięcia jej – nazistki, żony nazisty – do odpowiedzialności za maltretowanie robotników przymusowych, którzy pracowali w jej czeskim majątku, nie doprowadziły do niczego. W niemałym stopniu to typowość w tzw. procesie denazyfikacji, w jakimś też stopniu i deteutonizacji minionego czasu w powojennej Bundesrepublik. I… zakładam, że to równeż sekwencja w tej typowości.

Dodam, sumując: rodzaj prawidłowości w reżimie – przegrany reżim społecznie pozostaje (wspominany odpustowy kalejdoskop kolorowych szkiełek). Bywa aktywny, niekoniecznie ponosząc odpowiedzialność „za wczoraj”. I funkcjonuje, często dość/bardzo przyzwoicie, nieniepokojony, „w dzisiaj”. Obserwujemy to w wielu upadających lub przegrywających wybory reżimach. Nihil novi? Prawidłowość? Niekoniecznie tylko w przypadku nazistów?

Pozycję kolejną (już czternastą) w Twarzach Trzeciej Rzeszy zajmuje w rozprawie „biurokrata” Adolf Eichmann.

„Nie miałem nic wspólnego z zabijaniem Żydów”, „Nigdy nie zabiłem Żyda. I nigdy nie kazałem nikomu zabić Żyda” (s. 363) – to klucz do zrozumienia problemu finalnego tej postaci: biurokrata ludobójcą. Autor rozpoczyna rozpoznawanie tej biografii właśnie od procesu (kwiecień–grudzień 1961). Wykorzystując nie tyle sam proces (H. Arendt, Eichmann w Jerozolimie 10 – fundamentalne), ile raczej wypowiedzi oskarżonego w trakcie przesłuchań zarówno prokuratorskich, jak i w czasie procesu. Oskarżenie dowodziło „nowego typu zabójcy, takiego, który wykonuje swoje krwawe rzemiosło za biurkiem” (s. 364–365). Klucz. Choć, nie wszyscy to akceptowali wtedy, a niekiedy i nie akceptują dziś.

Z wielu relacji „to zwyczajność człowieka”. Nazista „zwyczajny”? Jak „zwyczajni Niemcy i Holocaust” u Goldhagena? Nadużycie interpretacyjne – Eichmann był nie tylko poinformowany, ale dysponował olbrzymim zasobem wiedzy w sprawie Zagłady, a powierzchowność, maniery to jedynie „powłoka zewnętrzna”, czasem zaś tylko gra. Też uznaję tę grę za rodzaj prawidłowości w reżimie. Zauważyła tę prawidłowość już Hannah Arendt, a jej trafną charakterystykę przytacza autor: „Ani szczególnie inteligentny, ani dobrze wykształcony, wchłaniał ideologię i zachowania systemu zła, w którym pragnął się wyróżnić. Podziwiał Trzecią Rzeszę między innymi dlatego, że pozwalała ludziom o skromnym pochodzeniu, takim, jak on – albo Hitler, skoro już o tym mowa – wspiąć się na sam szczyt” (s. 366). Tak, to – szerzej – prawidłowość narzucanego reżimu: kadry, wierność, w następstwie bezmyślność i brak krytycznego spojrzenia.

Obserwujemy to zresztą po dziś dzień zarówno w reżimach skrajnie autorytarnych, jak i tych o łagodniejszym obliczu i działaniu. Ale to zawsze reżimy. Tu jeszcze – nadal – spór o „zwyczajność niemiecką” (Goldhagen 11 – Browning 12). Dzisiejsza perspektywa jest szersza niż w czasach Arendt i pozostałych. Ale niezmienny fundament wciąż stanowi szeroko rozumiana sekwencja czynników i uwarunkowań, czasu, miejsca i przestrzeni. Nazizm tamtego czasu konsumował wszystko: (państwo) i społeczeństwo (zdecydowana większość), sprawstwo, współsprawstwo itp. Stąd i następstwa po 1945 r., całkiem spory zasób nazistowskich złogów w wielu miejscach. Szerzej to prawidłowość reżimu i zjawiska „po reżimie”, ale z obecnością – społeczną i nie tylko – starego. Choć w nowym, ciągłość i zmiana w procesie historycznym plus „historia długiego trwania” („Annales”). Również zmienność pokoleń, pamięć i postpamięć itp. W tle polityka i tzw. polityka historyczna. Przeszłość w teraźniejszości to też zakres ze sfery prawidłowości. W tym wartościowania, moralitetu, pamięci czy edukacji. Dynamiczne zjawiska, bo reżimy to dynamika, ale i zmienne: państwo, społeczeństwo (makro), ja, on (mikro).

Eichmann to klasyka w przykładzie tak postrzeganych zjawisk i interpretacji. Swoiste źródło studium przypadku. Przypadku widzianego na tle szerokiej zbiorowości. I wyróżnik/pytanie: tylko biurokrata, może nawet „państwowiec”, czy jednak specyficzny morderca, „morderca zza biurka”? Z kliszą wyjaśnienia: „wykonywałem tylko [jak najlepiej] polecenia, rozkazy” (s. 366). Dylematy, dylematy.

I zanim analiza faktografii mordu (w tle kara), ważna pozostaje obecność w systemie, w organizacji (partia), a przede wszystkim w państwie (tu nazistowskim, szerzej reżimowym) – przeszłość i współczesność stopione w jedność i jednorodność (edukacja, ćwiczenia, propaganda itd.). Naziści z roku 1923 i kolejnych lat oraz ci sami naziści już po 1 września 1939 to – oczywista – ci sami, ale już nie tacy sami, jak zaczynali. To ogniwo pomiędzy, bardzo ważne w każdym reżimie, również w partii spoza obowiązującego konstytucyjnie sytemu. Rodzaj uniwersum, dopełnionego „pokoleniem nieuwarunkowanych”, czego dowodzi nauka, nie tylko historyczna. I bez zapominania o „banalności zła”, właściwie rozumianej.

Te dylematy, pytania, interdyscyplinarne spojrzenia integrują się w studium przypadku szczególnego – Adolfa Eichmanna. Przegląd tej biografii to sporo zwyczajności: urodzony 19 marca 1900, pobożna rodzina protestancka, dobrze sytuowana, Nadrenia, później austriacki Linz. Autorska analiza kalendarium zawiera sporo typowości tamtego czasu i miejsca (s. 369 i n.). Zarówno uwarunkowań zewnętrznych, jak i niemieckich, wewnętrznych. W tle muzyka, szermierka, krajoznawstwo – to także typowe w pokoleniowym doświadczeniu i pamięci (traktat wersalski, wielki kryzys i kryzys w Austrii – Anschluss).

Sporo potknięć w edukacji, stąd – dzięki koligacjom rodzinnym – zatrudnienie w przedstawicielstwie handlowym. Praca, kontakty przynoszą niemało doświadczenia (transport, logistyka, organizacja). Środowiskowo – wyraziści austriaccy naziści i partia. Również typowość: mundur, porządek, dyscyplina. Atutem funkcjonariusz SD (Reinhard Heydrich), „znawca Żydów i syjonizmu”. W rezultacie aktywne nazistowskie międzywojnie, też typowe. Pomocna staje się aktywność w procesach migracyjnych (wypędzenia) Żydów: Wiedeń, Praga, III Rzesza i, już po wrześniu 1939, projekt Nisko, nieudany).

Cezura wojny to znane kalendarium: GG (w tle Madagaskar, stara karta żydowskich wypędzeń). Także „żydowska” część operacji „Barbarossa” – kolejny etap w karierze. Następstwem Wannsee „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej” (Endlösung). Akcja „Reinhardt” i Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy – wiele jednoznacznych sugestii w ocenie: „opętany ideą całkowitej eksterminacji Żydów, którą uważał za «konieczną dla uchronienia narodu niemieckiego w przyszłości przed destrukcyjnymi knowaniami Żydów»” (s. 375). Ostatnie „zadanie” – Żydzi węgierscy.

Wojenny finał: aresztowany i uwięziony w amerykańskim obozie jenieckim, skąd zdołał uciec „z pomocą kilku oficerów SS” (s. 376). W 1947 r., wykorzystując Czerwony Krzyż (dokumenty), przez Alpy, Genuę, statek do Argentyny („dyktator Perón gościnnie przyjmował nazistowskich zbiegów o użytecznych kwalifikacjach”, s. 377).

W Argentynie: Ricardo Klement, inspektor nadzorujący budowę elektrowni wodnej (kontakty z rodziną, żoną Verą i trojgiem dzieci, też w Argentynie). Później Buenos Aires – aktywność w środowisku niemieckim, bez ukrywania tożsamości. Bez skruchy, sporo cynizmu.

11 maja 1960 r. porwany przez izraelskie służby specjalne – „odurzony narkotykami i w przebraniu [przeszmuglowany], dostarczony do Jerozolimy” (s. 378). Proces, uznany za winnego „zbrodni wojennych oraz zbrodni przeciwko ludzkości, przeciwko narodowi żydowskiemu, przeciwko Polakom, Słoweńcom i Cyganom oraz przynależność do organizacji przestępczych, zwłaszcza SS i Służby Bezpieczeństwa” (s. 378).

Skazany na śmierć i po odwołaniu się od wyroku (odrzucone) stracony przez powieszenie „niedługo przed północą 1 czerwca 1962 roku” (s. 378). Nazista „zza biurka”, morderca-ludobójca „zza biurka” to również – obok podobnych – „bohater” wielu biografii, opracowań, rozpraw naukowych, składowa encyklopedii i podręczników.

Interesująca fraza rodzinna: „Jego żona Vera wspierała go przed egzekucją na duchu, podobnie jak trzej synowie. Najmłodszy syn Ricardo, urodzony po wojnie, został profesorem archeologii; uważał ojca za postać historyczną, a jego egzekucję za w pełni uzasadnioną w świetle zbrodni które popełnił” (s. 379).

Kolejna z Twarzy Trzeciej Rzeszy „demagog” Hans Frank.

