Dość dawno temu w jednym z polskich kabaretów Tadeusz Ross, jako Zulu-Gula, zwykł był mawiać, rozpoczynając występ: „Jest taka kraj” 1 . To, chyba tylko nieco, inspiracja Ubu królem czyli Polakami 2, ale być może się mylę. Fraza „jest taka kraj” nasunęła mi się na myśl, i to bardzo szybko, w trakcie lektury poważnej naukowej rozprawy pióra świetnego badacza, psychologa społecznego, prof. Michała Bilewicza 3.
Już sam tytuł, Traumaland, przyciąga uwagę. Dlatego nie bez powodu recenzenci tej fascynującej rozprawy przekonują czytelniczo na okładce:
„To jest książka dla odważnych i dociekliwych, którzy nie wierzą w jednowymiarowy obraz Polski – z której albo mamy być dumni, albo mamy się jej wstydzić” (prof. Bogdan de Barbaro, psychiatra i psychoterapeuta);
„Książka Traumaland jest napisana w przyjazny czytelnikowi sposób, przywołując liczne przykłady ze świata, wyniki najnowszych badań psychologicznych – ale jest też bogata w przemyślenia i refleksje autora. Lektura tej książki to prawdziwa przygoda czytelnicza, a w końcu nie jest łatwo pisać prosto na tak wymagający temat” (Daniel Bar-Tal, psycholog społeczny).
Nie zaprzeczam, Traumaland przykuwa wzrok już w księgarni i – zdecydowanie – jest też dla otwartych i odważnych myślowo. Często myślących inaczej, niż nakazują obowiązujące podręczniki, a czasem nawet niektóre rozprawy naukowe czy wypowiedzi akademickie. Zresztą nie tylko historyków. W wolnej nauce jedynie dyskurs, a nie monologizm stanowi fundament naukowej retrospekcji i dysputy. Niekoniecznie zaś dotyczy ten wymóg polityków, ideologów, propagandzistów, często księży i podobnych. Ta świetna rozprawa jest właściwie o historii, jej kontekstach i „otoczeniu”. Ale autor nie rezygnuje zarazem ze spojrzenia przez pryzmat „bieżącości”, w tym – zrozumiałe – również polityki (Covid-19, wojna Rosji przeciw Ukrainie). Rozumie też dobrze, że historia to szczególny rodzaj dyscypliny naukowej (a także edukacji) – nie empirycznej, jak fizyka, chemia czy biologia. I nie tak abstrakcyjnej, jak matematyka czy fizyka teoretyczna. Ale jest historia dyscypliną nauki. To ważne w tej rozprawie.
Problem w tym, że historycy nie są w stanie zaglądnąć w każde miejsce procesu historycznego, zarówno w perspektywie makrohistorii, jak i jej formatu mikro, w tym i „nazwiskowego”. Z różnych zresztą powodów nie mogą tego uczynić. Już to źródłowego, już faktograficznego itp. To, zapewne jakiś rodzaj słabości badań historycznych. Gdy jednak uważnie śledzi się bibliografię, dowodnie widać, że wiele tych „dziur” zróżnicowanym wysiłkiem – lokalnym, regionalnym – bywa rejestrowanych, opisywanych, analizowanych. Niemniej syntezy historyczne mają swoje prawa, swoje objętości (nakładowe), wreszcie swoje kosztorysy. Tym samym często nie sięgają, nie spoglądają w stronę mikro. Bilewicz, na szczęście, nie pomija tego zagadnienia, szczególnie ostatni rozdział to interesująca refleksja psychologa społecznego. Choć jako historyk protestuję przeciw formule „co by było, gdyby” lub „gdyby historia potoczyła się inaczej”. To bardzo ryzykowne, niewarsztatowe, ale rozumiem pokusę. Boję się natomiast następstw nie tylko w rozumieniu procesu historycznego, ale i – może to nawet ważniejsze – w edukacji. Zapewne łatwiej to uczynić w sztuce (np. dwa zakończenia), może w literaturze, muzyce. Ale z pewnością nie w dyscyplinie „historia”.
