Upadek reżimu Nicolae Ceaușescu w grudniu 1989 r. stanowił początek złożonego i długotrwałego procesu transformacji Rumunii w stronę demokracji oraz gospodarki wolnorynkowej. W przeciwieństwie do Polski w Rumuni nie istniała zorganizowana opozycja polityczna, która mogłaby przejąć stery rządów państwem, dlatego władza trafiła w ręce osób powiązanych z elitą komunistyczną. Uchwycił ją Front Ocalenia Narodowego. Jego lider Ion Iliescu należał do partii od lat czterdziestych XX w. Szczyt jego kariery przypadł na przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. W 1990 r. został wybrany na pierwszego demokratycznego prezydenta z ponad 85-procentowym poparciem. Tak dużą przychylność społeczeństwa zapewniło przejęcie przez FON telewizji, z czym wiązała się częsta obecność jego osoby w nadawanych programach. Ion Iliescu ponownie wygrał wybory prezydenckie w 2000 r. na fali rozczarowania społecznego dotychczasową sytuacją społeczną i gospodarczą, a także utratą wiary w nowe elity.
Wolnym wyborom wiosną 1990 r. towarzyszyły protesty społeczne, głównie studentów i inteligencji. Rządzącym zarzucano zawłaszczenie zdobyczy rewolucji przez ludzi dawnego reżimu. Domagano się podjęcia reform prowadzących do demokratyzacji państwa. Protesty zostały stłumione przez sprowadzonych do stolicy górników, tzw. mineriady. Później władze jeszcze niejednokrotnie wykorzystywały brutalne interwencje górników do tłumienia protestów społecznych i opozycyjnych.
Pierwszym premierem wyłonionym przez demokratycznie wybrany parlament został Petre Roman, jeden z liderów FON. Budził on w społeczeństwie zaufanie jako dobrze wykształcony człowiek spoza komunistycznego establishmentu. Nie pełnił żadnych ważnych funkcji w czasach poprzedniego reżimu, aczkolwiek jego ojciec Valter Roman należał do ważnych osobowości w historii rumuńskiego komunizmu. Petre Roman był gotowy przeprowadzić radykalne reformy gospodarcze, ale ze względu na krótkotrwały okres rządów nie dokonał oczekiwanego przełomu.
Obalenie reżimu budziło ogromne nadzieje na wyjście Rumunii z zapaści gospodarczej, w jakiej znalazła się w latach osiemdziesiątych w wyniku polityki Ceaușescu. Były dyktator uzależnił Rumunię od dostaw z ZSRR. Straciła wcześniejszy potencjał importowy. Jej gospodarka weszła w lata dziewięćdziesiąte z przestarzałymi i nierentownymi fabrykami. Władze w obawie przed wzrostem bezrobocia i pogorszeniem już trudnej sytuacji społecznej obawiały się je zamknąć. Brak radykalnych kroków – porównywalnych z tymi podjętymi w Polsce – sprawił, że proces odbicia się rumuńskiej gospodarki trwał kilka lat dłużej. Podczas gdy polska gospodarka była przykładem wdrożonych reform, to rumuńska – odwlekanych. Wprowadzanie gospodarki rynkowej wiązało się z likwidacją nierentowanych zakładów, gwałtownym wzrostem bezrobocia i spadkiem poziomu życia mieszkańców. Rumunii mierzyli się z nieobecnymi dotychczas problemami społecznymi i lękami, przy czym niektórzy politycy wykorzystywali je do rozgrywania własnej polityki. W poszukiwaniu lepszego życia i pracy wielu Rumunów wyemigrowało na Zachód. Odbiło się to na strukturze demograficznej państwa. Sytuacja polityczna i ekonomiczna zaczęła się stabilizować dopiero w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych. Rumunia podjęła starania, aby sprostać wymaganiom członkostwa w Sojuszu Północnoatlantyckim i Wspólnocie Europejskiej. Rumunia przystąpiła do NATO w 2004 i Unii Europejskiej w 2007 r., czyli kilka lat później niż Polska.
Zapraszamy do wysłuchania i obejrzenia rozmowy z dr. hab. Błażejem Brzostkiem, profesorem Uniwersytetu Warszawskiego.
Korekta językowa Beata Bińko