Autor o Franku, przytaczając też ustalenia innych historyków: „zagadka”, człowiek „słabego charakteru”, „głęboko sprzeczny wewnętrznie”, „imitacja człowieka brutalnego”, „osobnik słaby, niezrównoważony, pełen sprzeczności […], pozbawiony pewności siebie i chwiejny”, „głęboko zakorzeniona służalczość” (s. 380). To tylko niektóre „stany wartościowania” dr. Hansa Franka, prawnika. Kluczem braku sprzeczności w tej „amplitudzie drgań” w ocenach różnych badaczy pozostaje tylko jedno: zapewne to wszystko w jakimś stopniu charakteryzuje „kata Polski”, ale istotę wyznacza inne pojęcie – to nazista. Nazista z najwyższej półki systemu. Wykształcony, doktor prawa – zatem w pełni świadomy i ducha Republiki Weimarskiej, i rodzącego się aktywnego, zwycięskiego w finalnej niemiecko-niemieckiej rozgrywce międzywojnia nazizmu. Przynależał do najbliższego kręgu Hitlera. I żadna „amplituda drgań” w kwestii postawy Franka tego nie powinna zmieniać – to biograficzna trajektoria nazisty stojącego u boku Führera.

Natomiast, jak to u nazistów (pełna paleta barw zła, zwyrodnienia, wierności, mordu), trajektoria biograficzna dość intrygująca. Beneficjent reżimu. I wszelkie oboczności pozostają jedynie obocznościami (rocznik 1900 – Wielkie Księstwo Badenii, wykształcony ojciec – prawnik, matka – córka zamożnego piekarza, „biegły pianista, opera, teatr”, sporo lektur). Znamienna zapewne cezura rodzinnych przenosin do Monachium – najbardziej prestiżowa szkoła średnia: Królewskie Gimnazjum Maksymiliana, student Uniwersytetu Monachijskiego (prawo, ekonomia), doktorat. Zatem bez wątpienia „dobrze wykształcony, przesiąknięty zasadami i praktyką niemieckiej kultury” (s. 381). I to pomimo rodzinnych perturbacji (protestant i katoliczka, separacja/rozwód, kłopoty finansowe, śmierć brata na zachodnim froncie Wielkiej Wojny, ojciec oskarżony o defraudację, w następstwie wykreślony z oficjalnego rejestru prawników).

Spoglądając nie tylko pod kątem rodziny, ale i w kontekście czasu i przestrzeni (Wielka Wojna), to dość wyrazista typowość w niemieckiej klasie średniej. Choć bywało, jak zanotował Frank w dzienniku: „żywiliśmy się kapustą z ziemniakami” (jakże niemieckie!, s. 381).

Początkowa lewicowość w postawie młodego doktora prawa, zmieciona poprzez Towarzystwo Thule i już otwarte, wyraziste i jednoznaczne wejście w nazizm („szczerość Hitlera”, co odnotował po pierwszym wysłuchaniu, dodając: „klarowność i prostota jako mówcy”, s. 384). To też rodzaj typowości, w tle perturbacje Republiki Weimarskiej. I osobiste decyzje: uczestnik puczu monachijskiego, SA, NSDAP – prawnik nazistów (rosnące atuty i coraz wyższa pozycja w partii, „co najmniej 2400 spraw kryminalnych i 150 razy adwokacka reprezentacja Adolfa”, s. 384) – niekonwencjonalna taktyka (zjawiska już opisane). Jako adwokat doskonalił partyjne wystąpienia i „chłonął wszystko, co stanowiło dominantę nazizmu” (s. 385).

Hitler i prawo zbliżały; kanclerstwo Hitlera i nagroda dla Franka – minister sprawiedliwości Bawarii, prezes narodowosocjalistycznego Związku Prawników i prezes Akademii Prawa Niemieckiego. Przechwycenie państwa przez nazistów to kategoria fundamentalna, ale ważne też narzędzia, w tym tak wrażliwe i niezbędne w reżimie (prawidłowość), jak przejęcie systemu prawnego, systemu sprawiedliwości. Sekwencja typowości w reżimie.

Frank w czołówce nazistowskiej elity – nazista świadomy i rozumiejący. Jako prawnik zdradzał zasady państwa prawnego, ale beneficja wydawały się zdecydowanie istotniejszym atutem. Miał świadomość wyboru – i trudno byłoby uwierzyć, że „nie wiedział, co czyni”. Nazista zatem w pełni świadomy.

Następstwem konteksty: przynależność do elity państwa, wyraziste perspektywy awansowe, w tym i dobra osobiste (Reichsleiter, minister Rzeszy bez teki).

Finalną cezurę awansu i beneficjów wyznaczył 1 września 1939 – w wyniku kampanii polskiej generalny gubernator okupowanego terytorium (Generalgouvernement). Podległy bezpośrednio kanclerzowi Rzeszy. To znane kalendarium działań, w tym Dziennik (Tagebuch) Hansa Franka, źródło o fundamentalnym znaczeniu, przy krytycznej analizie. Zostawiam przebieg rządów Franka w GG – rozliczna literatura dość precyzyjnie zapisuje te pola. W rezultacie odpowiedzialność. W tle dynamika procesu historycznego: początki GG, cezura 22 czerwca 1941 i następstwa, katastrofa stalingradzka (1942/1943), Armia Czerwona. Dodajmy Kraków – stolica Generalgouvernement, Wawel i żona, „królowa”, jak ją nazywali okupowani 13.

Das Ende w Krakau: „17 stycznia 1945 roku w Krakowie na Wawelu odbyło się ostatnie posiedzenie tzw. rządu Generalgouvernement. Dr Hans Frank, generalny gubernator, o godzinie 14.00 opuścił miasto, udając się w kierunku Śląska. W swym Tagebuch odnotował pod tą datą: krakowski zamek w promieniach słońca […] wspaniała pogoda”.

Po raz ostatni ukazała się gadzinówka „Krakauer Zeitung”.

18 stycznia do Krakowa wkroczyły pierwsze oddziały Armii Czerwonej 14.

A były gubernator podążył dość przetartym szlakiem uciekających nazistów: Dolny Śląski (Seichau), Neuhaus am Schliersee (Bawaria). Aresztowany 4 maja 1945 r. przez żołnierzy amerykańskich. I ścieżka nazistów przed procesem norymberskim: Luksemburg, więzienie w Norymberdze 15. Proces; sentencja wyroku: winny „zbrodni wojennych oraz zbrodni przeciwko ludzkości”, kara śmierci. Powieszony 16 października 1946 r. Pozostawił napisane w więzieniu wspomnienia Angesicht des Galgens – większość tekstu poświęcona Hitlerowi.

Rodzina wyparła się Franka, a kluczem do zrozumienia następstw w rodzinie nazisty pozostają wspomnienia najmłodszego syna, Niklasa 16. Stanowią jednoznaczny i pełny w istocie akt oskarżenia nie tylko ojca, lecz także XX-wiecznych Niemców (dwa pokolenia). W tym rodzinnym procesie rozliczeń z nazizmem, również z pamięcią, pozostaje zdecydowanie w mniejszości, ale jest ważnym śladem „innego” niż typowe tużpowojenne (choć nie tylko) niemieckie myślenie o nazizmie, Niemczech i Niemcach w XX w.

Ostatnią (czwartą) merytoryczną część rozprawy sir Richarda Johna Evansa stanowią Narzędzia.

Istotę refleksji i analizy w tej części można zdefiniować następująco: męski świat dominanty w nazizmie versus kobieta. I przestrzeń druga – trochę o świecie niemiecko-niemieckim już po nazizmie. Ale punktem wyjścia pozostają tu trajektorie biograficzne kilku kobiet w nazizmie i z nazizmem. W tle i w osobowości. To z jednej strony przestrzeń nazistki, ale i zwyczajnego Niemca, jak były strażnik w KL. Jednak zmienną pozostaje czas, bardziej zapomnienia czy zapominania: lata sześćdziesiąte. To analiza przestrzeni przystosowania do codzienności i świąteczności już kilka, kilkanaście lat po nazizmie. Wyróżnik niemiecko-niemiecki (tu przede wszystkim Bundesrepublik, NRD to osobny problem – chociażby casus von Paulusa – którym autor się nie zajmuje; taki wybór).

Ciekawe zagadnienie, pewien rodzaj uniwersum: nazizm w III Rzeszy to przede wszystkim męska sprawa. Nawet rodzaj „supermęskości” (s. 401), skoro obowiązująca teza brzmi: „Mężczyźni tworzą historię” – Adolf, 30 stycznia 1939 r. To szczególny wyróżnik nie tyle męskości, ile przede wszystkim nazizmu: siły, brutalizmu – pochodna (trafna chyba diagnoza autorska) Wielkiej Wojny. W przypadku Niemiec siła miała kontynuować politykę „jako walkę z wrogami Rzeszy” (s. 402).

W rezultacie niemałe spektrum sprawców, sięgające daleko poza osobników żądnych władzy, despotycznych i brutalnych. To właśnie istota „narzędzi”, sporych rozmiarów paleta: i wykształceni przedstawiciele klasy średniej (Bildungsbürgertum) – dyplomy uniwersyteckie, wysoki status zawodowy, starzy wojskowi z armii kajzera, elita przemysłowa, i ci z mas – robotnicy, chłopi, młodzi rozpoczynający dorosłość w mentalu klęski i jej następstw. Sekwencja, a także rodzaj prawidłowości. Nie tylko nazizmu, ale szerzej – reżimu – „kadry, decydują kadry”. Jednak „kadry” bez mas, tego „mięsa armatniego”, same nie rozstrzygają. Tu trafna sentencja autorska: „Nazizm nie był ideologią niewykształconych i nieudolnych” (s. 403), ale „rozprowadził” i „zainfekował” miliony, kierując je w stronę „narzędzi”.

Klucz do zrozumienia tej kwestii: fanatycy reżimu to jedno, najprostsze spojrzenie, wykonawcy „z trybu postępowania państwa”. To ważna masa nazizmu/nazistów i najwyższa czy średnia, ale strategiczna półka nazistów w nazizmie – decydenci różnych szczebli. Choć zasadą niekoniecznie fanatyzm, raczej praktyczność przystosowania – otwarte lub milczące popieranie Hitlera. Także awanse i beneficja. Nowe miejsce w społeczeństwie. Często dzięki mundurowi.

Tak zazwyczaj, z zasady, postępuje każdy reżim – wybierając, doświadczając, polaryzując, zmuszając, nagradzając wreszcie. Narzędzia zaś podaje państwo. Stąd tak ważne równanie partia = państwo. Klasyka nazizmu, ale i klasyka „zwyczajnego/zwyczajności” reżimu. Reżimem nie musi być tylko faszyzm/nazizm czy komunizm (bolszewizm). Znamy sporo reżimów i wiemy sporo o reżimach po nazizmie. I nadal obecnych, bo pokusa w procesie historycznym, oprócz cykliczności, pozostaje swoistą kategorią. Podobnie jak w postawach: przystosowanie, strategia postępowania. A zarazem aplauz, ideologia i beneficja.