Dlatego założenie, że historia pozostaje dyscypliną nauki, a zarazem ważnym przedmiotem w edukacji, to istotna składowa wymogów, jakie powinniśmy respektować, uprawiając – mówiąc językiem nauki – naukę (warsztat, źródła, analiza, pytania badawcze itd.). Więcej: „zawód: historyk” w sporym stopniu zobowiązuje 4. To zawód społeczny, że tak to ujmę, zawód trudny, a często wręcz niebezpieczny (procesy sądowe wytaczane historykom).
Dotyczy to zarówno wymiaru wspominanej już historii makro, jak i historii mikro, szczególnie tej ostatniej, w niej bowiem na przykład „nazwisko” bywa jak uderzenie granatu (wioska, kamienica itp. dowiaduje się, kim w rzeczywistości był jej mieszkaniec, sąsiad). Ale to również składowa procesu historycznego – faktografii bardziej, w tym mniej pozytywnej, chwalebnej. Stąd z pewnością analizowane w Traumalandzie traumy, złe doświadczenia, w następstwie złe wspomnienia, które jako historycy czytamy, analizujemy, wykorzystujemy, cytujemy (np. casus Jedwabnego itp.), mają niemałe znaczenie. To często nie tylko społeczne czy polityczne lub ideologiczne wstrząśnienie, i to bez zmieszania. To jednocześnie ból jednej ze stron, niedowierzanie innej („Polacy tacy nie byli”, „tak się nie zachowywali” itp.). Wreszcie trauma strony jeszcze innej. W rezultacie pokusa, spory, niedopowiedzenia, manipulacja, a niekiedy więcej – awantury (np. awantura o nowelizację ustawy o IPN – skala wręcz międzynarodowa). Sprawcy i współsprawcy, winni, mniej winni, niewinni itd. to także niełatwe często zagadnienie. Ale to też historia, badanie procesu historycznego. Z traumą historyka-badacza? Szczególnie w zderzeniu z tzw. politykiem historycznym, który nieraz (władza) dysponuje stosownym instrumentarium nakazowym, zakazowym, cenzuralnym. Wreszcie wykluczającym czy dezawuującym dorobek (casus zespołu badawczego IFiS PAN prof. Barbary Engelking, z udziałem instytucji państwowej – IPN – w roli głównej).
Dlaczego tak jest? Ano dlatego, że historyk stale ogląda się za siebie. I nie dysponuje, jak fizyk, chemik czy biolog potężnym zapleczem laboratoryjnym, w którym w nieskończoność może badać, doświadczać, analizować, weryfikować, wreszcie dowodzić. Historyk dysponuje czymś znacznie słabszym – źródłem. Zatem czymś nie zawsze precyzyjnym, w pełni umożliwiającym analizę itd. Często to źródło subiektywne, czasem wiersz, spojrzenie literackie. Nie dysponuje też laboratorium, w którym cokolwiek z historii – czasu bezpowrotnie minionego – można by powtórzyć. Raz jeszcze sprawdzić, zweryfikować itd. To słabość postępowania badawczego historyka. Więcej: gdy rozumiemy, że „historia się nie powtarza” (choć powszechnie – niestety – słyszymy, iż się powtarza), możemy najwyżej mówić o pewnego rodzaju cykliczności zjawisk, jak wojny, rewolucje, bitwy itp. To przecież nie powtarzalność, lecz właśnie rodzaj cykliczności. Bitwa pod Grunwaldem czy wojna trzynastoletnia, Wielka Wojna 1914–1918 czy druga wojna światowa (1939–1945) to zjawiska/wydarzenia suwerenne. Niepowtarzalne z pewnością, pomijając pojęcie „wojna”. A to, że w Wielkiej, czy drugiej zabijano, niszczono, ginęli ludzie – to właśnie też cykliczność, a nie powtarzalność.
