Po zakończeniu okupacji sowieckiej tzw. Kresów Wschodnich Drugiej Rzeczypospolitej w czerwcu i lipcu 1941 r. struktury konspiracji wojskowej i politycznej podporządkowane rządowi polskiemu na uchodźstwie należało praktycznie odbudowywać od podstaw. Zostały one rozbite przez sowieckie struktury siłowe. Proces ten przebiegał z olbrzymimi trudnościami wynikającymi z braku wyszkolonej kadry, szczególnie oficerskiej. W odbudowie Związku Walki Zbrojnej, a następnie Armii Krajowej w Okręgu Wołyń dużą rolę odegrali oficerowie związani z „Wachlarzem”. Tak nazywano wydzieloną strukturę dywersyjną ZWZ-AK, która działała w latach 1941–1943. Jej głównym celem było prowadzenie akcji sabotażowych i wywiadowczych na tyłach frontu wschodniego, czyli terenach Ukrainy, Białorusi i Litwy, aby sparaliżować transporty zaopatrzeniowe dla armii niemieckiej.
Pierwszą polską miejscowością, która stała się symbolem „antypolskiej akcji” na Wołyniu przeprowadzonej przez partyzantów Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów – Ukraińskiej Powstańczej Armii, były Parośla. Na początku lutego 1943 r. pierwszej zorganizowanej, masowej zbrodni na Polakach dokonała tam pierwsza sotnia wołyńska UPA dowodzona przez Hryhorija Perehijniaka „Dowbeszkę”-„Korobkę”. Zginęło około 150 osób.
Trzon „banderowskiej” partyzantki na tym terenie stanowili członkowie Ukraińskiej Policji Pomocniczej, formacji kolaborującej z Niemcami. W marcu 1943 r. kilka tysięcy policjantów zdezerterowało z jej szeregów z bronią w ręku. Mieli za sobą wyszkolenie i doświadczenie wojskowe oraz współudział w zbrodniach na miejscowej społeczności żydowskiej.
W 1943 r. na Wołyniu mieszkało nieco ponad 300 tys. Polaków, a Ukraińców ponad 1,4 mln. Pierwsze informacje wskazujące na to, co może czekać ludność polską na Wołyniu z rąk partyzantki UPA, dotarły do dowództwa Inspektoratu Równe AK za sprawą cichociemnego ppor. Lecha Łady „Żagwi” (zginął w maju 1943 r.). Przeniknął on w struktury kierownicze lokalnego podziemia ukraińskiego na Wołyniu, dzięki czemu pozyskał informacje o planowanym powstaniu ukraińskim i przyświecających mu celach. Walka miała być prowadzona z Sowietami, Niemcami i Polakami. Z przekazanych przez niego danych wynikało, że „sprawę polską” planowano rozwiązać tak jak Niemcy rozwiązali na Wołyniu „sprawę żydowską”. Przed wojną mieszkało tam prawie 200 tys. Żydów, których Niemcy wymordowali przy ukraińskim współudziale. Raport ppor. „Żagwi” został zignorowany. Nie uwierzono mu. Wydarzenia z kolejnych tygodni i miesięcy 1943 r. potwierdzały to, że akcja przeciwko Polakom była zaplanowana, zorganizowana, przeprowadzona z wielką brutalnością – zabijano bezbronną ludność cywilną, bez względu na wiek i płeć. Zastosowane działania miały skłonić pozostałych Polaków do opuszczenia tych terenów. Jednym z głównych architektów „antypolskiej akcji” na Wołyniu był dowódca OUN-UPA na Wołyniu i Polesiu Dmytro Klaczkiwśkyj „Kłym Sawur”.
Brutalne akcje ukraińskie wymierzone w Polaków na wschodnim Wołyniu z wczesnej wiosny 1943 r. zaskoczyły zarówno samą ludność, jak i przywódców miejscowego podziemia polskiego. Zaczęto się zastanawiać, jak ratować życie bezbronnej społeczności. Oddolnie przystąpiono do tworzenia lokalnych placówek samoobrony, choć przeważnie ośrodki te organizowali zaprzysiężeni żołnierze AK, co musieli utrzymywać w tajemnicy. Początkowo były one niemal pozbawione uzbrojenia, a ich działalność polegała na patrolowaniu i ostrzeganiu ludności przed zbliżającym się zagrożeniem. Z biegiem czasu pozyskiwano broń z różnych źródeł. Zwracano się też o pomoc w ochronie ludności do okupanta niemieckiego. Zdarzały się przypadki przekazywania polskim placówkom pojedynczych karabinów starego typu, co legalizowało posiadanie broni przez Polaków.
Dopiero po kolejnej fali ataków ukraińskich na ludność polską z lata 1943 r. zapadła decyzja o utworzeniu na Wołyniu lotnych oddziałów partyzanckich AK, które miały wspierać lokalne samoobrony. Warto pamiętać, że pierwsze instrukcje dotyczące zalążków oddziałów partyzanckich AK w okupowanej Polsce pochodziły z okresu styczeń–marzec 1943 r. Zdaniem rozmówcy AK na Wołyniu zrobiła tyle, ile mogła przy niewielkich możliwościach. Ważną zmienną utrudniającą sprawne działania był konflikt między dowództwem Okręgu Wołyń AK (płk Kazimierz Bąbiński „Luboń”) a Okręgową Delegaturą Rządu na Kraj (Kazimierz Banach, związany z ruchem ludowym). Główną oś sporu stanowiło podejście do kwestii ukraińskiej. Wraz z narastającą skalą „antypolskiej akcji” struktury wojskowe z płk. „Luboniem” na czele chciały podjęcia zdecydowanych działań zbrojnych. Z kolei Kazimierz Banach opowiadał się za rozwiązaniami politycznymi i próbami negocjacji, aby stonować konflikt. Spełzły one na niczym, gdyż delegaci (ppor. Zygmunt Jan Rumel „Krzysztof Poręba”, komendant VIII Okręgu Wołyń Batalionów Chłopskich; por. Krzysztof Markiewicz „Czart”, przedstawiciel Okręgu Wołyń AK) wysłani na rozmowy w lipcu 1943 r., w przeddzień tzw. krwawej niedzieli 11 lipca, zostali zamordowani przez Ukraińców.