Najpierwszy z twarzy „narzędzi” – „generał” Wilhelm Ritter von Leeb.

Bawarczyk, żołnierz Wielkiej Wojny. Nagrodzony von „jako [rodzajem] wyróżnienia wojskowego”. Powtarzalność Bawarii zarówno w biografistyce nazistów, jak i w konstrukcie nazizmu wydaje się tu ważnym apostrofem wyróżnikowym. Leeb się znamienicie mieści na ścieżce „w stronę nazizmu”. Po pokoleniowych doświadczeniach aż po cezurę Niemcy 1918. I następstwa.

Czynnik warunkujący w tej trajektorii: „przyjął z zadowoleniem dojście nazistów do władzy, zwłaszcza kiedy Dzień Poczdamu 21 marca 1933 przyniósł to, co Hitler zaprezentował jako swoje pojednanie z dawnym ustrojem cesarskim” (s. 405). Przystosowanie do nowego to rodzaj typowości w niemiecko-niemieckich postawach, a w rezultacie także w strategiach postępowania, wyboru. I… lojalizm, nawet gdy nie Hitler czy jeszcze wtedy – Hindenburg. Wygodne interpretacyjnie, a nie myślano o wymiarze moralnym i prawie międzynarodowym. Znamienna postawa, często obecna i w dniu dzisiejszym.

Brak zrozumienia dla istoty nazizmu nie usprawiedliwia, albowiem następstwem staje się wejście (aktywne) w tryby państwa. Już nazistowskiego. W przypadku tej trajektorii – Wehrmacht, jedna z ważnych składowych reżimu nazistowskiego. Tu istotą pozostawało oddawanie kompetencji wojskowych temu państwu i jego celom jako konsekwencja przystosowania i lojalności. Typowość, ale i aktywność, już współsprawcza. To typowa mechanika państwa reżimowego i równania partia = państwo. I pobożny, czynny katolik – zasady, dziesięć przykazań, jakoś się w tej lojalności mieściły? Przynajmniej interpretacyjnie? Intrygujące, swoją drogą, zjawisko – nadal obecne w reżimach, np. tych tańczących w domu Bożym.

Cezura druga, prawidłowość w nazistowskiej III Rzeszy w perspektywie social history – 1 września 1939 i konsekwencje: wojna, okupacja, zbrodnia. I lojalność w praktyce: wojenne narady, ale i wątpliwości („szaleńczy atak” – sprawa kampanii zachodniej). I nadal „wierność Hitlerowi” (s. 408). Szczególnego rodzaju diapazon w postawie. Następstwa w kalendarium niemieckich agresji, kampanii – cezury, które znamy. Stale lojalny, awanse. Nawet „ekspert od działań obronnych” (s. 409).

Cezura fundamentalna – 22 czerwca 1941, pierwsza katastrofa pod Moskwą. W rezultacie Leeb już zamieszany w liczne zbrodnie Wehrmachtu (casus „bolszewika” to jeszcze niepełne wyjaśnienie/usprawiedliwienie takiej postawy). W tle wyróżnik szczególny, przekonanie i wiara w niższość i zbyteczność słowiańskich podludzi. Autorskie trafne zestawienie konstruktu biograficznego z faktografią i wyborem postaw – zgoda Leeba, pochodną takiego postrzegania Słowian, i nie tylko. Czynnik integrujący: reżim – von Leeb, już bez refleksji. Istotna akcentacja. W tle również druga typowość – antysemityzm.

Klęska stalingradzka otworzyła drogę ku klęsce wojennej – typowość kolejnego pola w analizie postawy i strategii postępowania. Solidna, trafna autorska analiza kalendarium tej części trajektorii „narzędzia”, tj. generała Wehrmachtu. To nie prosty żołnierz, nawet oficer, ale elita armii niemieckiej. Doświadczony. Stąd ten znacznik akcentujący. W tle skalowanie też antysemityzmu i następstwa wykonawczego oddziałów Leeba – uczestnictwo w ludobójstwie. I beneficja – nabycie majątku (ponad 213 tys. ha) w okolicach Pasawy (beneficjum od Hitlera).

To ważny znacznik: wcześniejszy wybór postawy i w rezultacie uczestnictwo, służba państwu nazistowskiemu, już bez poprzednich oporów moralnych. Beneficja – prawidłowość w następstwie. Typowość? Można uznać, że to typowy przedstawiciel wojskowego establishmentu III Rzeszy. Swoją drogą, ciekawa analiza zjawiska. Przyczynek do „niewinności armii niemieckiej w czasie II wojny światowej” (s. 418).

Koniec wojny, amerykańska niewola (aresztowany 2 maja 1945) – kilka obozów jenieckich. 18 września 1947 – sąd w Norymberdze. Klasyka obrony: „nie wiedział o nazistowskich zbrodniach wojennych” (s. 418). Winny zbrodni wojennych, zbrodni przeciwko ludzkości i zbrodni przeciwko cywilom – jednak kara: tylko trzy lata więzienia, „którą już odbył”.

Zwolniony, wrócił do bawarskiej posiadłości i… „przeżył tam spokojnie resztę życia” (s. 419). Zmarł 29 kwietnia 1956 r. w wieku 79 lat.

„Narzędzie” spotkało się więc ze zdecydowaną pobłażliwością niemieckiego sądu za de facto dojrzałą współpracę z Hitlerem, Bundesrepublik nie wystąpiła bowiem z własnym oskarżeniem. Sekwencja w rodzaju prawidłowości niemiecko-niemieckiej po roku 1949. Co oznaczało już wtedy niemieckie państwo demokratyczne (Bundesrepublik), nadal z poważnym społecznym „zasobem” (społeczność, kadry) czasu nazistowskiej III Rzeszy. Rodzaj prawidłowości w ciągłości i zmianie procesu historycznego. Ale co z katolicką pobożnością (generał „narzędzie” – katolik) i pryncypiami moralnymi? Płynna odpowiedzialność jako zasada? Ale to już otwarcie nowego pola badawczego, choć w tle tegoż zjawiska jedna z ważnych „twarzy III Rzeszy”. Może nienajważniejsza, ale jednak ważna.

Drugim analizowanym „narzędziem” w tej części jest „specjalista” Karl Brandt.

Intrygujący początek: powrót kolumny Hitlera do Berchtesgaden – wypadek adiutanta, młody chirurg Brandt – szpital, operacja (udana). Opieka punktem zwrotnym w karierze: „na kilka krótkich lat stał się zapewne najbardziej wpływowym człowiekiem w środowisku medycznym nazistowskich Niemiec” (s. 420). Typowość w reżimie – wykazanie się, obecność Adolfa, dostrzeżenie, awans – zbrodnia 17.

I atuty, wstępne – już członek NSDAP, zwolennik nazizmu w pełnej postaci (raczej bez wątpliwości). Młody, rocznik 1904. Protestancka rodzina, dość zamożna. Zwyczajne dzieciństwo. Cezura Wielkiej Wojny jako typowość niemiecka, również w tej rodzinie. Ojciec, żołnierz we francuskiej niewoli do roku 1921. Po powrocie policjant. W tle Alzacja, okupowana przez Francję. Sekwencja z pewnością sumujących się emocjonalnych negatywnych doświadczeń rodzinnych.

Studia medyczne kolejno w kilku miastach, zmieniający się krąg środowiskowy. Fryburskie spotkanie z psychiatrą Alfredem Kochem i współpraca z prawnikiem Karlem Bindingiem zakończona książką Legalizacja eliminacji bezwartościowego życia (1920). W tle niemiecko-niemieckie obrazy wojennej katastrofy – śmierć i kalectwo, bezradność, także medycyny. Rozstrzygnięciem drastyczna postawa – eutanazja nieuleczalnie chorych („ciężar dla społeczeństwa”).

Kluczowe moralnie i zawodowo: skrajność zapatrywań medycznych i postawy versus znakomity chirurg, ratujący życie. Nazizm w specyficznej odsłonie społecznej. Konstrukt eugenicznej koncepcji niemieckiego społeczeństwa. Konsekwencją otwarcie się, dość wyraziste, na Hitlera i nazistów. Przedstawiony Adolfowi przez narzeczoną – znaną niemiecką pływaczkę Anni Rehborn (swoją drogą interesująca rodzina, ślub w 1934 r. z udziałem Hitlera i Göringa – atuty w karierze, s. 423). W następstwie osobisty lekarz Hitlera.

Lekarz – nazista (akceptacja dla wszystkich decyzji medycznych). Kryzys awansowy, gdy to nie on, lecz Leonardo Conti został naczelnym lekarzem Rzeszy. Natomiast Brandt stał się aktywnym wykonawcą niemiecko-niemieckiej eutanazji Aktion T-4. I nadal był osobistym lekarzem Hitlera. To przede wszystkim kształtowało jego pozycję w systemie nazistowskiej medycyny, w którym mierzył się z konkurencją ze strony dermatologa Theo Morella. Zwolniony z funkcji za intrygi wobec Morella.

Niemiecka katastrofa stalingradzka – berliński bunkier Hitlera: Brandt oskarżony o defetyzm, aresztowany przez Gestapo, sąd kapturowy w domu Goebbelsa. Następstwem rekomendacja kary śmierci. Chaos ostatnich dni III Rzeszy uratował – chwilowo – Brandta. Poddał się wojskom alianckim. Sądzony przez Amerykanów za zbrodnie wojenne w procesie lekarzy (9 grudnia 1946 – 20 sierpnia 1947), jako główny oskarżony. Uznany za winnego „zbrodni przeciwko ludzkości, w tym prowadzenie eksperymentów medycznych na żywych ludziach bez ich zgody, dokonywanie przymusowych aborcji, nadzorowanie masowych morderstw na jeńcach wojennych oraz pacjentach szpitali psychiatrycznych za pomocą gazu trującego i śmiertelnych zastrzyków, wstrzykiwanych więźniom obozów koncentracyjnych zarazków malarii, żółtaczki i tyfusu, zamrażanie więźniów oraz wykonywanie bolesnych i często kończących się śmiercią zabiegów równoznacznych z torturami, morderstwami” (s. 430). Skazany na karę śmierci, wyrok wykonano w więzieniu w Landsbergu (Bawaria) 2 czerwca 1948 r. Wdowa żyła do roku 1981.

