Społeczeństwo polskie tuż po wojnie było głęboko straumatyzowane. Wyczerpała je pełna przemocy kilkuletnia okupacja, związana z utratą bliskich i nieustanną walką o przetrwanie. Ludzie stracili poczucie bezpieczeństwa. Przyszło im żyć wśród ruin, w niedostatku, doświadczać nieustannych zmian wywołanych migracjami, przesiedleniami, przestępczością i niepewnością co do przyszłości politycznej Polski. Wojna osłabiła zaufanie nie tylko do państwa i prawa, lecz także do innych ludzi. Granica między tym, co legalne i nielegalne, uczciwe i nieuczciwe, uległa zatarciu, ponieważ przez lata o przeżyciu decydowały zaradność, przypadek i umiejętność omijania narzuconych reguł. Towarzyszyły temu lęk przed kolejną wojną, niepewność nowych granic oraz obawa przed represjami i utratą dopiero co zdobytego miejsca do życia. Społeczeństwo pragnęło stabilizacji, a zarazem długo nie potrafiło uwolnić się od doświadczenia przemocy, chaosu i rozmaitych zagrożeń.
Rozmówca pomysł opisania „wielkiej trwogi” zaczerpnął z historiografii francuskiej. Chciał opowiedzieć o tym okresie inaczej, niż dotychczas robili to historycy. Wybrał narrację przez pryzmat emocji społecznych: strachu, trwogi i lęku. Poprzez opis emocji chciał uzupełnić obraz nakreślony wcześniej przez nestorkę polskiej historiografii najnowszej, Krystynę Kersten. Nagromadzenie emocji społecznych było, jego zdaniem, w tym okresie wyjątkowe.
Pogromy były wyrazem buntu i niezadowolenia, ale też uprzedzeń antyżydowskich. Nie można jednak na nie patrzeć tylko przez pryzmat antysemityzmu – należy widzieć je w kontekście ówczesnych zjawisk społecznych i ogólnej kondycji ludzi. Wojna rozbiła strukturę społeczną. Pękły bariery moralne, które powstrzymywały ludzi przed zachowaniami przestępczymi. Po II wojnie światowej w całej Europie wzrosło spożycie alkoholu. Bimber stał się nie tylko źródłem dochodu, lecz także kalorii. Odgrywał ważną rolę w handlu wymiennym.
Strach przed bandytyzmem występował przede wszystkim na prowincji – to właśnie na terenach wiejskich przemoc objawiała się najsilniej. Osobnym zjawiskiem była powojenna konspiracja. Żołnierze polskiego podziemia niepodległościowego ukrywali się przed ścigającymi ich oddziałami NKWD i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego/Urzędu Bezpieczeństwa. Część z nich niezwiązana już z organizacją trafiała do niewielkich grup bandyckich. Ludzie ci byli ofiarami wojny, ale jednocześnie budzili strach w otoczeniu. Część weteranów – żołnierzy Armii Krajowej czy innych formacji niepodległościowych, a także żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie – miała poczucie klęski. Tego nie doświadczyli Amerykanie, Francuzi czy Brytyjczycy. Stali się „zwierzyną łowną” dla nowej władzy, inwigilowaną i ściganą. Polakom towarzyszyły rozgoryczenie i złość, obecne wśród wielu ludzi tamtego pokolenia.
Komuniści, którzy wkraczali wraz z oddziałami Armii Czerwonej i zaczynali budować struktury państwowe, mieli poważny problem kadrowy – brakowało odpowiednich ludzi do obsadzania najważniejszych urzędów. W 1944 r. nowa władza była bardzo słaba i opierała się w istocie na Armii Czerwonej i NKWD. Taka sytuacja umożliwiła szybki awans społeczny dużej części Polaków. Brak matury nie przeszkadzał w zostaniu oficerem ludowego Wojska Polskiego, UB czy komendantem Milicji Obywatelskiej. Warto pamiętać, że osób z wyższym wykształceniem było wówczas w Polsce około 60 tys., z maturą – 300 tys.
Wobec władzy ludowej Polacy zachowali sceptycyzm i dystans. Jednoznacznie wskazywały na to wyniki referendum z 1946 r. Obóz władzy agitował za odpowiedzią na pytania referendalne „3 razy tak”. Tymczasem około 75 proc. Polaków odpowiedziało „nie” na jedno z pytań, co pokazywało, że nowa władza działała w próżni społecznej i nie miała ogólnopolskiego poparcia.