W procesie historycznym obowiązuje kanon pewnych stałych: ciągłość i zmiana, czas i przestrzeń. Niepowtarzalność w historii to jedno, ale dopełniają ją wspomniane ciągłość i zmiana. Rytm procesu historycznego pozostaje zmienną zróżnicowaną. To rytm dynamiczny. To samo w procesie historycznym niekoniecznie oznacza tak samo, szczególnie gdy spoglądamy na proces historyczny jako „zjawisko długiego trwania” (francuska szkoła „Annales”).
Nauka historyczna, jak i inne dyscypliny, porusza się w obszarze pytania fundamentalnego – dlaczego (?).Historyk, badając zjawiska, fakty procesu historycznego, ich sekwencję, układ kauzalny, stara się zatem je wyjaśnić. Przy braku empirii powoduje to często interpretacyjny dyskurs, niejednokrotnie spór. A i pokusę/nieszczęście – manipulację. Uprawianie historii bywa niekiedy również pokusą, ale też bywa, niestety, jak o tym wyraziście mówi prof. Joanna Tokarska-Bakir, fetyszem. Dodam, historia to również ulubiony przedmiot ideologów, propagandzistów i kłamców, w tym religijnych.
Dlaczego? Ano dlatego, że nie tylko „Polacy” (podtytuł rozprawy Bilewicza), lecz także inni najczęściej żyją „w cieniu przeszłości”. Zwykle to efekt zarówno edukacji, jak i wielu innych czynników, wykorzystywanych, akcentowanych, „obchodzonych” – rocznice, święta, daty/refleksy itd. Gdy zaś pojawia się władza niedemokratyczna, reżim totalitarny czy autorytarny, edukacja staje się swego rodzaju funkcją systemu narzucanego, a przy tym sprawnym narzędziem formowania postaw, tzw. świadomości historycznej, wreszcie postaw i strategii postępowania. Często też, używając cenzury, zakazów, nakazów, wytycznych, historia może się stawać narzędziem czy wręcz pałką. Mamy to zapisane w dziejach państwowości, w dziejach społecznych, a także w pamięci, doświadczeniu czy już postpamięci. tj. pamięci przekazywanej.
*
Ten wstęp/wprowadzenie otwiera główne pola badawcze Bilewicza. Traumaland to nie tylko solidne badawcze/źródłowe spojrzenie psychologa społecznego na zjawiska i procesy, wydarzenia oraz bilanse historyczne. To również analiza zjawisk okołohistorycznych – doktrynalnych, pseudonaukowych, mitów i wielu innych zjawisk, z którymi się często spotykamy. Gdy dziennikarz komentujący strzeloną bramkę analizując zjawisko, zazwyczaj używa frazy „to już historia”, bezwiednie, być może, dowodzi, że to jeszcze zdecydowanie „nie historia”, lecz fakt, który zaistniał. Historia pojawia się wtedy, gdy wyjaśniamy zjawisko, gdy stawiamy pytanie dlaczego, a także spoglądamy z perspektywy nie tylko prostego bilansu (ta strzelona bramka), ale i uwarunkowań, wyborów, następstw. To niełatwe.
Nie wnikając głębiej w ten dyskurs, warto – spoglądając na rozprawę Bilewicza – wskazać główne zjawiska, którymi się zajął i które solidnie, tak jak historyk, ale przede wszystkim psycholog społeczny, analizuje. To interdyscyplinarne spojrzenie pozostaje dużą wartością omawianej publikacji. A, gdy dodamy jeszcze język narracji – przystępny, często dowcipny, z ciekawym wykorzystaniem cytatów (choć przecież to analiza poważnych spraw), otrzymujemy rzeczywiście „książkę dla odważnych”. Mamy wszak w niemałym stopniu jakoś tam poukładany świat i ogląd przeszłości. To rezultat wielu uwarunkowań, nie tylko edukacji, zresztą zmiennej i często uwikłanej, lecz także przekazów różnego rodzaju, rodzinnych, środowiskowych, czasem kazań historycznych. Niekiedy zaś ktoś inny napisał, wypowiedział, podsunął – pracę, artykuł, film, sztukę, esej itd. To częste zjawiska zderzeniowe w spoglądaniu na proces historyczny, na klęskę, ale i zwycięstwo w historii. Zawarty pokój, decyzja czynnika zewnętrznego. Wreszcie agresja, okupacja, okupant – okupowani, doświadczenie bezpośrednie zarówno w makro-, jak i w mikroperspektywie (social history).