Pomysł tworzenia placówek samoobrony na Wołyniu miał się opierać na skupianiu rozproszonej ludności polskiej w silniejszych ośrodkach. Janowa Dolina (przedwojenny powiat kostopolski) była jednym z takich ośrodków na tym terenie. Stacjonował tam garnizon niemiecki. Do osady napływała przerażona ludność z mniejszych miejscowości wschodniego Wołynia, licząc na bezpieczeństwo. Niestety, w ataku z 23 kwietnia 1943 r. zamordowanych zostało około 600 Polaków, pozostali uciekli.
Po największej fali mordów na ludności polskiej z lipca 1943 r. w drugiej połowie tego miesiąca dzięki konsensusowi między strukturami wojskowymi i politycznymi zapadła decyzja o utworzeniu dziewięciu lotnych oddziałów partyzanckich AK. Łącznie liczyły one około tysiąca żołnierzy, początkowo niezbyt dobrze uzbrojonych, co poprawiło się wraz ze zdobywaniem broni w walce. Były one zdecydowanie słabsze od sił, jakimi dysponowali Ukraińcy. Miały być mobilne i w razie potrzeby udzielać pomocy bazom samoobrony polskiej.
Największym ośrodkiem polskiej samoobrony było Przebraże (przedwojenny powiat łucki). Skupiło się tam około 10 tys. Polaków z okolicznych miejscowości. Organizatorem i komendantem tej placówki był Henryk Cybulski „Harry”. Przedwojenny leśnik, deportowany na Syberię, uciekł stamtąd i wrócił pieszo na Wołyń. Następnie żołnierz AK. Miał opinię świetnego organizatora, cieszył się dużą estymą wśród tamtejszej ludności. Sformował kilkusetosobowy oddział samoobrony. Największy atak na ośrodek został odparty dzięki pomocy lotnego oddziału AK i partyzantki sowieckiej.
Innym ośrodkiem samoobrony była Huta Stepańska (przedwojenny powiat kostopolski). Długo broniła się prze atakami UPA, jednak ostatecznie zgromadzona tam ludność polska (około 5,5 tys. osób) musiała zostać ewakuowana. W trakcie ewakuacji część Polaków zginęła z rąk ukraińskich. Kolejny ośrodek wart wspomnienia to Huta Stara (przed wojną również powiat kostopolski). Jej obrona uznawana jest za jedno z największych polskich zwycięstw nad oddziałami UPA na Wołyniu. Przetrwała do momentu wkroczenia na te tereny Armii Czerwonej w styczniu 1944 r. W listopadzie 1943 r. samoobrona (dowódca por. cc. Władysław Kochański „Bomba”, wcześniej bronił Huty Stepańskiej) zadała UPA większe straty, niż sama poniosła.
Ważny ośrodek samoobrony powstał w lipcu 1943 r. w Zasmykach (przedwojenny powiat kowelski). Zorganizował go ppor. rez. Henryk Nadratowski „Znicz”. Samoobronę wspierały oddziały lotne AK dowodzone przez kpt. Władysława Czermińskiego „Jastrzębia” i por. cc. Michała Fijałkę „Sokoła”. Na początku 1944 r. Zasmyki stały się jednym z ośrodków koncentracji 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. Był to kolejny dramatyczny moment dla ludności cywilnej zgromadzonej w tych ośrodkach. Członkowie samoobrony jako żołnierze AK musieli pozostawić bronioną dotychczas ludność cywilną i udać się na punkty mobilizacyjne 27 WDP AK, przygotowującą się do przeprowadzenia akcji „Burza” na Wołyniu. Niektórzy nie wykonali tego rozkazu (Przebraże).
Oddziały samoobrony nie ograniczały się jedynie do obrony pasywnej. Atakowały nie tylko oddziały UPA, lecz także wioski ukraińskie, które były bazami wypadowymi UPA oraz źródłem aprowizacji. Wobec takich wsi przeprowadzano akcje odwetowe jako wyraz zemsty za mordy na ludności polskiej.
Na Wołyniu ofiarą działań UPA padło od 40 do 60 tys. Polaków, z czego z imienia i nazwiska znamy ponad 20 tys. ofiar. Natomiast około 100 tys. zostało zmuszonych do ucieczki na terytorium Generalnego Gubernatorstwa, ponadto sto kilkadziesiąt tysięcy wysiedlono w ramach akcji ekspatriacyjnej po 1944 r. Ze strony oddziałów AK i polskich samoobron zginęło na Wołyniu około 3 tys. ukraińskiej ludności cywilnej. Z kolei na terenie Galicji Wschodniej UPA zamordowała ponad 30 tys. Polaków, a oddziały polskie zabiły tam około tysiąca Ukraińców. W ośrodkach polskiej samoobrony ocaliło życie 25–30 tys. ludzi.
Zapraszamy do obejrzenia i wysłuchania rozmowy z dr. Mariuszem Zajączkowskim, historykiem, pracownikiem Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk i Wojskowego Biura Historycznego.
Korekta językowa Beata Bińko