Kara dla Brandta (tak jak innych skazanych) to była również symboliczna, ale i jednoznaczna kara dla medycyny i lekarzy III Rzeszy. Lekarz oskarżony o zbrodnie przeciwko ludzkości to amoralność podniesiona do najwyższej rangi zła. Zaprzeczenie wszystkiemu, o czym stanowi przysięga Hipokratesa. Rysa mająca znacznie szerszy niż tylko indywidualny wymiar zbrodni.

W „narzędziach” jako „zabójcypojawiają się Paul Zapp i Egon Zill.

Zapp (rocznik 1904) – solidna rodzina burżuazyjna. Ominięty pokoleniowo przez Wielką Wojnę, ale już doświadczany następstwami jej końca dla Niemiec (Republika Weimarska). Student uniwersytetu, ale studia przerwane w wielkim kryzysie. Praca w Deutsche Bank (administrator). Ponownie student (Uniwersytet Berliński) i sekretarz teologa Jakoba Hauera – profesora uniwersytetu w Tybindze. Także administrator Niemieckiego Ruchu Wiary. Wchłonął sporo idei radykalnego nacjonalizmu i pod ich wpływem napisał kilka książek o pseudogermańskich rytuałach.

Od 1933 r. w SS, później SD Reinharda Heydricha – prowadził zajęcia z ideologii.

Cezura 1 września 1939 – przeniesiony do okupowanej Polski. Od 1941 r. dowódca stuosobowej jednostki Sonderkommando w składzie Einsatzgruppe D – operacja „Barbarossa”. Masowe rozstrzeliwania, szczególnie Żydów. Sekwencja zbrodni bez poczucia odpowiedzialności poza „ogromnym ciężarem emocjonalnym” (s. 438). W 1945 r. przeżył wielki nalot aliancki na Drezno (13–14 lutego).

Koniec wojny, typowe następstwo: ukrywał się pod przybranym nazwiskiem (Friedrich Böhm). Wytropiony dopiero w roku 1967, a w 1970 sądzony. Linia obrony dość typowa dla nazistowskich morderców SS: „wykonywałem tylko rozkazy” (s. 438). Skazany na dożywocie, zwolniony „za dobre sprawowanie” w 1986 r.; zmarł w Bad Arolsen w 1999 r.

Wyrobnik nazistów – niski szczebel hierarchiczny, ale bezpośredni wykonawca. Jeden z milionów podobnych, rzeczywiście, jak chce Goldhagen, „zwyczajnych Niemców”? „Zwyczajność” masowego mordu u człowieka wiary? Wyrobnik wierzący i praktykujący zbrodnie to prawidłowość czasu i miejsca, reżimu. Wykształcenie uniwersyteckie czy napisane książki pozostają tu bez znaczenia. To nie niemiecki intelektualista, ale zwykły, wykształcony zbrodniarz – nazista. Prześledzenie tej biografii poszerza pole zwyczajności w postawach zwyczajnego Niemca, jednak z wyrazistym oddziaływaniem wielu czynników. A świat przemocy i zbrodni, przy niskim standardzie moralności i etyki, w tym i religii, jak dowodnie widać, kształtował. I to nie wyłącznie w jednostkowym przypadku, lecz w skali masowej. Zatem zjawisko i system. Także formowanie. I utrwalanie w przekonaniu. On też się tłumaczył frazą uniwersum: „wykonywałem rozkazy” (tylko), to znacznik uświadamiania sobie (proces) tego, co było, konfrontowania się z tym, co czeka w wyniku wyroku sądowego. Znamię szczególne refleksji – wykonawca, bez spoglądania na ofiarę/ofiary. Niemiecko-niemiecki wyróżnik zbrodniarzy po roku 1945, sądzonych i skazywanych. Nie bez oporu społecznego i postaw w stronę przedawnienia, a przy tym wyjaśniania, usprawiedliwiania. De facto obrony zbrodni i zbrodniarzy. Intrygująca postawa byłych „zwyczajnych Niemców” międzywojnia i wojny 1933–1945, a także okresu „po”. Już w Bundesrepublik. Znamienne.

W tle sekwencja funkcjonowania tego państwa, jak również tego drugiego niemieckiego – wartego też zbadania i namysłu. Szczególnie w celu zrozumienia upadku nazizmu, NRD-owskiego komunizmu, zjednoczenia i następstw. W tym ciągłości i zmiany.

Podobnie Egon Zill, także „narzędzie” – piekarz z północnej Saksonii. Zbliżone doświadczenia, choć bez uniwersytetu czy autorstwa książek. Ale droga już wspólna z Zappem – SS, SD, strażnik w obozach koncentracyjnych. Trudno powiedzieć, że to ówczesna niemiecka zwyczajność, raczej typowość. Łatwo przychodząca zbrodnia, narastająca stale i niekarana: Kolejne Konzentrationslager: Dachau, Natzweiler (komendant), Flossenbürg. Finał w Waffen SS.

Cezura klęski 1945 – ukrywanie się: trochę strażnik, potem student uniwersytetu (Hamburg). Wytropiony i aresztowany w 1953, 10 stycznia 1955 r. skazany przez monachijski sąd na dożywocie. Kara zmniejszona w 1961 r. W kwietniu 1963 r. opuścił więzienie. Zmarł 23 października 1974 r., jak akcentuje autor w podsumowaniu: „niezmieniony i nieokazujący skruchy do końca” (s. 440). Czas typowości międzywojnia, wojny i powojnia. Szczególny niemiecko-niemiecki wyróżnik dziejów społecznych.

Dalej jako „narzędzia” występują dwie kobiety – „Wiedźma” i „Bestia”: Ilse Koch i Irma Grese.

Na początku autor wymienia inne nazistki, z krótkim kalendarium sprawstwa (s. 447):

– „Erna Petri, żona oficera SS [okupowana Polska] powiedziała śledczym w Niemczech Wschodnich w 1962 roku, iż chciała udowodnić mężowi i jego kolegom z SS, że nie jest gorsza od żadnego mężczyzny – zaprowadziła […] czterech Żydów i sześcioro małych dzieci do lasu, ustawiła ich nad rowem i zastrzeliła”. Odwołanie zeznania już nie miało skutku (liczni świadkowie);

– „Elisabeth Willhaus, której mąż był komendantem osławionego obozu pracy przy ul. Janowskiej we Lwowie, zwykła siadywać na balkonie swojej willi, usytuowanej przy samym obozie i strzelać z francuskiego karabinu salonowego do więźniów bez żadnego powodu – […] chciała się popisać celnością”;

– „Gertrude Segel, sekretarka Gestapo [w Drohobyczu] […], została po wojnie oskarżona przez żydowskich świadków o to, że kazała zabić trzy pokojówki, robotnice przemysłowe z obozu, i zadeptała na śmierć małe żydowskie dziecko”.

Jednostkowe przypadki? Nie – to nazizm i nazistki, zbiorowość; tu jedynie kilka przypadków. Ale nazizm nie jest typowym „studium przypadku” – to zjawisko, jak widać, destruktu, degeneracji, braku uczuć, załamania norm itp. Czas bandyckiego państwa. Zarówno w przypadku makro (państwo, społeczeństwo), jak i w wymiarze mikro (ja Erna, ja Elisabeth, ja Gertrude – cała masa podobnych). System, który niszczy, rujnuje, zabija masowo, nie tylko „państwowo”, „ideowo”, ale i w perspektywie „ja”.

To „ja” to również dwie „bohaterki” analizowane szerzej w tej części – Ilse i Irma.

Ilse Koch: „rudowłosa Wiedźma z Buchenwaldu”, „maniaczka seksualna”, „zboczona sadystka na monumentalną skalę” (cytaty z prasy światowa). „Zdobyła rozgłos” może szerzej niż inne nazistki, gdyż była żoną Karla Ottona Kocha, wyższego oficera SS (komendantury KL Sachsenburg, Esterwegen, Sachsenhausen, Buchenwald, Majdanek).

Zarzuty: wraz z mężem za korupcję – wniosek SS (1944), amerykański trybunał wojskowy w Dachau (1947) i zachodnioniemiecki sąd w Augsburgu (1950–1951). Dlatego oskarżenia „wywołały światową sensację” (s. 449).

Córka rodziców protestantów – w edukacyjnym dorobku kurs sekretarek plus tamten niemiecki, i nie tylko, czas kształtujący, formujący, obiecujący, czas nadziei po kataklizmie niemiecko-niemieckim 1918. Małżeństwo z SS-manem utrwaliło „wzajemnie” nazizm już w wydaniu domowym/rodzinnym. A kalendarium „osiągnięć”, awansów dowodzi jednoznaczności i splotu nazizmu makro z nazizmem mikro. Ta przestrzeń w części międzywojnia, a przede wszystkim po wrześniu 1939, skrupulatnie została wypełniona zbrodnią: obozy koncentracyjne – więźniowie i indywidualne poczynania Kochów (s. 450–454). Drastyczność poczynań zbiorowych (SS w obozie) i indywidualnych (rodzinnych).

Odrzucone prośby o ułaskawienie – „w przypływie rozpaczy 2 września 1967 powiesiła się na prześcieradle w więziennej celi” (s. 455). Mąż za „niemieckie” przestępstwa aresztowany przez SS w Weimarze, rozstrzelany 5 kwietnia 1945 r. na terenie KL Buchenwald.

Irma Grese – „Piękna Bestia z Belsen”, „królowa gangu Belsen”, „jasnowłose monstrum”, „kobieta szatana” – to tylko niektóre spośród licznych przydomków nazistki. Bez wątpienia to najbardziej zdeprawowana ze zdeprawowanych, okrutna. W oczach więźniarki KL Auschwitz: najbardziej „pomysłowa psychopatka, jaką kiedykolwiek spotkałam” (s. 456).

Przebieg służby dość wyrazisty – jedna z głównych oskarżonych w procesie strażników i pracowników administracji KL Bergen-Belsen. Wcześniej funkcjonariuszka w KL Auschwitz.

Porażające opisy cierpień zadawanych więźniarkom, indywidualne zbrodnie (morderstwa). Skazana, 13 grudnia 1945 r. powieszona. Do samego końca wierzyła, że „nie zrobiła nic złego” (s. 458).