Jak to skomplikowane, dynamiczne i dynamicznie się zmieniające – dyskurs i antydyskurs, monologizm z cenzurą w tle – dowodzą poszczególne części tej rozprawy (warto tu zwrócić uwagę na powtarzalność pojęcia „trauma”):
Wstęp
Trauma (czas wojny, krajobraz po bitwie)
Dziedzictwo traumy (trauma drugiego pokolenia, dziedziczenie urazów, wtórna traumatyzacja, „efekt mediów”, trauma historyczna, ekspozycje grozy, skąd w Polsce PTSD 5)
Potyczki z historią (narodowa nadwrażliwość, rozmaite lekcje historii, narcystyczna osobowość traumalandu, historia jako przyczyna i skutek bezradności, mrzonka narodowego heroizmu, zniekształcone interpretacje historii)
Kraina spisków (mentalność spiskowa, historia nauczycielką życia?, przystosowani do traumy, teorie spiskowe w traumalandzie, retraumatyzacja lat dziewięćdziesiątych, ubóstwo i spiski, pułapka nieufności)
Życie w traumalandzie (katastrofa: rok 2010, panika: rok 2015, epidemia: rok 2020, wojna u bram: rok 2022, kraina malkontentów)
Ucieczka z traumalandu (trauma nieuznawana, uznanie przeszłości narodu, ku sprawczej historii)
A gdyby tak przepisać historię? (przepisywanie dziejów narodu, ku sprawczej historii)
Zamiast zakończenia, Podziękowania, Przypisy (liczne, solidne, interdyscyplinarne), Prace cytowane, Indeks osób i pojęć (czyli narzędzia).
Już ten przegląd i jego język dowodzą rozlicznych kontekstów. To rodzaj przekładańca – historyka i psychologa, źródła/faktu historycznego i jego następstw z psychologicznymi, z psychiatrycznymi włącznie, akcentacjami autorskimi. Pełne spektrum oglądu interpretacyjnego, z wykorzystaniem – również – przykładów oraz badań międzynarodowych. To szerokie spojrzenie nie tylko na historię, proces historyczny, jego uwarunkowania, ale i zjawisko edukacyjne. Obecność historii w społeczeństwie, w social history. Także spór, a często kłótnia i przykłady brzydkich działań. Kosztów zresztą też.
Dwie składowe dopowiedziałbym po analizie tej rozprawy:
- Trochę zabrakło mi spojrzenia psychologa na tzw. politykę historyczną, w końcu ważne narzędzie oddziaływania, a nawet sporu. Nie uznaję polityki historycznej, choć rozumiem, że „była, jest i będzie”. Tak zwana polityka historyczna w przeciwieństwie do nauki historycznej nie jest dyscypliną nauki – jest polityką. Jej odmianą szczególną, często niszczącą. Zatem bardziej narzędziem, manipulacją. Sporo zapisano w ramach tzw. polityki historycznej, wytyczono też sporo – wskazań i zaleceń. Utrwalono błędne narracje, które z kolei stawały się fundamentem edukacji, a także wytyczną wychowawczą. Ocenianą! Nagradzaną! Następstwem, już w tym kontekście zrozumiałym, stawały się nibynaukowe recenzje, nibynaukowe awanse, nibynaukowy dialog/dyskurs itp. Również wytyczne, wskazania, zalecenia, w tym i tzw. naukowe. Sporo interesujących przykładów/dowodów, chociażby: Historia nie dla idiotów czy Roztrzaskane lustro. Upadek cywilizacji zachodniej, wreszcie głośny HiT – zalecenie edukacyjne.