Trauma Polaków spowodowana wojną została w nich przez lata. Polscy psychologowie latem 1945 r. zaczęli badać pod tym kątem dzieci. Były one zalęknione, opowiadały o przemocy i traumatycznych doświadczeniach. W czasie okupacji ludzie przyzwyczaili się do obecności krwi na ulicach. Strach i skala śmierci silnie wpłynęły na kondycję psychiczną społeczeństwa. Pamięć wojny objawiała się m.in. problemami ze snem czy trudnościami w kontaktach z innymi. Dramatyczne przeżycia utrwaliły w społeczeństwie polskim zachowania konformistyczne. Doświadczenie obozów i łagrów pozostawiło trwałą skazę przystosowawczą.
Szaber należał do fenomenów tamtych czasów. Wbrew pozorom nie zaczął się dopiero w 1944 r. – zjawiska tego rodzaju obserwowano już we wrześniu 1939 r., np. w oblężonej Warszawie. O szabrze mówimy w odniesieniu do mienia pozostawionego przez właścicieli. Społeczeństwo było wówczas biedne, spauperyzowane, brakowało wszystkiego, dlatego skala szabru w latach 1944–1947 osiągnęła nieprawdopodobny poziom. Najpierw szaber objął mienie poniemieckie w miastach zajmowanych przez Armię Czerwoną. W 1945 r., po zakończeniu wojny, przybrał charakter masowy. Początkowo szabrowano wszystko, z czasem część osób wyspecjalizowała się w poszukiwaniu określonych dóbr.
Wkraczające oddziały Armii Czerwonej w wielu miastach Polacy witali kwiatami. Wielu odbierało to autentycznie jako wyzwolenie po kilku latach okrutnej okupacji niemieckiej. Jednak szybko to się zmieniało. Wraz z Armią Czerwoną przyszła kolejna fala przemocy – jej apogeum nastąpiło po maju 1945 r. Ofiarami gwałtów na terenach niemieckich padały także Polki. W wielu miejscowościach dochodziło do starć milicji z żołnierzami Armii Czerwonej. Oficjalnie jednak nie mówiło się o przestępstwach żołnierzy sowieckich – w propagandzie i filmie okres ten przedstawiano jako czas heroicznej odbudowy. Informacje o działaniach organizacji Werwolf na Ziemiach Odzyskanych propaganda specjalnie wyolbrzymiała, aby odsunąć od czerwonoarmistów odium odpowiedzialności za dokonywaną przemoc.
Zdaniem rozmówcy fala trwogi zaczęła opadać wraz z postępującą stabilizacją, czyli z procesami osiedlenia się ludzi, uruchomienia przemysłu. Do 1950 r. utrzymywała się duża migracja ze wsi do miast – około 250 tys. osób rocznie. Prawdziwa stabilizacja nastąpiła dopiero w latach sześćdziesiątych. Duża skala bandytyzmu, szabru, przemocy wobec Niemców i Żydów, a także kryzys o charakterze zbliżonym do wojny domowej wygasły około 1947 i 1948 r. Sfałszowane wybory ze stycznia 1947 r. odebrały ludziom nadzieję na zmianę. Latem 1948 r. Hilary Minc ogłosił rozpoczęcie kolektywizacji. To wywołało nową trwogę. Dla chłopów oznaczało to zburzenie ich dotychczasowego ładu społecznego z wyznawanymi wartościami i hierarchiami, zniszczenie ich świata i pozbawienie ojcowizny. To jedno z najważniejszych wydarzeń z historii społecznej, które zostało w pamięci społecznej na długi czas.
Długim echem „wielkiej trwogi” były powracające paniki wojenne. Strach przed Niemcami utrzymywał się w Polsce przez wiele lat – widoczny był jeszcze w połowie lat siedemdziesiątych. Według ówczesnych badań opinii publicznej właśnie nasi zachodni sąsiedzi cieszyli się najgorszą sławą pośród innych narodów. Wrogość i niechęć wobec nich była największa. Badania prof. Michała Bilewicza potwierdzają, że trauma wojenna przetrwała w społeczeństwie polskim bardzo długo.
Zapraszamy do wysłuchania i obejrzenia rozmowy z prof. Marcinem Zarembą z Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego.
Korekta językowa Beata Bińko