Krótko w podsumowaniu: nazistki – stan zaprzeczający człowieczeństwu, zasadom, wartościom, religii, które wyznawały. Nazizm zdecydowanie „na tak”, a Adolf dla nich to wręcz męski „bożek”. Co na to psychiatria, psychologia, religia? „Nazistowski opór w nieprzejednaniu” – trafna diagnoza autora (s. 456). I refleksja czytelnicza: nazistki w tym zmaskulinizowanym systemie/reżimie to zdecydowana mniejszość, ale… obecne, zawistne, złe. Nazistki. Co najmniej dorównujące nazistom.

Statystyka: w styczniu 1945 r. było łącznie 546 strażniczek w KL Ravensbrück i 12 w KL Bergen-Belsen; ogólna liczba strażniczek w systemie KL to około 3500 osób. Rekrutowane najczęściej spośród robotnic fabrycznych lub za pośrednictwem urzędów zatrudnienia. Po wojnie tylko nieliczne zostały pociągnięte do odpowiedzialności. Jednym z uwarunkowań takiej postawy było dość powszechne „niedowierzanie aliantów, że kobiety mogły dopuszczać się okrucieństw” (s. 460). Alianci nie za bardzo znali nazizm w praktycznym formacie. Trudno zatem przekonywać, że nazistki też stawały się morderczyniami. I to niewyłącznie z powodu „podległości władzy mężczyzn w systemie” (s. 460). Także dlatego, że uwierzyły, a przede wszystkim chciały.

Uwaga – perspektywa social history: rzeczywistość III Rzeszy nie potwierdza „kobiecej normalności” w systemie reżimu nazistowskiego. W tak znacząco dużej grupie (kobiety) zdefiniowanego państwa-systemu nazistowskiego składową pozostaje dość szerokie spektrum postaw, zachowań, strategii wyborów kobiecych. Wśród wielu zróżnicowanych obowiązków czy postaw to także sprawczynie.

Pytanie: czy to głębokie, zakorzenione psychopatycznie zaburzenia kobiecej osobowości, czy jedynie zwyczajność w reżimie – współudział w zbrodniach nazizmu? Oraz z pewnością i w logistyce, ułatwianiu zbrodni. Pytanie warte nie tylko czytelniczego namysłu. „Wiedźma” Ilse i „Bestia” Irma to zaledwie wierzchołek nazistowskiej góry. Kobiecej użyteczności w reżimie. Zresztą reżim (niewyłącznie nazizm) versus kobiety, w rozumieniu funkcjonariuszki, aktywistki itp., to zjawisko znacznie szersze, warte refleksji.

Kolejne „narzędzie” to „matka” Gertrud Scholtz-Klink.

Co może/potrafi zdolna historyczka/historyk:

„W 1971 roku amerykańska historyczka Mary Ritter Beard przedstawiła mało znaną postać w nazistowskiej hierarchii, Gertrud Scholtz-Klink, jako kobiecego Hitlera, nazistowskiego dyktatora dla płci żeńskiej” (s. 462).

Gertrud to szefowa nazistowskiego związku kobiet w III Rzeszy, zrzeszającego niemal 30 mln członkiń: „Frau Klink decyduje o życiu kobiet we wszystkim” (s. 462). Bez wątpienia, gdy spojrzeć zarówno w perspektywie makro, jak i mikro, sam związek, a przede wszystkim jego „führerka” to kształtowanie postaw, zasad, obecności i odpowiedzialności niemieckiej kobiety w III Rzeszy. Z czasem również w krajach okupowanych. To masowa organizacja narzucająca model odrębnej sfery kobiecej w nazistowskim państwie. Dopełnienie niemieckiego męskiego, nienawistnego świata wojny w dominancie iluzją rodziny, dziecka, wspomożenia poprzez miłość. Do Adolfa i do męża, brata, ojca – makro i mikro w zintegrowaniu.

„Matka” niemieckich kobiet to nie tylko pozycjonowanie, odpowiedzialność na poziomie równym niemal Hitlerowi, Göringowi, pozostałym w przestrzeni kobiecej. Rodzaj jednoczącej obecności niemieckiej kobiety we wspólnocie narodowej. Stąd te miliony, na które Mutter wpływała. Solidnie wpływała. Efektywnie. Także egzekwując. A to przecież tylko (?) jedna z milionów gospodyń domowych w międzywojniu. Również matka; jej pierwszy mąż (Eugen Klink), „oddany członek SD” (zmarł na zawał podczas demonstracji), pojęła więc decyzję: „chciałam go zastąpić” (s. 463). Nazizm w relacji emocjonalnej, rodzinnej wręcz, równie skuteczny jak ten oficjalny, państwowy.

Biografia niepozornej, początkowo, Niemki, jakich wiele po dramacie (szczególnie męskim) klęski 1918. Córka zwyczajnego urzędnika z małego miasteczka w Badenii, bez matury, wczesne zamążpójście, dzieci – zwyczajność, choć i niełatwa egzystencja (mąż nauczyciel, wczesne wdowieństwo). W tle Republika Weimarska i skrajna prawica w rodzinie – tło szczególne i ważne zarazem. Konsekwencją postawa i propozycja małżeństwa ze strony Günthera Scholtza, lekarza i funkcjonariusza NSDAP, stąd podwójne nazwisko Scholtz-Klink.

Awans i scena krajowa. Kolejne małżeństwo, z obergruppenführerem SS Augustem Heissmeyerem, inspektorem Narodowo-Politycznych Zakładów Wychowawczych, odpowiedzialnym za eksperymenty medyczne na dzieciach. Aresztowany w 1948, w więzieniu do 1952 r, później wieloletni dyrektor filii koncernu Coca-Cola. Zmarł w 1979 r.

Stąd awans Szcholtz-Kink w Służbie Pracy Kobiet (z tytułem: przywódczyni kobiet Rzeszy). Przez męża zetknęła się z obozami koncentracyjnymi.

Koniec wojny, fałszywe dokumenty, niewielka posiadłość u księżnej Pauline zu Wied, córki ostatniego króla Wirtembergii i przedstawicielki Niemieckiego Czerwonego Krzyża (pomoc domowa i robotnik rolny). Aresztowana w 1948 r., krótko w więzieniu, proces i kara półtora roku (orzeczenie sądu, że już odbyła karę, wyrok uchylony). Z tych kilku małżeństw Mutter w rodzinie jedenaścioro dzieci. Prywatnie gospodyni domowa.

Sekwencja „nie” w interpretacji procedury denazyfikacyjnej: „nikogo nie zabijała ani nie torturowała, nie dopuszczała się żadnych aktów przemocy ani nie kierowała zbrodniczymi instytucjami. Nie brała bezpośredniego udziału w formułowaniu polityki ludobójstwa i wojny prowadzonej przez jej przełożonych. Ale, jak stwierdził trybunał denazyfikacyjny, odgrywała mimo to ważną rolę w reżimie, pomagając prezentować go milionom kobiet, a za ich pośrednictwem milionom mężczyzn, jako dobrotliwy system społeczny i polityczny, którego negatywną stronę odczuwała tylko znikoma mniejszość społeczeństwa – Żydzi, socjaliści, komuniści, «aspołeczni», Cyganie, drobni przestępcy i tak dalej” (s. 476).

Niemiecka „matka – Mutter”, niemiecka gospodyni domowa. Zwyczajna córka zwyczajnego urzędnika, żona i matka. W świetle takiej opinii niezwiązana z ludobójstwem, tym samym nie odpowiadała za bliskie związki kobiet niemieckich z reżimem nazistowskim. Łatwa wykładnia zaprzeczenia – prawnego, moralnego, ludzkiego. Pragmatyka prawa czy raczej, mimo wszystko, „prawa”?

Dobrze, że mamy rzetelne historyczki i historyków. Po czasie, bo po czasie, ale jednak pojawiła się rzetelna trajektoria biograficzna niemieckiej Mutter.

A teraz najjaśniejsza w talii nazistowskiej kultury (też „narzędzie”) „gwiazda” Leni Riefenstahl.

Któż nie zna tego nazwiska ze świata filmu, świata europejskiego/światowego wymiaru kultury – jedna z najwybitniejszych reżyserek w III Rzeszy, doceniana też w świecie. Choć z oporami. Przypadek szczególny, więcej niż typowe studium przypadku.

Zapewne każdy zainteresowany filmem, dokumentem filmowym (źródłem historycznym) czy po prostu historią słyszał odwóch świetnych filmach tej autorki, a nawet je obejrzał:

Triumf woli (Triumph des Willens) z tytułem wybranym przez Hitlera i z solidnym zastrzykiem finansowym dla filmu i reżyserki, o zjeździe partii nazistowskiej w Norymberdze w 1934 r. Führer zwrócił na nią uwagę po tym, jak rok wcześniej udokumentowała poprzedni zjazd, w filmie Zwycięstwo wiary (Der Sieg des Glaubens). Przed dokumentacją reżyserka solidnie przestudiowała Mein Kampf;

Olimpiada (berlińskie Igrzyska Olimpijskie z 1936 r.).

Cenią je nadal w świecie filmu i nie tylko. Ale…

Jednym z pierwszych krytyków filmu Triumph des Willens był gen. Erich von Manstein („miła zuchwała osoba, coś w rodzaju wytwornej bojowniczki ruchu oporu, której kostium sprowadzony został z Paryża, z domów mody przy ulicy Rivoli”, s. 477). Problem w tym, że to uwagi nie o filmie, lecz o modzie („chłopczyca” i podobne). Modzie dość oryginalnej w tamtym czasie,– mocno potęgującej doznania (strój reżyserki: tunika, bryczesy i miękkie buty z cholewami).

Już we wrześniu 1939 r. znalazła się na bezpośrednim zapleczu działań wojennych przeciwko Polsce. Była świadkiem zbrodni Wehrmachtu na Żydach w Końskich, którego to faktu się wypierała. Zdradziła tę obecność znana już fotografia.

Ale problem jest daleko szerszy: wybitna artystka versus państwo nazistowskie, Hitler, cenzura – reżim. Wybór, postawa.