- Zabrakło mi też spojrzenia psychologa społecznego na następujące zjawisko: historyk latami wygrzebuje w archiwach zróżnicowane źródła, czyta je, analizuje, opisuje, cytuje. I tak latami – zło, większe zło, niszcząca siła wojny, bo „wojny [najpierw] rodzą się w umysłach ludzi”, jak głosi znana deklaracja ONZ. Pytanie do psychologa społecznego: czy historyk, de facto jakoś przeżywając tę lekturę źródeł, też popada/może popaść w jakąś odmianę „traumy historycznej”? Przez stałą, wielokrotną lekturę tych źródeł doświadcza złego? Doświadcza wszak lekturowo niejednej śmierci, ludobójstwa, struktur i organizacji bandyckich – Gestapo – i je rozgryza na co dzień. Może warto się zastanowić: czy, a jeżeli tak, to w jaki sposób, i jak zbadać psychologicznie oddziaływanie tego na psychikę historyka? Co z tego wynika? Fakt, ciepły gabinet, wygodne biurko i lektura wspomnienia uratowanych z Zagłady: żydowskiej kobiety, dziecka, starca (to tylko przykład). Jak to, i czy, przeżywa to historyk/historyczka? Wreszcie, co z tego wynika/może wynikać? Mam tu własne obserwacje, ale rad bym przeczytać solidną analizę psychologiczną. Bo takie zajmowanie się historią, moim zdaniem, to również „odkładające się”, i to latami, warstwy „traumy historycznej”. Nie można, tak sądzę, przywyknąć, zobojętnieć – „bo tyle się tego naczytałam/naczytałem”.
- Osobiste doświadczenie: przez lata zajmując się relacjami polsko-żydowskimi i żydowsko-polskimi, bo to nie to samo, prowadziłem zajęcia dla nauczycieli w ramach Studium Podyplomowego Totalitaryzm – Nazizm – Holocaust. Do grona wykładowców poza międzynarodowym zespołem badaczy należeli zazwyczaj także „świadkowie historii” – więźniowie KL Auschwitz. To były trudne zajęcia, zderzające badaczy, wykładowców (inne pokolenie) z więźniami i więźniarkami. I zawsze gdy przekraczałem bramę obozu z tym znanym napisem czy też bramę wejścia bocznego – tuż obok krematorium i szubienicy, na której powieszono komendanta obozu, jakiś dreszcz przechodził mi po ciele. Również wtedy, gdy współprowadziła moje zajęcia osoba więziona kiedyś w tym obozie. To niebywałe (traumatyczne?) doświadczenie. Poczułem też ten sam rodzaj dreszczu (traumy?), gdy słuchałem głośnego wystąpienia żydowskiego więźnia obozu Mariana Turskiego, który w kontekście stale odmienianego „nigdy więcej” akcentował dobitnie (75-lecie wyzwolenia KL Auschwitz): „Auschwitz nie spadło z nieba”.
Cenne w tej niezwykłej rozprawie wydaje mi się również wprowadzenie przez Bilewicza pojęć stricte z zakresu psychologii społecznej, które ilustrują nie tylko autorską narrację, wyjaśniają sporo, ale też pokazują pewien nowy komplet narzędzi dla historyków. Szczególnie dla tych, którzy zajmują się social history. Krótka egzemplifikacja pojęciowa:
– atrybucje w służbie ego,
– chroniczna dostępność,
– dziedziczenie traumy,
– ekspresja genów,
– krańcowy błąd atrybucji,
– mentalność spiskowa,
– narcyzm kolektywny,
– „opowieści chwasty”,
– retraumatyzacja,
– teoria kompensacyjnej kontroli,
– teoria opanowania trwogi,
– teoria spiskowa,
– trauma historyczna,
– trauma zastępcza, traumatyzacja,
– wtórna traumatyzacja,
– wzrost potraumatyczny.
