II Rzeczpospolita stanęła przed wyzwaniem scalenia trzech odmiennych systemów gospodarczych odziedziczonych po zaborcach oraz odbudowania kraju zniszczonego po I wojnie światowej. Pod wieloma względami nie udało się ujednolicić odrodzonego państwa. Nie wprowadzono jednolitego ustawodawstwa socjalnego z powodu zbyt dużych kosztów. W rezultacie najkorzystniejsze rozwiązania pozostały w zaborze pruskim, a także na Górnym Śląsku. Nie udało się też ujednolicić systemu podatkowego. Z wyjątkiem nadzwyczajnego podatku majątkowego z lat dwudziestych, który w większym stopniu obciążył zasobnych mieszkańców, podatki pośrednie relatywnie bardziej dotykały w II RP ludzi biednych.

Rozmówca zwrócił uwagę, że okres międzywojenny był niekorzystnym czasem dla gospodarki światowej. Zaważyły na tym skutki I wojny światowej oraz deglobalizacja. Gospodarki poszczególnych państw zamykały się i dążyły do samowystarczalności. W tym kierunku podążała również polityka ministra skarbu z końca lat trzydziestych Eugeniusza Kwiatkowskiego. Takie tendencje gospodarek na świecie oznaczały w praktyce ucieczkę obcego kapitału z Polski, tym samym państwo musiało wziąć na siebie główne inwestycje.

Cios gospodarce polskiej zadała już I wojna światowa. Linia frontu w 1915 r. odcięła nas od dotychczasowych rynków zbytu, zwłaszcza rosyjskich. Z kolei w latach dwudziestych Górny Śląsk stracił dostęp do rynku niemieckiego, dopiero z czasem udało się znaleźć nowe rynki zbytu – skandynawskie. Kryzys poza przemysłem naftowym w Galicji przeżywało także rolnictwo w Wielkopolsce, któremu trudno było konkurować z tańszą produkcją rolną z ziem byłych zaborów rosyjskiego i austriackiego.

Wkrótce po zakończonej I wojnie światowej nasz kraj zmagał się z inflacją, a następnie hiperinflacją. W okresie powojennym zjawisko inflacji występowało powszechnie, natomiast hiperinflacja przytrafiła się tylko kilku państwom. Oprócz Polski wystąpiła w Niemczech, na Węgrzech, w Austrii, Wolnym Mieście Gdańsku, a także Rosji Radzieckiej. Ratunkiem dla gospodarki polskiej okazały się reformy premiera i ministra skarbu Władysława Grabskiego. W celu ratowania finansów publicznych Grabski w 1923 r. wprowadził nadzwyczajny jednorazowy podatek majątkowy. Ze względu na jego progresywny charakter bardziej obciążył on osoby bogate, naliczano go bowiem od stanu posiadania. Podatek pomógł ustabilizować finanse publiczne i umożliwił dokonanie w 1924 r. reformy walutowej – markę polską zastąpił złoty polski. Wyjątkowość reformy Grabskiego polegała na tym, że jako jedyni z gospodarek hiperinflacyjnych zrobiliśmy to, opierając się na własnych zasobach wewnętrznych – zmobilizowano je w postaci wspomnianego podatku majątkowego. Polska nie otrzymała wówczas żadnej pomocy zagranicznej. Reformy stabilizacyjne były bolesne dla społeczeństwa, ale niezbędne do zwalczenia hiperinflacji.

Minister Grabski starał się zachęcać obcy kapitał do inwestowania w Polsce. Jedną z inwestycji – kolej śląsko-gdyńską – wybudowano dzięki kapitałowi francuskiemu. W okresie wielkiego kryzysu gospodarczego jednak obcy kapitał zaczął się z Polski wycofywać. W tej sytuacji jedyną opcją był kapitał państwowy. Port w Gdyni i Centralny Okręg Przemysłowy finansowano głównie z zasobów państwa polskiego. W zawiązku z tym procesem dokonywała się etatyzacja polskiej gospodarki. W ówczesnych warunkach nie było innego rozwiązania.

Złoty polski stał się mocną walutą dopiero po 1927 r. W takiej sytuacji Polskę zastał wielki kryzys gospodarczy. Tylko dwa kraje w Europie w obliczu załamania się gospodarki nie zdewaluowały swojej waluty w ogóle – Polska i Litwa. Przy takim rozwiązaniu upierał się marszałek Józef Piłsudski, co zdaniem rozmówcy okazało się podejściem błędnym. W czasie kryzysu Polska należała do „złotego bloku”, czyli opierała swoją walutę na złocie. W 1936 r. „złoty blok” się rozpadał w wyniku wystąpienia z niego Francji. Wówczas na stole leżały dwa rozwiązania – albo dewaluacja złotego i dołączenie do bloku szterlingowego, albo wprowadzenie reglamentacji dewizowej. Polska wybrała tę drugą drogę. Wielki kryzys uderzył silniej w Polskę ze względu na jej rolniczy charakter. Gospodarki oparte na przemyśle lepiej sobie z nim poradziły. Zaniechanie dewaluacji waluty również opóźniało w naszym przypadku wychodzenie z kryzysu. Dopiero w 1937 r. produkcja na świecie osiągnęła poziom przedkryzysowy.

Zdaniem rozmówcy politycy nie wykorzystali szansy poszerzenia rynku wewnętrznego. Nie zadbali o wzbogacenie się wsi na tyle, aby stała się ona silniejszym rynkiem zbytu. Do tego była potrzebna radykalna reforma rolna. Tymczasem prowadzona stopniowo od 1919 r. w jakimś sensie zapobiegła radykalizacji społecznej wsi, ale nie wyrównała ogromnych nierówności w strukturze własności ziemi. Opór wobec radykalnej reformy wynikał z obawy o utratę polskiego stanu posiadania na rzecz mniejszości narodowych w województwach wschodnich. W zakresie budowania spójności społecznej oraz wyrównywania szans osób mniej uprzywilejowanych i zamożnych działania państwa okazały się niewystarczające.

Zapraszamy do wysłuchania i obejrzenia rozmowy z prof. Wojciechem Morawskim, historykiem i ekonomistą ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Korekta językowa Beata Bińko