Urodzona w 1902, zmarła w 2003 r., a to oznacza, że nazizm w jej życiu był niewątpliwie fragmentem biografii, jakże ważnym. Gwiazdą świata filmu została przecież w nazizmie i pokazując nazizm. Po 1945 r. raczej tylko odcinała kupony. Czy procedura denazyfikacyjna Leni w pełni rozstrzyga pozytywnie o jej powojennym wyrzekaniu się nazizmu? To dość płytka interpretacja reżyserki. Bez wątpienia „została, podobnie jak wielu innych, sklasyfikowana jako «sympatyzująca»”. W wywiadach, szczególnie ostatnim dla BBC, przyrównała swoje życie do życia przeważającej większości zwyczajnych Niemców w latach trzydziestych i na początku czterdziestych: „Jestem jedną z milionów ludzi, którzy uważali, że Hitler ma odpowiedź na wszystko. Widzieliśmy tylko dobre rzeczy, nie wiedzieliśmy, że miały nadejść złe” (s. 480).

To niezbyt rzetelne wyznanie, raczej mitologia usprawiedliwiająca. Czy kogoś tak inteligentnego, oczytanego można posądzać o brak wiedzy na temat nazizmu? I to po wnikliwej lekturze Mein Kampf? Owszem, to dość typowe dla wielu ludzi z różnych kręgów społeczno-kulturowych III Rzeszy, ale już „po”. Ale tak wybitna osobistość świata kultury? Czy można by ją np. porównać, w równowartości, z Białą Różą (Weiße Rose) 18, niemiecką grupą antynazistowską (o orientacji chrześcijańskiej) działającą (czerwiec 1942 – luty 1943) głównie w Monachium i Hamburgu?

Takie porównanie byłoby hucpą, ale problem pozostaje: artysta, i to wybitny, w nazizmie i wobec nazizmu (szerzej – reżimu) – postawa, strategia postępowania, wybory, obecność, to intrygujące pytanie badawcze. Niekoniecznie przynależność typu „legitymacyjnego” (członkostwo). Wszak tak ceniona reżyserka nie musiała nosić legitymacji np. NSDAP, wystarczy, że często stykała się z Hitlerem. Znamy tę biografię, dorobek (niezbyt wyrazisty i mało ceniony, szczególnie ten powojenny, przykryty przez estetykę czasu nazizmu 19). Również wyjaśnienia reżyserki.

Autor solidnie analizuje to kalendarium, odwołuje się do dorobku, a także wypowiedzi/wywiadów. To nie jedność i jednorodność postawy. To nie postawa „na nie”, ale i nie skrajny aplauz. Tu zgoda – typowość. Jednak wojna to nie tylko destrukt, ale i bandytyzm – złodziejstwo III Rzeszy, ludobójstwo. System utrwalający w dojmującej postawie „tak” zarówno elitę, jak i „zwyczajnych Niemców” – np. „paczki do rodziny” z frontu wschodniego itp.

Relatywizowanie to nie cecha rzetelności i krytycznego spojrzenia za siebie. Niewiele to ma (niekiedy) wspólnego z dorobkiem artystycznym. To „złożoność i ambiwalencja” w postawie Leni Riefenstahl. Autor zasadnie w finalnej ocenie: „Jest [Riefenstahl] czymś więcej niż przykładem Niemki uwiedzionej politycznie przez Hitlera” (s. 493). Co też oznacza, jak wartościować to „czymś więcej”? W tle zdecydowanie wykorzystywany koniunkturalizm, mający niewiele wspólnego z moralitetem. Sukces przede wszystkim, reszta o mniejszym znaczeniu lub bez znaczenia. Pochłonięcie sztuką nie jest wystarczającym uzasadnieniem postawy, szczególnie artystki wielkiego formatu.

To nie fanatyczna nazistka, jakich niemało w III Rzeszy, ale – zasadne – „z własnej woli służyła tym, którzy nimi byli” (s. 493). Dowodem jej mało przekonujące już powojenne retrospekcje na temat nazizmu i III Rzeszy. Jej dorobek artystyczny nie ma skrajnie faszystowskiego/nazistowskiego charakteru, ale w jakimś stopniu ociera się o reżim. Pozostaje z reżimem dość blisko. Dokumentując bowiem reżim, otwierała tym samym pole innym. Do fascynacji, wsparcia, akceptacji.

Te dwie składowe: filmy Riefenstahl (treść, narracja, obraz) i nazizm (nazistowska III Rzesza), współdziałały, by nie powiedzieć współżyły. Tu nazizm rozumiany jako państwo i społeczeństwo. To nie trajektoria biograficzna artystki walczącej z nazizmem. Szczególnie w wymiarze sztuki. Choćby i emigrantki, jak wielu innych, uciekających z nazistowskiej III Rzeszy. Ale Riefenstahl to zjawisko szersze niż tylko prosta relacja. Szczególnie w III Rzeszy, gdzie obok skrajności, reżimowej dewiacji, barbarzyństwa pozostawały też kręgi podobne do Leni Riefenstahl. Trudno to nazwać, bo to nie nazistka, ale jednak aktywnie współdziałająca z nazizmem. Korzystająca z profitów nazizmu.

Czy to umacniało reżim i państwo? Z pewnością tak, ale… To ale wiąże się z wcześniejszym ocennym akapitem: ona nie była faszystką/nazistką, ale pozostawała częścią III Rzeszy, aktywną w reżimie, i nie walczyła z reżimem. Typowością? Raczej nie, to nie „zwyczajna Niemka”, raczej nadzwyczajna, wtopiona jednak w barbarzyńskie zło.

Tym samym to nie była niewinna Niemka w III Rzeszy. Była tej Rzeszy aktywną, rozpoznawalną obywatelką. Rozpoznawalną w kontekście zarówno postaw, wyborów, strategii postępowania, jak i via ekran/film III Rzeszy i dla III Rzeszy. Nie trzeba należeć do NSDAP, by tak to właśnie wyglądało. Czasem wystarczy być „bezpartyjnym pozytywnym”. A granice postaw, strategii postępowania w III Rzeszy były wyrazistsze. Zresztą jak w każdym właściwie reżimie. Tym samym bardziej niebezpieczne niż w tym czasie w wielu krajach Europy.

Te paralele określają punkty odniesienia w trajektorii biograficznej Riefenstahl. Tym samym i oceny. Ale czy wyjaśniają wszystko?

Ostatnim studium przypadku w Twarzach Trzeciej Rzeszy jest „denuncjatorka” Luise Solmitz.

„Nazizm zatriumfował między innymi dlatego, że przemawiał do szerokich kręgów niemieckiego społeczeństwa” (s. 494).

To klucz, jeden z kilku, do społeczno-mentalnego zrozumienia nazizmu. Ale też klucz o szerszej perspektywie. Jako rodzaj uniwersum każdego reżimu, szczególnie populistycznego. Nie zniknął wraz z nazizmem czy faszyzmem – nadal pozostaje częścią współczesności. A widać, że i przyszłości.

Ta uogólniająca teza to zarówno konstrukt makro: Niemcy, Rzesza, nazizm, jak i konstrukt mikro. Tu przypadek hamburskiej nauczycielki. Ciekawe laboratorium w przestrzeni social history.

Bez Niemców jako Niemców zapewne nazizm aż tak by się nie rozwinął, by nie powiedzieć – rozkwitł. Szczególnie w dekadzie międzywojnia i wojny do roku 1942. Cezurą następstwo klęski stalingradzkiej. To niemało. Niemcy makro i Niemcy mikro – zjawisko, fundament reżimu. W tym i tzw. zwyczajni Niemcy. Zróżnicowani, choć w dominancie zdecydowanie „za”. Opór w III Rzeszy to mikroskala. Konstruktem umacniającym takie postrzeganie typowości zjawiska pozostaje między innymi mechanika władzy, państwa – system/ustrój/reżim. Gdzie tu miejsce na zwyczajność?

Nawet gdy całkiem spory odsetek ówczesnych Niemców (po roku 1918) zaliczymy nie do nazistów, ale tylko do kręgu coraz bardziej wierzących w zmiany przez nich proponowane. W rezultacie tak przeprowadzonej analizy uzyskujemy raczej dodatnie saldo dla reżimu. Wiara w „inne”, zwłaszcza na tle wszystkiego, co wiązało się z konsekwencjami 1918, to szczególny znacznik dopełniający nazistowskie działania, aktywność. W końcu finałem zawłaszczenie państwa. Czyli fundament: partia = państwo, a częścią tego równania ustrojowego i sprawczego społeczeństwo.

Prawidłowością niemal każdego reżimu pozostaje wspomniane równanie partia = państwo. A państwo to ważne narzędzia sprawczości, które łatwiej uruchomić, nie mając przeciwników. To sekwencja łącząca „zwyczajnych Niemców”, konserwatystów, znaczącą część „vonów”, nawet religijnych. Tylko tak szerokie spektrum poparcia dla NSDAP dawało szansę na takie równanie/dyktat. Choć konsekwencją, już w perspektywie klęski, nie była refleksja: sprawstwo, współsprawstwo. To najtrudniejszy z kluczy klęski i odpowiedzialności.

To też rodzaj uniwersum spojrzenia. Autor je śledzi na tle biografii zwyczajnej hamburskiej nauczycielki (1889–1973)20. Jakich przecież były dziesiątki tysięcy w Republice Weimarskiej, a od 1933 r. w III Rzeszy. Dlatego tak postrzegane czynniki social history to istotny klucz do zrozumienia procesu. To właśnie społeczne laboratorium. I zarazem uniwersum.

Zasadniczym źródłem analizy pozostaje prowadzony od 1905 r., archiwizowany dziennik wspomnianej nauczycielki (warsztatowo to jedno z najlepszych źródeł niemieckiej codzienności tego czasu. Oczywista, obok tak znamienitych, jak Victora Klemperera czy Josepha Goebbelsa – choć różnice bardzo widoczne).

Autorka, wywodząca się ze średniej burżuazji, uczyła się nie tylko w Niemczech, lecz także Anglii i we Francji. To ważny znacznik zarówno zasobności rodziny, jak i horyzontów wykształcenia. Dom konserwatywny, „zainteresowany i dyskutujący o polityce” (s. 497). Mąż: inżynier wojskowy, żołnierz w Wielkiej Wojnie – ranny 21. Po wojnie konsultant w firmie inżynieryjnej. Tradycyjny niemiecki konserwatyzm w tej rodzinie pozostawał typowością.

Konsekwencją zdecydowany wybór w postawie Luise – „za Hitlerem”. Raczej typowość, co nietrudno dostrzec w początkach redagowania dzienników (Republika Weimarska): „Silny człowiek”, „Jude, verrecke!”. Tu ważna kalendarzowa sekwencja politycznej codzienności, oddziałująca na autorkę dziennika.