*
Sumując tę krótką refleksję: rozprawa prof. Michała Bilewicza to swego rodzaju wzornik spojrzenia, szerzej, spoglądania na wielorakość historii, procesu historycznego, historii jako dyscypliny nauki, a także ważnej części procesu edukacyjnego. Pamiętajmy zatem, o Traumalandzie i jego uwikłaniach, o jego „cieniach [w spoglądaniu] na przeszłość”. Pamiętajmy zarówno o ranach, jak i pozytywnych stronach procesu historycznego. Również o trudzie wyjaśniania i interpretacji, w następstwie o trudzie edukacji historycznej. Rozprawa Bilewicza otwiera nowe pola oglądu, tym samym i pola interpretacji. Warto po nią sięgnąć. Albowiem, jak już we Wstępie sygnalizuje autor (s. 13): „Bez zrozumienia [wyróżnienie J.Ch.] historycznej traumy nie sposób pojąć tego, jak wygląda dzisiejsza Polska, jak Polacy reagują na porażki i sukcesy, jak radzą sobie z kryzysami i konfliktami, dlaczego nie potrafią rozmawiać o historii i traktują innych jak wrogów”.
Ta książka jest próbą, solidną i rzetelną, która nam ten problem przybliża. I to znacząco. Czy skutecznie? To już zupełnie inne zagadnienie.
Korekta językowa Beata Bińko
*
Słowa kluczowe: historia, psychologia, polityka historyczna, przeszłość, social history, trauma, dziedziczenie traumy, teoria spiskowa
Bibliografia
Jarry A., Ubu Król czyli Polacy (fr. Ubu Roi ou les Polonais), dramat z 1888 r. Bilewicz M., Traumaland. Polacy w cieniu przeszłości, Wydawnictwo WAM, Kraków 2024.
Friszke A., Zawód: historyk. Rozmawiają Jan Olaszek i Tomasz Siewierski, Biblioteka „Więzi”, Warszawa 2022.
Zulu Gula, program satyryczny emitowany w TVP 1 w latach 1992–1996.
***
Jacek Chrobaczyński – krakowski historyk (ORCID 0000-0001-7896-2494). Do 1 października 2021 r. związany z krakowskim Uniwersytetem Pedagogicznym im. Komisji Edukacji Narodowej. Specjalizuje się w najnowszych dziejach Polski i powszechnych, historii Krakowa, biografistyce, socjo- i psychohistorii oraz antropologii historycznej. Autor dwudziestu kilku książek i blisko dwustu publikacji pomniejszych. Współpracownik Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, Muzeum Krakowa, Muzeum Pamięci Mieszkańców Ziemi Oświęcimskiej, współorganizator Kongresów: „Polska – Rosja. Trudne sprawy. Trzy narracje: historia – literatura – film” oraz Kongresów Zagranicznych Badaczy Dziejów Polski. Członek Rady Naukowej „Krzysztoforów”. Laureat Medalu św. Krzysztofa, nadawanego przez Muzeum Krakowa za długoletnią współpracę z tą instytucją.
- Zulu Gula, program satyryczny emitowany w TVP 1 w latach 1992–1996.
- Alfred Jarry, Ubu Król czyli Polacy (fr. Ubu Roi ou les Polonais), dramat z 1888 r. Po raz pierwszy wystawiony w roku 1896. Nazywany przez recenzentów i literaturoznawców „utworem prekursorskim dla surrealizmu”.
- Michał Bilewicz, Traumaland. Polacy w cieniu przeszłości, Wydawnictwo WAM, Kraków 2024 (366 stron)
- Por. Andrzej Friszke, Zawód: historyk. Rozmawiają Jan Olaszek i Tomasz Siewierski, Biblioteka „Więzi”, Warszawa 2022.
- PTSD, post-traumatic stress dis order – zespół stresu pourazowego.