Jego wyróżnikową osią pozostaje z pewnością donos siostry do NSDAP na swojego brata za „popieranie liberalizmu”. Na szczęście harmider w tym czasie w nazistowskiej partii uchronił brata (niestety, brat też zmarniał, został propagandzistą u Goebbelsa – przyczynek do zróżnicowanych i dynamicznych dziejów społecznych III Rzeszy). To sekwencja amoralna: można zdradzić brata, ale nie wolno zdradzać Hitlera. Postawa mikro z solidnym ekranem makro codzienności i świąteczności. To znacznik szczególny i wyróżnik reżimu. Konsekwencje tego są zarówno mikro, jak i makro.

Wniosek: nawet ludzie, którzy nie należeli do NSDAP (jak Luise), mogli/chcieli popierać reżim w stopniu umożliwiającym dysponowanie państwem i jego narzędziami. Państwo tym samym przypominało trochę rodzaj dyskontu. Mogli też w związku z tym denuncjować bliskich i krewnych, co powodowało niekiedy drastyczne konsekwencje ze strony reżimu (również innych reżimów: casus sowieckiego Pawki Morozowa, stąd uniwersalizm donosu).

A przecież w tle drastyczne kalendarium międzywojnia zarówno w czynniku wewnętrznym, jak i zewnętrznym. Zatem wiedziano. Społeczeństwo niemieckie w dominancie: a) wiedziało, b) wspierało/akceptowało. Zdecydowanie in gremio. Opór miał charakter właściwie symboliczny. To też rodzaj uniwersum reżimu, niekoniecznie nazistowskiego, po prostu reżimu. To ważny znacznik tamtej social history. I tym samym rodzaj prawidłowości: po upadku reżimu pozostają jednak – już w nowym – całkiem niemałe zasoby społeczne starego. Ze starymi postawami, świadomością, pielęgnowaną pamięcią. Podlegające zróżnicowaniu w postawach, ale stary duch raczej tam nie ginie. Konsekwencją nienajlepszy stosunek do nowego. Spoglądając szerzej, to również rodzaj prawidłowości: reżim – klęska – wychodzenie z reżimu – następstwa.

To właśnie casus Luise Solmitz i tysięcy podobnych. Rodzaj wspomnianej prawidłowości w reżimie i po reżimie. Wyróżnikiem w tym mikroprzypadku „żydowskość” męża, której się wypierał. Bohater Wielkiej Wojny, wielokrotnie odznaczany, musiał się zrzec majątku na rzecz żony. Rodzina doświadczyła wykluczenia ze wspólnoty narodowej. Ale cezura wojny 1939 przekreśliła wcześniejsze wątpliwości, pozostawiając postawę wyraziście „za Hitlerem”.

Zmienność wojny, jej destrukt, bombardowania III Rzeszy (także przypadek córki Gizeli, żony Belga, wszak „pół-Żydówki”, wnuk) zmieniły dość radykalnie postawę „denuncjatorki” – „nienawiść i przekleństwa” wobec Hitlera (s. 508). W dzienniku również: „oby Hitler zginął paskudną śmiercią”. Upust negacji – wiadomość o samobójczej śmierci Hitlera: „Był on najbardziej żałosną porażką w dziejach świata”. A „narodowy socjalizm […] połączył wszystkie zbrodnie i nieprawości wszystkich stuleci” (s. 509). Powróciła wiedza, refleksja – zmiana. Tylko co było powodem, uwarunkowaniem? I czy to zjawisko tylko wyróżnikowe (Luise doświadczona nazizmem i wojną). Czy jedynie klęska i fakt, że wojna dotarła do Niemiec i drastycznie w nie uderzyła, łącznie z zemstą zwycięzców?

Z pewnością klęska stalingradzka i jej następstwa, również alianckie (Japonia), to znaki wyraziste w ewolucji postaw niemiecko-niemieckich. Wymuszane – w przypadku Luise destrukt wynikający z mieszanego małżeństwa (mąż zamordowany w obozie koncentracyjnym).

Pytanie: czy to wszystko wystarcza? Autor: „Podobnie jak Luise Solmitz, przeważająca większość Niemców zachowała szerokie spektrum postaw i poglądów, z którymi żyli w okresie III Rzeszy. Utracili natomiast swoją wiarę w Hitlera. Sprowadził on na nich tylko śmierć i zniszczenie. Po 1945 roku nie miało być ruchu oporu wobec mocarstw okupacyjnych ani odrodzenia nazizmu” (s. 513).

Czy rzeczywiście tylko te zjawiska rozstrzygają? A może bardziej: wojna ta sama, ale nie taka sama? Social history, nieco inaczej niż dzieje polityczne, gospodarcze czy „bitewne”, szerzej spogląda na problem II wojny światowej. To również następstwo, w tym niemało polaryzacji, sporów i tzw. polityki historycznej (np., choć nie tylko, casus Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku).

Podsumowanie

Lektura tej solidnej rozprawy wymaga trudu i koncentracji. Uwagi. Postrzeganie bowiem nazizmu przez pryzmat dwudziestu dwu zróżnicowanych postaci to nie zawsze wnikliwy i wszechstronny jej obraz. To jeszcze nie obraz wojny, obraz lat 1939–1945. Ale ważny przyczynek.

Social history to możliwość spojrzenia szerszego w system, a zwłaszcza jego aspekty społeczne, zmienne. Także w zróżnicowanie. Tym samym sporo tu niepewności, a przede wszystkim zmiennych oraz spolaryzowania: z jednej strony Hitler i wierchuszka, a z drugiej reżyserka, denuncjatorka itp. Niełatwe, ale niezbędne.

Nazizm to w tej rozprawie dominanta w analizie, ale – jako historyk – spoglądam na Ludzi Hitlera również z perspektywy pewnego uniwersum. To nie tylko obraz nazizmu, III Rzeszy, to także rodzaj uogólnienia, może kontrowersyjnego, ale uogólnienia ważnego, jak sądzę: tak działa reżim. Niekoniecznie jedynie nazizm. Inne, podobne reżimy, mniej lub bardziej łagodnie, też działają. Tak jak i ich „twarze”. Jeżeli nie tożsamo. Mamy na to sporo dowodów w XX i XXI w. Więcej – reżimy nadal trwają, odbudowują często kontekst historyczny, sytuując go w nowej przestrzeni miejsca i czasu (casus napaści Federacji Rosyjskiej na Ukrainę to przejaw tego właśnie uniwersum, tak jak inne podobne przypadki w świecie AD 2026).

W tle teraźniejszość i tzw. uzasadnienia, powiedzieć, że niemądre, to nic w tym przypadku powiedzieć. 12 lutego 2026 r. Marco Rubio, ważna postać w establishmencie władzy USA, ogłosił: „Na naszych oczach świat się zmienia”. Rozumiem, że zmienną pozostaje natura, matka natura, ale świat sam, nawet na oczach, się nie zmienia. Tak sam z siebie. Zmienia się, ponieważ np. trzy postaci: prezydent USA, prezydent Federacji Rosyjskiej i sekretarz generalny Komunistycznej Partii Chin, tak sobie postanowili. Oni zmienią świat zróżnicowanymi narzędziami i – ważne – wbrew kilku miliardom ludzi. Bo oni tak chcą! Przypomnę: tak też chciał Hitler, Stalin, i wielu innych. Zapewne i tych, którzy dopiero przyjdą. To nie „świat się zmienia na naszych oczach”, to my go chcemy mniej lub bardziej zmieniać. Niekiedy pokojowo i rozwojowo, a niekiedy bojowo i bandycko, jak aktualnie ci trzej wymienieni.

Historia nie jest magistra vitae, ale cykliczność w procesie historycznym, na co w wielu miejscach tych zapisków zwracałem uwagę, i stale obecne pokusy zła to istota zjawiska reżimu. Zjawiska zła.

I dlatego ta rozprawa obok podobnych nowości wydawniczych pozostaje zjawiskiem ważnym nie tylko czytelniczo, nie tylko badawczo (świetny warsztat autora, źródła i stan badań, znakomicie wykorzystany), ale przede wszystkim społecznie. To ważne z perspektywy zarówno dziejów głupoty w świecie (nad Wisłą również), braku refleksji czy neokolonializmu, w tym nienawiści do drugiego. Obcego. Wykluczanego. To również ważny przyczynek do historii długiego trwania („Annales”). A zarazem przyczynek do zjawiska cykliczności i pokus w procesie historycznym.

W refleksji kończącej Richard J. Evans odwołuje się do historyczki Mary Fulbrook, co, jak sądzę, pozostaje uniwersalnym drogowskazem: „To nie motywacje indywidualne czy szczególne aberracje osobowościowe tłumaczą, dlaczego tylu ludzi stało się aktywnymi uczestnikami sankcjonowanych przez państwo prześladowań […]. Są to zbiorowe zjawiska społeczne, które należy rozpatrywać w szerszych kontekstach” (s. 524).

Dodałbym, to nie tylko kontekst historyczny, czas przeszły dokonany, lecz także – niestety – czas teraźniejszy, bieżący. Czas nadal pokus, reżimów, jaczejki i wojny. To nie powtórki z procesu historycznego, ale raczej rodzaj cykliczności zła i nieszczęścia. Właśnie pokus i przyzwolenia. „Nigdy więcej”, o którym stale głośno, szczególnie przy okazji rocznic, to z jednej strony przypominanie, z drugiej zaś rodzaj rachunku sumienia, jakiego „my społeczność, naród” w wielu miejscach świata nie przestrzegamy.

Biografie (trajektorie biograficzne) jako „twarze/ludzie Hitlera” to nie tylko przeszłość, choćby i nieodległa, ale i teraźniejszość. Poprzez powroty („faszyzm tu jest”, „reżimy są”). Na świecie, i to w wielu miejscach, oraz w mentalu niektórych również nad Wisłą. Co oznacza: uważajmy.

Także dzięki tym twarzom, trajektoriom biograficznym możemy wnikliwiej rozpoznać, a przede wszystkim zrozumieć, w jaki sposób – w tej rozprawie nazizm, a uogólniając, reżim – wywierał/wywiera/wywierają zgubny wpływ. I związane z tym dramatyczne następstwa.

Korekta językowa Beata Bińko

*

Słowa kluczowe: faszyzm, nazizm, wojna, okupacja, ludobójstwo, biografia, „twarz” jako źródło historyczne

Bibliografia

Albright M., Faszyzm. Ostrzeżenie, tłum. K. Mironowicz, Warszawa 2018.

Arendt H., Eichmann w Jerozolimie. Rzecz o banalności zła, tłum. A. Szostkiewicz, wyd. 2, Kraków 2022.

Browning Ch.R., Zwykli ludzie. 101. Rezerwowy Batalion Policji i „ostateczne rozwiązanie” w Polsce, tłum. P. Budkiewicz, wyd. 2, Poznań 2024.

Chrobaczyński J., „A więc wojna”. Społeczna historia Krakowa 1939–1945. Studia, Toruń 2024.

El-Hai J., Norymberga. Naziści oczami psychiatry, tłum. J. Skowroński, Wołowiec 2025.

Evans R.J., The Diaries of Luise Solmitz, w: Sisters of Subversion: Histories of Women, Tales of Gender, red. W. de Blécourt, Amsterdam 2008.

Evans R.J., Ludzie Hitlera. Twarze Trzeciej Rzeszy, tłum. M. Antosiewicz, Kraków 2025.

Faszyzm, który nadchodzi. Rozmowy Przemysława Witkowskiego, Warszawa 2023.

Frank N., Mój ojciec Hans Frank, tłum. E. Kacprzycka, J. Kwiatkowski, Warszawa 1991.

Goldhagen D.J., Gorliwi kaci. Zwyczajni Niemcy i Holocaust, tłum. W. Horabik, Warszawa 1999.

Herer M., Skąd ten faszyzm?, Warszawa 2024.

Jarzyna G., Magnetyzm serca, spektakl Grzegorza Jarzyny (zrealizowany pod pseudonimem Sylwia Torsh) z 1999 r.

Lifton R.J., Nazistowscy lekarze. Mord medycyny i psychologia ludobójstwa, tłum. M.J. Klich, Kraków 2024.

Rees L., Umysł nazisty. 12 ostrzeżeń z historii, tłum. J. Dzierzgowski, Warszawa 2025.

Schache R., Magnetyzm serca, tłum. D. Kuczyńska-Szymala, Katowice 2011.

Sontag S., Fascynujący faszyzm, w: tejże, Pod znakiem Saturna, tłum. D. Żukowski, Kraków 2014.

Stanley J., Jak działa faszyzm. My kontra oni, tłum. A. Gustowski, A. Stelmach, Warszawa 2021.

*

Jacek Chrobaczyński

ORCiD: 0000-0001-7896-2494

(bez afiliacji: profesor emeritus)

Podążając za Hitlerem

(notatki i uwagi z lektury)

Obszerna rozprawa Richarda J. Evansa, Ludzie Hitlera. Twarze Trzeciej Rzeszy (tłum. Maciej Antosiewicz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025) to udana próba spojrzenia na niemiecki nazizm przez pryzmat biografii. Uszeregowanych wedle dobrze dobranego autorskiego klucza: wódz, paladyni, wykonawcy, narzędzia (ponadto: Przedmowa, Prolog, Zakończenie, Epilog, Przypisy, Spis źródeł ilustracji, Indeks nazwisk – łącznie 620 stron).

Biografie zaś w tekście są dwadzieścia dwie – zróżnicowane: Hitler i czołówka III Rzeszy, wojskowi, ludzie kultury, dyplomaci, robotnicy, biurokraci, a także „zwyczajni Niemcy”. Świetnie dobrany przekrój społeczny, choć nie jest to znacząca próba socjologiczna. W niemałym stopniu jednak reprezentatywna.

Całość łączy, co nie jest zadaniem łatwym, historię makro z historią mikro. Atutem rozprawy pozostaje dominanta social history.

To nie kolejna synteza czy monografia nazizmu, III Rzeszy, funkcjonariuszy i zwyczajnych ludzi. To raczej spojrzenie socjologiczne, niepozbawione emocji. Obszerność rozprawy utrudnia solidną analizę i recenzję. Stad też pewien tu rodzaj eksperymentu – zapiski z lektury.

*

Jacek Chrobaczyński

ORCiD: 0000-0001-7896-2494

(no affiliation: professor emeritus)

Following Hitler

(notes and notes from reading)

Richard J. Evans’s extensive treatise, Hitler’s People: Faces of the Third Reich (Polish edition: Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025), is a successful attempt to look at German Nazism through the lens of biography. They are arranged according to the author’s carefully chosen key: leader, paladins, executors, tools (also includes: List of Illustrations, Preface, Prologue, Conclusion, Epilogue, Notes, Bibliography, Index – 620 pages in total).

The text contains twenty-two biographies – diverse: Hitler and the leading figures of the Third Reich, but also military personnel, cultural figures, diplomats, workers, bureaucrats, and “ordinary Germans.” This is a well-chosen social cross-section, though not a significant sociological sample. Nevertheless, it is representative to a considerable degree.

The whole combines macro and micro history, which is no easy task. The dominant feature of this dissertation remains its dominant social history.

This is not just another synthesis or monograph on Nazism, the Third Reich, functionaries, and ordinary people. It is rather a sociological perspective, not devoid of emotion. The dissertation’s breadth precludes a thorough analysis and review. Hence, a certain kind of experiment here – notes from reading.

*

Jacek Chrobaczyński – krakowski historyk. Specjalizuje się w najnowszych dziejach Polski i powszechnych, historii Krakowa, biografistyce, socjo- i psychohistorii oraz antropologii historycznej. Do 2021 r. związany z Uniwersytetem Pedagogicznym. Współpracownik Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau i Centrum Badań Holokaustu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

W dorobku naukowym ma dwadzieścia kilka książek, blisko 200 tekstów pomniejszych (w tym w językach obcych), udział w kilkudziesięciu konferencjach naukowych (krajowych i zagranicznych), wypromowanych 24 doktorów, 160 magistrów, udział w przewodach profesorskich, habilitacyjnych i doktorskich.

Odznaczony Medalem św. Krzysztofa Muzeum Krakowa.

  1. R.J. Evans, Ludzie Hitlera. Twarze Trzeciej Rzeszy, tłum. M. Antosiewicz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025.
  2. M. Herer, Skąd ten faszyzm?, Warszawa 2024; Faszyzm który nadchodzi. Rozmowy Przemysława Witkowskiego, Warszawa 2023; M. Albright, Faszyzm. Ostrzeżenie, tłum. K. Mironowicz, Warszawa 2018; J. Stanley, Jak działa faszyzm. My kontra oni, tłum. A. Gustowski, A. Stelmach, Warszawa 2021.
  3. Por. L. Rees, Umysł nazisty. 12 ostrzeżeń z historii, tłum. J. Dzierzgowski, Warszawa 2025.
  4. Por. J. El-Hai, Norymberga. Naziści oczami psychiatry, tłum. J. Skowroński, Wołowiec 2025.
  5. D.J. Goldhagen, Gorliwi kaci. Zwyczajni Niemcy i Holocaust, tłum. W. Horabik, Warszawa 1999.
  6. Szerzej: J. El-Hai, Norymberga.
  7. Tamże.
  8. Dowodzi tego całkiem spory już zasób dostępnych źródeł i literatury przedmiotu. Kilka najnowszych pozycji w przypisach.
  9. Tu nawiązanie do: Magnetyzm serca, spektaklu Grzegorza Jarzyny (zrealizowany pod pseudonimem Sylwia Torsh) z 1999 r. Premiera odbyła się 14 marca 1999 r. w Teatrze Rozmaitości (dziś TR Warszawa). Ostatni spektakl Magnetyzmu serca odbył się w 2008 r. Por też R. Schache, Magnetyzm serca [tytuł oryginału: Das Geheimnis Des Herzmagneten], tłum. D. Kuczyńska-Szymala, Katowice 2011.
  10. H. Arendt, Eichmann w Jerozolimie. Rzecz o banalności zła, tłum. A. Szostkiewicz, wyd. 2, Kraków 2022.
  11. D.J. Goldhagen, Gorliwi kaci
  12. Ch.R. Browning, Zwykli ludzie. 101. Rezerwowy Batalion Policji i „ostateczne rozwiązanie” w Polsce, tłum. P. Budkiewicz, wyd. 2, Poznań 2024.
  13. Szerzej: J. Chrobaczyński, „A więc wojna”. Społeczna historia Krakowa 1939–1945. Studia, Toruń 2024.
  14. Tamże, s. 789.
  15. Szerzej: J. El-Hai, Norymberga…; L. Rees, Umysł nazisty
  16. N. Frank, Mój ojciec Hans Frank, tłum. E. Kacprzycka, J. Kwiatkowski, Warszawa 1991.
  17. Por. też: R.J. Lifton, Nazistowscy lekarze. Mord medycyny i psychologia ludobójstwa, tłum. M.J. Klich, Kraków 2024.
  18. Jej trzon to pięcioro studentów monachijskiego uniwersytetu: rodzeństwo Hans i Sophie Schollowie oraz Christoph Probst, Alexander Schmorell i Willi Graf. Szóstym członkiem trzonu grupy został profesor Kurt Huber. Biała Róża stawiała sobie za cel obalenie systemu nazistowskiego pokojowymi metodami. Aktywiści pisali, powielali i dystrybuowali ulotki, a także malowali w publicznych miejscach antynazistowskie hasła. W 1943 r. wszyscy jej główni członkowie podczas procesów pokazowych przed Trybunałem Ludowym zostali skazani na śmierć przez ścięcie (przewodniczył tym rozprawom sędzia Roland Freisler). Działalność rodzeństwa Schollów w Monachium zainspirowała uczniów i studentów do stworzenia podobnej grupy w Hamburgu.
  19. Por. głośny esej amerykańskiej pisarki Susan Sontag Fascynujący faszyzm, opublikowany w „New York Review of Books” 6 lutego 1974 (wyd. polskie: Fascynujący faszyzm, w: tejże, Pod znakiem Saturna, tłum. D. Żukowski, Kraków 2014). Sontag potraktowała cały dorobek Riefenstahl jako przykład faszystowskiej estetyki w działaniu.
  20. Por. R. J. Evans, The Diaries of Luise Solmitz, w: Sisters of Subversion: Histories of Women, Tales of Gender, red. W. de Blécourt, Amsterdam 2008.
  21. Interesujący przyczynek: Friedrich Solmitz „ukrywał sekret”: był Żydem, stąd zapewne perturbacje ze ślubem i z narodzinami dziecka.